-
Postów
35 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Stukacz
-
:)
-
Wśród słodkich malinek Wąż urządził odpoczynek Głodny był więc żabę złapał I pod krzakiem se zachrapał Bo jak wiecie drogie dzieci Słonko czasem mocno świeci I w malinach, pośród cienia Poszukał schronienia Następnym razem Wyśpi się pod głazem I tam cień będzie, i bezpiecznie A to ważne jest koniecznie Lubi odpocząć po jedzeniu Gdy ulegnie zmęczeniu A żywi się żabami Czasem też myszami Zje rybkę, ptaszka Trafi się i ważka Jak głodny to nie wybrzydza Ale czy zje rydza? Jak już wiecie Dużo dziwów jest na świecie Rąk i nóżek nie posiada Syczy raczej niźli gada Ciało pokryte ma łuskami Często z zygzakami Długi, smukły – wygląda jak rurka Po jednej stronie dziurka Tam zęby jak noże ostre Zakrzywione albo proste Od gatunku to zależy Gdzie jaki ząb leży Jadowite, dusiciele Prawda, że niewiele? Więc jak pani w przedszkolu Zapyta: Stasiu, albo Olu Co to jest wąż i czym się żywi To eksperci jesteście prawdziwi
-
Dzień dobry. Stukacz w mitologii słowiańskiej był duszkiem domowym, który w nocy dokuczał śpiącym ludziom różnymi figlami (strącał talerze, głośno biegał, przewracał przedmioty) co starałem się zobrazować w wierszu i piosence. Gdy ciżba ludzka do snu się układa Zadumana dnia minionego znojem, Nocy zasłona powoli opada Ciszy tonami, łagodnym spokojem. Jednak nocą nie oaza spokojna Zakwitnie nad ich śpiącymi ciałami, Lecz stuków i puków nieznanych wojna Co budzi głośnymi uderzeniami. W figurkę z metalu coś zastuka raz, Zadudni zaraz z głośniejszym wyrazem, Po strychu z hałasem przetoczy się głaz, Pęknie krąg ramy ze starym obrazem; Stary kocur mrok przebiegnie oczami, Czujnym słuchem otoczenie wybada, Coś drapnie ścianę ostrymi szponami – Dla kocich uszu to niemal zagłada! A stuków więcej od ścian się odbije, Talerze w twardą powierzchnię uderzą, Szkło brzęknie rozbite – północ wybije; Na grzbiecie kocim, aż się włosy zjeżą! I pobiegnie przerażony dziwami Na podwórze, w głąb, w bezpieczne schronienie, Nie powróci z lęku przed zdarzeniami Co przekraczają kocie rozumienie. Ludzi gromada we śnie utulona Ze strachem zaspane otworzy oczy, Gdy kanonada na dźwięk rozłożona Falami wibracji w łóżkach zaskoczy. Znowu łyżeczka metalem zadudni, Rozpłacze się dziecko w kącie pokoju Zbudzone odgłosem jakby ze studni, Gdy wiadro uderzy w ściany przekroju. Matka migiem na paluszkach ku dziecku Krokiem cichutkim podbiegnie zdyszana, Wielce zmartwiona, bo beczy w łóżeczku: Zawsze przesypiał do samego rana! Grozy przestrachem zdumiona przystanie, Gdy ślepia w mroku zabłysną czerwone, Rozgrzanego węgla ich migotanie Na chwilę rozświetli nocy zasłonę. I czmychnie slalomem futrzana kulka Strącając przy tym stołową zastawę, Potrąci kałamarz, ten spadnie z biurka: Kolejną dźwięków urządzi wystawę! Krok swój skieruje na strychu pokoje Drapiąc podłogę cienkimi nóżkami, Nie snu kraina, a złości nastroje W umysły wejdą hałasu ścieżkami; Od czaszki głośnym odbiją się echem Do granic bólu człowieka sennego. I tylko dziad stary z cichym uśmiechem, Z łzą w oku przywita nieznajomego. – Toć to jest Stukacz! Istota niegroźna! Choć figlami tak uparcie dokucza, Bardziej dotkliwa aura zimy mroźna, Co swoją srogą naturą poucza. I zabłysną pierwsze promienie słońca Na zaspanych ludzi twarze zmęczone, Ucieszeni, gdyż noc dobiegła końca, Zalegną w ciepłego łóżka ochronę.
