Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'tatry' .
-
Rzuciły na mnie złowrogim wzrokiem. Ale o co wam chodzi? Ja tu tylko Obserwuję, moje panie drogie. (Sprawdzam, czy naprawdę rosną osiem milimetrów rocznie, udają?), Wysłano mnie na przedziwny proces, Gdzie sędzia zachowuje się jak Bóg, Wszechobecnym tonem mnie oskarża, I za wszelką cenę nie chce się ujawnić. Ja na przykład sądze, że mam prawo chociaż zadzwonić do adwokata, Poświadczyłby, że me oczy są bez winy. I że aż szesnaście centymetrów, Przybyło mi od zeszłego roku. Mimowolnie rosnę szybciej od was. Kiedyś nawet wszedłem na Kościelec, A to już duża część drożnej drogi. Kiedyś założyłem biały strój, Kameleon z lękiem wysokości, Aby w akompaniamencie śniegu, Kiedyś wedrzeć się w wasze łaski, I w ciągłym biegu Anty-Syzyfa, Uciekać przed sapiącą lawiną, Fałszu i konspiracji. Myślę, że Kiedyś zwrócą mi się zagrabione, Chwile, te spędzone na liczeniu, Czego jestem winien. Dosyć tego, Idę do urzędu, na zakupy, Byle z dala od tej duchoty.
-
Na Zawrat z Doliny Gąsienicowej
dmnkgl opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Nad Czarnym Stawem krążą kruki, Niczym straż wiecznie wartująca, Wciąż wnosząc w górę, hen, dopóki Nie znikną z oczu w blasku słońca. Ach też mieć skrzydła! Sięgać nieba Na zawołanie, wolą tylko! Gdy, by szczyt zdobyć, sił nie trzeba, Gdy piąć się można bez wysiłku! Nie dla nas odpoczynek błogi. Nie dla nas dar kruczego lotu. Bo nasza ścieżka to dwie nogi, To krok, to oddech, strużka potu. Wiedzie wzdłuż stawu, przez strumienie Wciąż oddalając się pomału Od dolin wszerz objętych cieniem Kierując w stronę ideału. Wiedzie wysoko stromym zboczem, Rzeźbionym ostro skał szeregiem, A potem kładzie się warkoczem Strużyny wyłożonej śniegiem. Aż przyjdzie w końcu pył otrzepać Z rąk przed klamrami w wąskim żlebie. Myślisz, że to ty patrzysz w przepaść, Ale to ona patrzy w ciebie. Zerka bezwstydnie i łakomie Bo cała pragnie twego serca. Chce abyś przepadł w jej ogromie, Jest niczym głodny ludożerca. Więc nie patrz w dół, ale na skałę, Ciągnij się w górę z całej siły. Wnet otchłań skryją kłęby białe, Które znad głowy twej zstąpiły. To znak niechybny, że niebawem Dojdziesz do celu. Siostro, bracie, Nim zdążysz otrzeć twarz rękawem Postawisz stopę na Zawracie. Tu się zatrzymaj, odwróć głowę, Zobacz gdzie stoisz miast ptaszydeł. Gdy pójdziesz zdobyć szczyty nowe, Rób to z polotem, choć bez skrzydeł.