śliskie zmurszałe skały, w srebrnej trwając skali,
powinnością zmęczone, brudne tkwią w oddali
woda między nimi śliska, zimna, nie mokra,
płynie chytrze, wciąż wspomina każda przebyta,
te stopnie nierówno choć chwalą carpe diem
ostatni po ostatnim, brzmi nullus dies est