-
gdybyś dzisiaj do mnie przyszła
Stukacz opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Dla lepszego efektu wersja audio: gdybyś do mnie dzisiaj przyszła w drzwi cichutko zapukała z ciała dusza by mi wyszła razem z sercem – dusza cała gdybyś zadzwoniła – tak niespodzianie serca drżenie – – – chyba albo nerwów załamanie co za rogiem na mnie dyba gdybyś napisała list krótki jak radosny byłbym – w niebie i nie piłbym dzisiaj wódki tylko, i tylko dla Ciebie gdybym na ulicy Ciebie spotkał wśród ludzi – uśmiechniętą to jak diabła bym napotkał co czyha na duszę mą przeklętą gdybyśmy się już nigdy nie widzieli oczu swoich, ich błysku i smutku… cóż by ludzie powiedzieli nie dla ciebie ona ludku i ja z nimi jestem w zgodzie bo choć serce ogniem płonie to w cierpienia brodzę wodzie i powoli w cierpieniu tonie -
Bardzo mi miło :) Ja uwielbiam baśnie, legendy, mitologie całego świata. Pozdrawiam serdecznie :)
-
@Berenika97 Już 😂@Berenika97
-
Król Wężów w mitologii słowiańskiej pojawiał się dosyć często. Można go było spotkać pod leszczyną, na której rosła jemioła. Strzegł skarbów co było przyczyną, że ludzi kusiła wyprawa na jego włości. Ale nie do końca... Bardziej pożądane było jego mięso. Po odpowiednim przygotowaniu miało właściwości magiczne. Wyzwalało młodość, pozwalało zrozumieć mowę zwierząt i było eliksirem na porost włosów, co doprowadziło, że dzisiaj już nie spotkamy tego pięknego zwierzęcia. Wersja muzyczna dla leniwych: Wiosna blisko, śpiew ptaków dookoła, Na krzewie leszczyny kwitnie jemioła, Biały przebiśnieg, cieplejsze powietrze, Budzi się życie i słychać to w wietrze, I słychać syk węża, i jego braci, I tupot nóg – ludzie w szyk idą zwarci, Z orężem pod pachą, z pochodnią w ręku, Bez krzty szacunku, bez strachu, bez wdzięku. Zaciekłe twarze, krew czerwona w oczach Po długich, czarnych, nieprzespanych nocach, Gdy plan knuli jak wzbogacić się szybko: Czy ukraść księżniczkę? Czy z złotą rybką? Czy trzy spełnione życzenia wystarczą? Czy lepiej iść z mieczem i twardą tarczą? Czy podstępem chytrym? Czy nic nie robić? By się wzbogacić i życie ozdobić. A wiosna radośnie woła i śpiewa, Już pierwsze pąki wypuszczają drzewa, A tam, pod korzeniem młodej leszczyny, Żyje ostatni z wężowej rodziny: Król Wężów. Długi, trzech ludzi przerasta, Z diamentu korona głowę porasta, Która każdemu takiemu zwierzęciu Po lat upływie wyrośnie dziesięciu. Srebrzysta łuska przyozdabia ciało Jednak korona i łuska za mało, Bo mięso tych zwierząt główną przyczyną Że śmiercią z rąk ludzi tak szybko giną. A ma ono właściwości magiczne Nie tylko dziwne, ale dość liczne, O które walki śmiałkowie toczą, I w krwi wężów swoje miecze moczą. Nieugotowane i zjedzone, Sprawi tak, że słowa wyłożone Z zwierząt świergotu, pisku czy ryku, Brzmią jak z człowieka ust i przełyku. Zaś ugotowane na oliwie, To co ludzie pożądają chciwie: Młodość. Młody umysł, młode ciało – Jedno i drugie wciąż będzie trwało. Na krawędzi drzewa zawieszone I jak mak starannie wysuszone, Maści składnikiem niezbędnym, która Sprawi, że wyrośnie włosów fura Jak traw dywany co wczesną wiosną, Łąki, pola zielenią porosną. Złoto strzeżone przez Króla Wężów, Tylko pretekstem dla chciwych mężów.
