Durne słowa z durnych mord
Bombardują gwarnie front
Marzeń naszych nieskalanych
Codziennością obrzydzanych
Ciągną w dół i gryzą żwawo
Gdy paramy się zabawą
Wściekłość ryczy, piana z pyska
Gdy robimy na pół gwizdka
Zawał serca, zator żylny
Świat ich wielki jest, sterylny
Pozbawiony snów, wielkości
Żywe trupy, worki z kości
Wystrojone, wyczesane
Monotonią niezmieszane
Durne mordy, durne słowa
Wasza głupia nawet sowa
Życiem tego nikt nie nazwie
Życie jest tu tylko w nazwie
Wokół Ciebie wszystko blednie
Tęcza szara niebem biegnie
Twą szarością się zmęczyłem
Bo sam szary chwilę byłem
Lecz znów czarny, wyrazisty
Niosę odwet srogi, krwisty
Zabić marzeń w sobie nie dam
Pobratymcom noże sprzedam
Będę głosił prawdę z serca
Wielkich marzeń spadkobierca
Więc się nie złość i się nie wierć
Gdy twej śmierci niosę śmierć