„Niebo”
Przyglądam się za dnia niebu
i w błękicie jego chmurom —
tym białym i siwym kłębom,
jakże piękną są naturą.
Wyglądają tak potężnie,
choć są tylko mgłą, oparem,
suną wiatru lekkim pędem,
ulotne, z anielskim czarem.
Kształtami się wciąż formują,
wyszukać w nich można wszystko,
gdy uważnie się wpatrujesz —
artystyczne to igrzysko.
Wzlotem własnej wyobraźni —
te ludzkich wyrazów twarze,
obrazy porównań z marzeń,
i lasów, i rzek pejzaże.
I stworki wszelakiej maści,
z groźnie śmiesznymi pyszczkami,
w tej wielkiej nieba przestrzeni —
przyjrzyjcie się kiedyś sami.
Przyglądam się niebu nocą,
w kosmosu kresów głębiny,
czerni, gdzie gwiazdy migocą
srebrem blasku jarzębiny.
Widzę gwiazdozbiory znane,
w astronomii określone,
widzę też nieopisane,
w mej wyobraźni tworzone.
I widzę co wymyślane,
z gwiezdnego centrum ogródka,
przez ludzkość wyczekiwane —
to przybycie ufoludka.
Wystarczy nam zamknąć oczy,
obserwując gwiazd miliony,
by zobaczyć, jak on kroczy,
gwiazdami przyozdobiony.
Przybysz ze świata innego,
fantazją naszą stworzony,
tej nocy nieba gwiezdnego —
spróbuj, będziesz zadziwiony.
Leszek Piotr Laskowski