-
Dla leniwych: https://www.youtube.com/watch?v=F-oSFyrn8dw *** choć sama nie wiedziała cichy szept wysłała jej szept usłyszał słuchał i dyszał na szept, krzykiem odpowiedział choć silił się – nie wiedział że krzyk choć głośny mniej, niż szept radosny w końcu ciszej i ciszej serce mówiło, mówiło i tak dalej, wciąż dalej aż szeptem przemówiło ona, gdy szept usłyszała przerażona, aż struchlała on, gdy krzyczeć przestał czym jest miłość poznał teraz, gdy oboje szepczą wszystko wiedzą, wszystko słyszą choć daleko ziemię depczą razem śnią i razem dyszą
-
1
-
śpij, już księżyc twarz za chmurą schował smutną i ponurą gwiazd tysiące i galaktyk sto mruga okiem w Twoją stronę i ten, Bóg wie jeden kto… śpij, zaśnie ciało umęczone śpij, bo choć tysiąc myśli w głowie to nie powie, nic nie powie czemu było, jak i gdzie co się wcześniej wydarzyło jest nieważne, On to wie… śpij, lepiej będzie Ci się żyło śpij, wiatr latarnie gasi cicho z nimi gaśnie też i licho dzień przychodzi, mija i wieczór myśli złe wykrada mija dzień, mijają dni… śpij, noc melodię swą układa śpij, słońce jutro twarz rozjaśni tak jak w bajce, tak jak w baśni na białym koniu rycerz – tak! przyjdzie i serce w dal uniesie Wenus świeci, daje znak… śpij, niech marzenia Twe poniesie śpij, sny spokojne, sny jak woda sny, gdzie czeka Cię przygoda czułych słów i słodkich chwil pełnych uczuć tak szalonych podróży, pokonanych mil… śpij – w myślach utajonych Zachęcam do odsłuchania w wersji z muzyką i poznanie możliwości AI.
-
@Gosława cześć, podejrzyj link pod tytułem😉
-
Zmieniłem nieco tekst. Przepraszam, że usunąłem wczorajszy. Dodatkowo załączam plik audio wygenerowany za pomocą AI. https://www.youtube.com/watch?v=0bfa1n6FLHY Szum drzew śpiewa nad jeziorem Falami rozpaczy i żalu Przemawia żałoby kolorem O balu, o balu Na brzegu zamek z kamienia Księżniczka we śnie zaklęta Tak piękne miała marzenia Jednak przeklęta, przeklęta Czy żywa, czy martwa już Nie wie nikt – no cóż, no cóż Śni królewicza pięknego Na tysiąc gości wesele Więcej nie śni niczego Tak niewiele, niewiele Pod naporem słońca Nie drgnie biała powieka I sen wyśniła do końca A czas ucieka, ucieka I tylko rozpacz i żal Bo śnił się bal, śnił bal Śni nieprzytomna, niesyta Na łożu kamiennym leży I nikt śpiącej nie pyta Nikt nie wierzy, nie wierzy W objęciach spoczywa śmierci Co tchnieniem odrętwiałym Sumienie śpiącej wierci Snem trwałym, tak trwałym I znów śni się baśń Któż waść, któż waść Śni się rycerz w zbroi Śni się zamek złoty I w śnie się miłość roi Z tęsknoty, z tęsknoty Śni się bal i wesele W śnie pogrążona rozpaczy Tak mało, a tak wiele Cóż znaczy, cóż znaczy Kim ów rycerz był Co śnił się, co się śnił A rycerz w śnie natchnionym Księżniczkę piękną spotyka I widzi dwie korony Lecz sen umyka, umyka Gdzie umknął sen niewinny Cóż znaczą białe ognie Co palić się powinny Zgodnie, tak zgodnie I w sercu żar I śnił się bal, śnił bal W zbroi do boju rusza Lasy przemierza, gaje Zrywem gnana dusza Nie ustaje, nie ustaje Odległe tereny podbija Snu nie znajduje pięknego Mieczem ostrym wywija Cóż z tego, cóż z tego A za sobą dal I żal, i żal W rozpaczy w sen zapada W sercu boleść i pustka Powieka ciężka opada Oko łza muska, łza muska I śni zamek i skarb wielki I śni się służba i wojna Jednak znikł ślad wszelki Tej co strojna, co strojna W sen strojna i w żal Bo śnił się bal, śnił bal W sen strojna płacze Skórę gorzka łza rani I tylko ból i rozpacze I ludzie zebrani, zebrani I pogrzeb, i snu kres wszelki Znikła gdzieś pustka głucha I znikł rycerz wielki Bez ducha, bez ducha Mimo starań i prób Głęboki grób, głęboki grób A rycerz do zamku zmierza Tam księżniczka zaklęta Na horyzoncie wieża I ona przeklęta, przeklęta Na progu wejścia staje Treny smutne śpiewają Księżniczki nie zastaje I grają, i grają Treny śpiewane we łzach Oj-ach, oj-ach I baśń co się śniła Tej jednej długiej nocy Rojeniem zaledwie była Wołaniem: pomocy, pomocy I rycerza ostatnie tchnienia Jednego zabrakło kroku Legł pod wieżą z kamienia O zmroku, o zmroku I sen, i mrok Gdy byli o krok, o krok
-
Samotny, z tęsknotą na miłość czeka, Zdradzony, a jednak…, a czas jak śmierć Bezpowrotnie w dal z żałobą ucieka, I tylko ćwierć… Jakby zastygł w chwili, w wyroku Tuż przed spełnieniem…, a tu sen Mgłą zasłonił źrenicę w oku, I tylko dzień… Czas to rozpacz, czas to męka, Czas to ból, czas to mrok, Niewysłowiona udręka… Czas to w przepaść bezdenną skok. I tylko ćwierć co porusza jeszcze Kamiennego serca platynową nić, Tylko ona…, lecz spojrzenie złowieszcze Sercu w pełni nie pozwala żyć.
