aby droga moja była prosta
jak deszczu kropla
bez poklasku i zbędnych
oczekiwań spada samotna
lecz ufna
taki jest plan
nawilżona gleba
o świcie ją wypuszcza
naucz mnie tak
trwać, Chryste
na pustyni martwych
westchnień
rozkładam dywanik
świeżych wspomnień
moi mali przyjaciele
z letniej łąki dyskretnie
łaskoczą mnie szczebiotem
w serce
tutaj nikt nie udaje
że jest kimś więcej
niż zgrabnym pajączkiem
bądź zabawnym bąkiem
no i najważniejsze
z ulubionej szufladki
wyjmuję i układam
wśród zielonej trawki
Ciebie
uśmiecham się pod
nosem na widok naszej
głupawki
absurd
czasami
chciałabym wchłonąć
w ziemię
rozejść się nawozem i
wydać plony
moim ziarnem
podstępnie
nakarmiony
poczułbyś odczyn
miłości mojej krwią
do serca przetoczony
absurd
nawet Bóg odczynu
serca na siłę nie zmieni
więc dzisiaj cię wytnę
z mojej zieleni