Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'zagłada' .
-
„Największym luksusem śmiertelności jest tworzyć coś, co również umrze.” Czas płynie nieubłaganie. Przypominacie mi o tym ciągle, niczym natrętne mechaniczne zegary, prędkie stopery czy piaskowe, szklane klepsydry. Macie obsesję na jego punkcie, ponieważ jesteście ostatnim pokoleniem. Cywilizacją końca. Za dnia wyrzymacie każdą sekundę, z mokrych od niewolniczego potu koszul. Nocami patrzycie bezsennie na cienie sufitowe w sypialni. I wracacie utrudzonymi myślami do czasów błogiego dzieciństwa, nie przynosi Wam to ulgi a strach. Obłęd nieuniknionego widma śmierci, która w każdej chwili może wyjść z szafy i zabrać Was do siebie. Znacie dobrze smak, depresyjnej niemocy. Porażki planów i zawodu otoczenia. Kto chciałby brać udział w walce o byt, gdyby wiedział, że zawsze kolejka jest równa długości ludzkiego istnienia. A jedynym wolnym miejscem jest to w ogonie stawki. Na samym jej końcu. Czas odliczam w gonitwie gwiazd. W koniunkcjach i przesileniach. W miesiącach winy. W latach kary. W wiekach przekleństwa. W erach prędkich i jasnych jak błysk świetlny. W galaktykach zimnych i martwych jak bezdenne oczy czarnych dziur. Jestem poza horyzontem czasu i zdarzeń. Nie podlegam prawom natury. Jestem wolną cząstką. Rzucaną na linię zdarzeń. Czasami wydaję mi się, że pędzę naprzód a potem okazuję się, że nigdy nie ruszyłem się z punktu zero. Lub przytomnieje w dalekiej przeszłości, otoczony gotyckimi aniołami, wiktoriańskimi balami i przepychem śmietanki salonu. Mówicie, że straciłem już wszystko. Nie zyskałem nic. Bo w życiu nie można nic zyskać. Mam swoją samotną planetę i różę o którą pieczołowicie dbam. Ona nawet nie kwitnie. Rośnie z każdym rokiem mocniej. Nie rozmawiam z nią bo ona nie potrzebuję moich słów by mnie zrozumieć. Wie wszystko. Jest najcenniejsza. Choć dla każdego innego nie ma żadnej wartości. Tylko ja widzę jej piękno i powab. Inni gorszą się jej osobliwym wyglądem. Jej ciernie ranią duszę do głębi, korzenie nie pozwalają zapomnieć, łodygi zniewalają przeguby i więżą w okowach szaleństwa. Gnilny swąd otępia zmysły. Blizny krwawią trucizną nektaru. Liście opadają zanim się w pełni rozwiną. Ta róża będzie strażnikiem mojego grobu. Ostatnimi słowami poety. Króla ulicy i nędzy. Wyklętego karalucha, literackiego ścieku. Planeta leżała daleko poza najodlejszymi rubieżami. Tam naprawdę kończył się świat. A zaczynały zaświaty. Już z wysoka widział wszystko jak na dłoni. Poeta leżał bez życia na wznak. Rażony gromem nagłego zgonu. Oczy miał czarne i duże, lico spokojne, przypominało maskę. Na planecie nie miał kompletnie niczego. Schronienia, jedzenia czy wody. Była na niej jedynie usypana rękoma mogiła. A na jej kopczyku krzak dzikiej róży. Kruk wylądował zaraz obok niej. Wiedział, że była ona jedyną miłością poety. Jego całym skarbem i dorobkiem. Lecz nikt nigdy nie uważał ją za piękna ani nawet właściwą. Przeżyła twórcę i to było jego celem. Lecz teraz jej los był przesądzony. Nie mogła liczyć na innego opiekuna. Kruk wyrwał krzak z mogiły i uniósł się z nim w przestwór kosmosu. Leciał tak przez świetlne eony. Bez odpoczynku i przystanku. Wleciał wreszcie do jednej z czarnych dziur, Jej tunel zaprowadził go do innego wymiaru. Wypuścił z dzioba krzak róży z ukrytą w nim duszą poety. Poza horyzont czasu, przestrzeni i wszelkich, przeszłych i przyszłych zdarzeń
- 8 odpowiedzi
-
4
-
- dekadencja
- dekadentyzm
-
(i 6 więcej)
Oznaczone tagami:
-
W cieniu wije wąż, Złamanych zaufań oczy, Odebrane dziecko matce, Obdarli twarze tym domom. Jesteście dziś powietrzem, Świat tak długo Cię nie kochał, Odbijałeś się od ścian, Każdy wiedział, nic nie mówił. Złamane przymierze, Lekkie pianino i sterta, Zabawa wybitym gwoździem, Powbijane w plecy szpony, W piecach kłótnie i porządek, W piecach okrutny bałagan. Płoną świadkowie tych pięści, Betony i drewno puste, Fałsze, co przeszły w zagładę, Krwi upust, kurz i łzy matki. Stoi pusty dom, W kałuży, brodzik czerwony, Dzieci układają wieże, z zapomnienia, z nieistnienia. Jesteście dziś powietrzem, Kochacie tak stare dzieje, Kroplami, kiedyś się odnajdziecie. Płonie tipi, płoną włosy.
-
Gdy przyjdzie dzień zagłady Ukarze Ziemia ludzi Podburzy oceany Wulkany też obudzi Zarazę na świat ześle I głodem nas zamorzy Płacz gorzki słychać będzie Trup gęsty się położy My winę ponosimy Ziemi nie szanujemy Niszczymy wciąż przyrodę Szkodzimy i trujemy Odpłaci nam natura Już brak jej cierpliwości Za nasze poczynania Uderzy bez litości A kiedy nas zabraknie Odetchnie z ulgą Ziemia I zacznie się uleczać Ze swego udręczenia
-
Ostatni marsz Cichutko jadą walizki wypełnione Stacja Radegast czeka wyjątkową cierpliwością służy upodlonym. _____ Lekki wiatr rozrywa materiały pomaga zniszczeniu. Tratowany bruk płacze nie potrzebuje ucisku kół i drażniących kroków _______ Czeka groza niewidoczna dla martwych źrenic doceniających wegetację uniżoności. Cichcem zamilkły balkony nie chcą ruin gotowe na trwałość i ład zachłannych pieców. Maszerujących dotyka stagnacja nowo narodzonych demonów bydlęce skrzynie ostateczne drganie. J. A. Lipiec 2016 r. Radegast - jeden z najważniejszych obiektów związanych z historią łódzkiego getta. Miejsce, z którego w latach 1942-1944 odjechały tysiące ludzi do ośrodka zagłady w Chełmnie nad Nerem, a w sierpniu 1944 do Oświęcimia.