-
Tak cicho, tak nieśmiało w rytmie równym bije, Choć dawno umarła, to wciąż w sercu żyje, I jak woda co źródło nasyca Ku powierzchni złote sny przemyca, A w snach, jak w chmur błękicie Szemrzą wiatry ulatując skrycie. Nietrwała, przed sobą w głąb siebie ucieka, Zanim z snu się wyrwie i jak niespokojna rzeka, W porywie szału, z jednej kropli zrodzona, Snem złotym, jak falą natchniona, Przez skał twarde bryły korytarz wydrąży, I wypłynie, nim na zawsze umrzeć zdąży.
-
4
-
Umarła dziewka, a cisza, śnieżyca Przykryła płaszczem jej blade ciało. Umarła dziewka, już skarb uczuć przemyca Do wrót niebieskich. Jednak za mało Ciepła, prostoty, oddechu co trud upraszcza I żarem otula, i w serca wrasta. Umarła dziewka, zapomniana zostanie, Pod śniegiem skruszona, zasnuta, Na kość zmarznięta – już nie powstanie. Przebrzmiała życia nieusłyszana nuta. I w mrok niepamięci odejdzie z przytupem. Umarła dziewka. Świeć Boże nad jej zimnym trupem.
-
Skończy się jesień, nadejdzie zima
Stukacz opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Słucha, nie słyszy – serce zaklęte. Choćby jeden z dali głos, A nie ciszy szepty przeklęte – Zbyt duży dla serca cios! I minie jesień, nadejdzie zima, Skute zostanie w twardy lód. Ile chwil zmrożone przetrzyma W wyczekiwaniu na cud? Biło gorące, jesień smutkiem napełniła, Teraz brakuje i woli, i sił, Została rozpacz co w sercu żyła, I ból, który zamrożony żył. I zima przyjdzie, minie niespostrzeżona – Serce przetrzyma i taki trud, A mozaika na szybach złożona Odejdzie w świat mar i złud. I przyjdzie wiosna, wszystko rozkwitnie – Słońce nieskończony rozpostrze blask, Nadzieja na nowo zakwitnie, I powróci do serca łask. Lód co serce gorące i żywe W znieruchomieniu skuł, Minie jak mrozy zapalczywe, I minie rozpacz i ból.-
3
-
Kończy się jesień, przychodzi zima, Brunatne liście pod dębem gniją, Smutny patrzę mokrymi oczyma – Jakiego wyroku i winą czyją? Żegnam dzień szary, a jutro: Zimne powietrze, deszczowo, Znów dzień szary, i smutno – Choćby jedno pocieszyło słowo. Kończy się jesień, przychodzi zima, Asfalt od deszczu odbija światło, Łez nieba więcej wytrzyma – Mnie nie przychodzi to łatwo. Z spuszczoną głową przez ulicę, Powłócząc ciężkimi nogami, Betonu krążki i kroki liczę – Sam ze sobą, godzinami. Kończy się jesień, przychodzi zima, Mokre powietrze przenika do głębi, Smutek serce gorące zatrzyma – Nie słychać gruchotu gołębi. Dzień szary, smutek i nędza, Na strunie duszy rozpacz zagrała, W melancholii świat zapędza – Nadzieja nie przetrwała. Kończy się jesień, przychodzi zima, Nie policzę, ile złego przybyło, Dobro już się mnie nie ima – Serce smutne z bólu zawyło. Zgubiona nadzieja, szklane oczy, Dni krótkie, noce nieprzespane, Życie jak kamień się toczy – Myśli szarością posypane.
