Blask gwiazd blednie, nastaje wschód słońca,
wartowników leciutko świt trąca.
Śpią nieczuli żołnierze,
żaden grobu nie strzeże,
wino w dzbanach wypite do końca.
Pierwszy promień, gdy muśnie kamienie,
padnie strach na ciemności i cienie.
I najtwardsze wnet zło
się rozsypie jak szkło.
Dobro zstąpi w jasności na Ziemię.
Wy, w domowych pieleszach co tkwicie,
nigdy sceny tej, nie, nie ujrzycie:
gdy wypełni grób blask,
w bok odtoczy się głaz,
wyjdzie postać i powie "Ech, życie!"