Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

JakubK

Użytkownicy
  • Postów

    18
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez JakubK

  1. Raz z miłości, raz ze wstydu, dwa razy po cichu, tak że nawet nikt nie zauważył. Raz w kuchni nad ranem, kiedy lodówka świeciła jak jedyna życzliwa rzecz na świecie. Raz w autobusie, między obcymi kurtkami i zapachem mokrej wełny. Raz od jednego zdania, powiedzianego spokojnie, jakby nie mogło niczego zniszczyć. I jeszcze kilka razy w miejscach całkiem zwyczajnych, przy bankomacie, na przejściu dla pieszych, podczas wybierania pieczywa w zbyt jasnym sklepie. Człowiek nosi te śmierci w sobie warstwami, jak stare paragony w kieszeniach zimowego płaszcza.
  2. Wiadomości przypominają dziś stały raport z końca świata. Wojna, kryzys, katastrofa, skandal. Człowiek je śniadanie i jednocześnie ogląda cudze tragedie między reklamą jogurtu a prognozą pogody. Nigdy wcześniej cierpienie nie było tak masowo transmitowane i tak szybko zapominane. Po kilku minutach wszyscy wracają do swoich spraw, jakby ludzki układ nerwowy nauczył się już chronić przez nadmiarem rzeczywistości
  3. @Sekrett Papieros, mały rytuał przerywania rzeczywistości. Wdech. Rozlanie. Neutralizacja. To chyba jeden z najmniej opisywanych skutków rzucania palenia. Człowiek odzyskuje nie tylko płuca, ale także czas, emocje i własny układ nerwowy.
  4. Ludzie palą papierosy jakby chcieli zobaczyć własny oddech. Stoją przed budynkami, w zimnie, w cieple, w półmroku, w świetle, na chwilę wyjęci z życia, które przed chwilą było pilne. Lubię patrzeć na tych ludzi. Przez moment wszyscy wyglądamy tak samo krucho.
  5. Kiedy zjawiła się na jego drodze, wiatr był zimny i padało. Połknęła go jak wodę, połknęła go jak wodę, choć wcale tego nie chciała. Potem pociągnęła go do siebie, wiatr był zimny i padało. A on patrzył w nią jak w niebo, patrzył w nią jak w niebo, choć wcale tego nie chciała. Kiedy odchodziła z jego drogi, wiatr był zimny i padało. Nie wiedziała, co się z nim stanie, co się z nim stanie, choć wcale tego nie chciała.
  6. Kłóciliśmy się jak bracia i siostry. Kłóciliśmy się jak matki i ojcowie. Kłóciliśmy się jak kochankowie. Gdy brakło argumentów, biło się talerzami.
  7. Była taka lampa w mieszkaniu mojej babki, która świeciła bardziej na żółto niż światło pozwala. Przy niej wszystko wydawało się mniej groźne. Cisza, noc, nawet wiadomości w telewizji. Czasem myślę, że całe życie szukamy właśnie takiego światła. Czegoś, przy czym nasze lęki wyglądają trochę mniej ostatecznie.
  8. Taki los masz, ile z siebie dasz mówił dziadek, kiedy ludzie byli twardsi od ziemi. Kto rano wstaje, ten dłużej się martwi. Od mieszania herbaty nie zrobi się słodsze życie, ale człowiek lubi mieć wrażenie, że coś robi. Gdzie cienko, tam pęka, najczęściej w środku. I jeszcze: nie noś wody w sitku, nie proś świata o litość, nie wracaj tam, gdzie już cię nie ma. Ludowe mądrości są jak stare płoty. Krzywe, spróchniałe, ale wciąż trzymają jakąś granicę przed nocą.
  9. Są na przykład takie kaloryfery, które są na przykład pordzewiałe i ciekną. Są na przykład okna, które nie na przykład, lecz naprawdę są nieszczelne. Są na przykład sufity, z których cieknie deszcz. I ściany są na przykład mokre i stopy, na przykład bose, mokną od podłogi, która jest na przykład wilgotna. I ubrania są na przykład mokre, bo szafa przykładowo cieknie. I wszystko jest na przykład mokre i na przykład cieknie. I na przykład jestem ja, który na przykład usiłuje, pisać suchy wiersz.