-
Tej nocy sierp księżyca Jak tarcza srebrna Pośród gwiazd rozkwita Lśni aura podniebna I latarń światło żółtawe Wabi szaroskrzydłe motyle One ogniki koślawe Błyskają w światła pyle W tańcu opętanym krążą Noc i dzień splatają i wiążą
-
We łzach smutnych upływa dzień, Łzach i śmiechu przez łzy, I tylko wierny stróż – mój cień… Dlaczego nie Ty? I burza, i błysk, i grom, I oczu błękitnych blask… Choć nie wierzę już snom, Żądam Twych łask! Bo w uporczywych snach I zieleń, i uśmiech Twój… A dzień upływa łzach, Gdzie tylko cień mój… I brodzi, i cień, i ja, Wśród złud, urojeni i mar, I w nadziei wciąż trwa, Aż pryśnie ten czar… I przeminie dzień we łzach, Zostanie tylko mrok, I już nie uśmiech w snach, A w przepaść bezdenną krok…
-
2
-
mówi on: w twoich ramionach roztarte marzenia myślami zabite, gdy serca nie słuchasz w śnie kruchym przemierzasz złudzenia i cierpisz, i pragniesz – ledwie oddychasz nie twoja wina, za dużo miłości dla kruchej duszy, wątłego serca tak chciałem jak ludzie prości za mało czasu, zabrakło miejsca za późno, by cofnąć wskazówki zegara tak być musiało, nikt nie jest winny cóż, że taka miłość, że taka para któż by pomyślał, któż mógłby inny tak bardzo chcę być dzisiaj przy tobie lecz stopy innymi chodzą ścieżkami odpoczniemy w spokoju w głębokim grobie żegnam cię dzisiaj gorzkimi łzami mówi ona: cóż, gdy nie mogłam, kochałam skrycie za dużo chciałeś, ja taka młoda przede mną i tobą otwiera się życie zapomnij, lepsza czeka cię przygoda przeznaczenie i tak niech zostanie nie cierpię, mylisz się mój miły cokolwiek zrobisz, cokolwiek się stanie – los, a los mój kochany bardzo zawiły zapomnij, tysiąc powtarzam razy nie słuchasz – że będziesz, obiecałeś plączesz myśli, plączesz wyrazy mówiłam do ciebie – nie słuchałeś mówi on: nie zapomnę choćby świat runął tak trudno żyć wciąż myśląc o tobie moja miłość – moją dumą nie zapomnę i w głębokim grobie mówi ona: zapomnij, ostateczne rzucam słowo czas nasz to przeszłość, wspomnienie przyszłość barwą płynie kolorową zapomnij, niech nie dręczy cię sumienie
-
Twarz wesoła, uśmiechnięta, I te policzki różowe… Oczy? Diabeł w nich swym piórem toczy – Bójta się dziewczęta! Piórem po karteczce pisze, Wierszyk o miłości, tęsknocie, Dziewczynie, uczuć przelocie – Serce cicho się kołysze… Zapomina treść, gubi wątek, I już nie jedna – dwie dziewczyny! I polityka, i nie słowa, a czyny – Gdzież tu jaki jest porządek? W smutku wielkim błądzi dalej, W duszy wiatr natchnienia Porusza w strunę sumienia – Ach, wietrze wiej i szalej. Płynie w duchów krainie, Z wyrokiem przeznaczenia, Płynie bez wytchnienia, I o jednej już dziewczynie… I o jedynym tylko marzy, Z sercem rozdartym, Nad wierszem nic wartym, Pochyla cień zasępionej twarzy.
