Nie głaskało Cie życie po głowie
Nie samymi różami usłany był świat
W trudzie, cierpieniach co nikt nie wypowie
Padałeś. wstawałeś. I szedłeś. Przez tyle tych lat
W swym sercu nosiłeś te miłość płomienną
Do Matki, do Polski, do życia, do świata
Zawsze z pomocą, z tą siłą niezmienną
Szedłeś by wesprzeć słabszego. Jak brata
I serce wciąż biło w dobrych i złych latach
Bez chwili spoczynku. Bez opamiętania
Każdy Twój dzień był wyzwaniem dla świata
I parłeś wciąż naprzód. Az do wyczerpania.
Lecz nagle to serce osłabło. Stanęło
Po tej ciężkiej pracy. Po tych wielu latach..
"Ty Staszku zostaw swoje ziemskie dzieło.
Dokończysz je później. Gdzie indziej... W zaświatach."
"Ja teraz odpocznę. Odpocznij wraz ze mną
Zobacz jaki spokój. Tu będziesz bezpieczny
I pójdźmy w tę cichą łagodną noc ciemną
Na odpoczynek. Bez końca. Ten wieczny."
Tak serce szepnęło ostatnim swym drgnieniem
A potem stanęło by odpocząć skrycie
I leżysz bez ruchu, jakbyś był kamieniem .
Tak oto skończyłeś swe burzliwe życie.
A planów tak wiele i wielkie zamysły
By jechać do Polski w te strony rodzinne...
Wszystkie się jak banki mydlane rozprysły.
Wszystko to na próżno. Bóg plany miał inne.
I Ciebie odwołał ze swojej winnicy
Choc może za wcześnie, szczodrze wynagrodzi
I pewnie gdzieś tam, na jakiejś mgławicy
Dom piękny ma dla Ciebie . Tam gdzie słońce wschodzi.
Dzis Cię ze smutkiem żegnam przyjacielu
Bo jesteś już z życia uwolniony matni
Takich jak Ty świat nie znał zbyt wielu.
A możne i wcale. Ty byłeś ostatni.