  10. Równo pada deszcz. Jakby ktoś zapisał niebo w brajlu dla ślepego Boga, który nie chciał już patrzeć. Jakby świat próbował się wypłakać bez jęku, bez patosu, po prostu zacząć od nowa, od wody. Na szybach rozmazuje kontury, rzeczy za oknem przestają być konkretne. Bo przecież konkretność jest sprawą światła. Nie pyta, czy może i nie rozróżnia pól od miast, winy od bruku. Jest sprawiedliwy jak nicość i tak samo kojący. Na dachu dudni równość, na trawie pisze spowiedź, na języku zostawia ślad metalu. Jak po słowie, które ugrzęzło w gardle i już nie wróci.
  11. Miasta świecą całą noc, jakby bały się zostać same ze sobą. Neony, ekrany, witryny, wielka iluminacja pustki. Człowiek współczesny nie potrzebuje już gwiazd. Wystarczy mu odbicie własnej twarzy w czarnym szkle telefonu. Patrzą bez końca. W cudze życie, w cudze ciała, w cudze śniadania i katastrofy. Nigdy wcześniej, samotność nie była tak dobrze podświetlona.
  12. Ktoś przede mną liczy drobne. Za mną ktoś patrzy na zegarek. I jeszcze ktoś poprawia koszyk, jakby ustawienie rzeczy, miało ostateczne znaczenie. Wszyscy jesteśmy w kolejce, po coś więcej niż chleb i mleko. Ale nie mówimy tego głośno. Bo może właśnie to milczenie, trzyma nas jeszcze w całości.
  13. W przeciwieństwie do ludzi koty umierają powoli. W kącie, w ciemności, dyskretnie, z dala od ludzi. Koty nie chcą sprawiać kłopotu. Nie chcą zawracać głowy swoim umieraniem. Najczęściej odchodzą, znikają z domu na dzień lub dwa. Umierają gdzieś w ciszy, skulone w kłębek. To ich prywatna sprawa.
  14. Nie pamiętam momentu, w którym to się zaczęło. Może nie było początku, tylko powolne przesuwanie granic, które i tak były umowne. Najpierw mniej rozmów, potem krótsze zdania, na końcu same spojrzenia, których nikt nie chce tłumaczyć. Zostają gesty, ale one też się zużywają, jak przedmioty bez gwarancji. Stoję naprzeciwko Ciebie i widzę kogoś, kto jeszcze chwilę temu był konieczny. Teraz jest tylko obecny.
  15. Robotnicy rzeźni mają ręce we krwi. Robotnicy rzeźni muszą wyjść o świcie, żeby wrócić o zmierzchu. Żeby zjeść obiad, żeby zasnąć przy stole i obudzić się w nocy i czuć, że nadal śmierdzi. Robotnicy rzeźni nie myślą o niczym, tylko o rzeźni i o śmierdzących rękach. I o dziewczynie, której nigdy nie pokochają i o tym, jak pachnie świeżo wyprane prześcieradło w jej łóżku. Robotnicy rzeźni śnią o rzeźni. Wszystko jest rzeźnią.
  16. Przeszliśmy obok siebie bez słowa, jak dwa koty na dwóch różnych dachach. Ty nie patrzyłaś, ja też nie. Tylko księżyc rzucał wspólne cienie. Znał nas lepiej, niż my siebie.
  17. @viola arvensis z pełną pokorą, uprzejmie dziękuję
  18. Twoje tajemnice śpią w załomach świtu, w cieniu dłoni zamkniętej na wpół. Nie pytam, milczenie jest miękką przystanią, gdzie słowa toną bez śladu. Moje tajemnice wędrują po zmierzchu, przyczajone w oddechu nocy. Nie zdradzam, cisza ma kształt cienia, który splata się z twoim snem. Spotykają się czasem przypadkiem na krawędzi spojrzeń. Pod powiek drżeniem. Lecz nie padają pytania, nie trzeba odpowiedzi. Ty wiesz, ja wiem.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...