Stary król, przy koniu karym,
Człapie wolno, koń też stary.
Obu śpieszyć nie ma gdzie się,
Więc szukają grzybów w lesie.
Dzięcioł wali, sowa huka,
Każdy w ciszy grzybów szuka.
Jesień w lesie żółci liście,
A koń marzy, oczywiście.
Król patykiem grzybnię tyka,
Spozierając na konika.
Ciepły wietrzyk im powiewa,
Delikatnie szumią drzewa.
Nagle goniec gna przez pola,
Pełną piersią z siodła woła:
Wojna panie! Kraj nasz cały
Obce wojska najechały!
Palą, gwałcą, przyjm błaganie,
Wracaj od raz królu, panie!
Spojrzał król gońcowi w oczy,
Z wolna cedząc, słowa toczy:
- Przecież widzisz jasno chyba,
Że my z koniem są na grzybach.
Wojna wojną jest, baranie,
Lecz ważniejsze grzybobranie!
Goniec został z głupią miną,
Z erudycji też nie słynął.
Król zaś mruknął koniu w ucho,
- Choć tam dalej, bo tu sucho.
Tak to właśnie w życiu bywa,
Kto chce dobrze, ten obrywa.
No bo zawsze są, niestety,
Najważniejsze priorytety.