-
2
-
Jej cień jak otchłań tęsknoty w sercu ukryty Szumi obraz w pamięci czasu wyryty Gdzie drogi dwie, gdzie dwoje ludzi W śnie wieczności nadzieją się łudzi W skupieniu, w przeznaczenia wyroku W tajemnicy mrok patrzy głębinę Żar studzi, gdy jednego brakuje kroku By zbudzić się, odnaleźć przyczynę Usta, te usta jak piosenka co rosą się poi A twarz jej mówiła: łza twa nie przystoi Porzuć mnie, smutek twój jak cień wierny We mgle splątany, w wyroku niezmienny A ty jak szalony biegniesz za mną i krokiem Co śpiewa w żałobie pieśń natchnienia Wiążesz mój obraz z miłością, ze zmrokiem I dziwisz się, że to nie źródło spełnienia Usiądź nad książką, nad szklanka zapij smutki W łzach wyspowiadaj, nie żałuj wódki I pisz, niech szatan pędzi rymem w śmiechu W rozkochania uczuć skryj się grzechu Niech twoje wiersze tak szkaradne Kwiatem barwy malowniczo się odbiją Co rymy jak światło skrywają układne W zachwycie, i w trwodze zażyją Ja już nie wierzę w ciebie, w twoje cierpienie Nie wierzę w nic, a tym bardziej w natchnienie I w cuda już nie wierzę, w skrzydlate anioły W róże twoje, w twojej krwi kolor czerwony I w twój oddech więdnący nie wierzę W upojenie, w gwiazdy twoje, w ciebie Swoich rumieńców tobie nie powierzę Wolę cień swój, los swój – wolę siebie
-
Któż ten staruszek w nocy widziany? Oczu błysk gwiaździsty, broda siwa, W poszarpane szaty przyodziany? Mara to? Duch? Czy postać prawdziwa? Dookoła chytrym wzrokiem wodzi, I po nocy cichuteńko chodzi. Gdy w domu potrzebujesz pomocy, Nie zamartwiaj się, głowa do góry! Pod pachą dni dziewięć, dziewięć nocy Znosek – jajo pierwsze czarnej kury, Noś ostrożnie i dbaj o nie czule, A może Chowaniec się wykluje. Gdy już właścicielem jego będziesz, Wiedz, że posiadasz przyjaciela domu, A dóbr wszelakich co nieco zdobędziesz. Tylko nie mów nigdzie i nikomu, Bo czar pryśnie, stracisz przyjaciela, Co dobra tak zawzięcie powiela. Ciepły kąt, przy kominie schronienie, Kartofle, kasza – przenigdy soli, Niedużo chyba, w mej skromnej ocenie, A głód, bieda więcej nie zaboli, Więc dbaj o Chowańca należycie, Lepiej mieć bogatsze, lepsze życie.
-
3
-
@Alicja_Wysocka Cześć. Tak, chyba masz rację. Cóż, uczymy się na błędach.
-
Rzadki to przypadek, gdy brat Wędrówki podejmie się trudu, I ruszy przed siebie, gdzie świat Pełen złudy, widm i czarów, Mar przeklętych, wśród gwaru Snem zatroskanego ludu, Wśród tajemniczych upiorów, zjaw, Gdzie ciemność tylko i noc straszliwa, W nieprzeniknionych mgłach Dusi pragnienie jak uporczywa Troska co serce rani boleśnie, Za wczesny przepowiada zgon, Nim przepadnie we śnie Nie wierząc uporczywym dniom.
-
Od urodzenia, aż do ostatniej godziny Dana odgórnie lub przez dziedzictwo rodziny, Jednemu sprzyja, drugi trochę mniej dostaje, Czy zawzięcie pracuje, czy w pracy ustaje. Od wieków już wiadomo, że przez życie całe Towarzyszką wierną, zaś zasługi niemałe, Bez których tak trudno, a nawet niemożliwe Życie wieść dobre bez udręk i trosk, Choćby dobrobyt był i układy szczęśliwe Bez jej pomocy stopią się jak wosk. Na całe życie przypisana do osoby, Więc powinna pomagać stale, każdej doby – Nie zawsze, są przypadki znane I w księgach przodków zapisane: Gdy staramy się za mało Życie będzie nam kulało. Więc zmienna i kapryśna: raz jest, raz jej nie ma, Rozgniewana, bez żalu człowieka porzuci, Na lodzie zostawi, dobra do śmieci rzuci. Zawieszony człek między stronami obiema Jak w wahadle w stronę to w jedną, to znów w drugą Bez ustanku się buja i do końca nie wie Czy on Doli służy, czy Dola jego sługą. Egzemplarz się trafi co pomaga leniwie. Niezdarne też zdarzyć się mogą – przyznać trzeba – Nie pomogą, gdy zajdzie pomocy potrzeba. Jak nie w parze nazywamy niedobranymi: Rolnika przypada kupcowi i odwrotnie, Rolnik nie zbierze choćby wysiłki stokrotnie Przewyższały starania sąsiada. Z innymi Dolami już bywa, że wysiłek największy Dóbr zainteresowanego nie powiększy: Kartofle zamiast do ziemi urosną w bok, A on nie zbierze nic, choć czekał cały rok.
-
2