S:
„Kocham cię” to nie zgoda,
żebyś sięgała po mnie tylko wtedy,
gdy drżysz.
F:
A moje „kocham” nie jest schronieniem,
dla twoich wahań ukrywanych
pod słowem troska.
S:
Nie jestem podstawką pod twoją samotność,
ani miejscem, gdzie zsypujesz okruchy swego lęku.
F:
Nie szukam kogoś, kto mnie uniesie,
tylko kogoś, kto nie odstawi,
gdy zobaczy pęknięcie.
S:
W tym duecie nie chcę być spodkiem,
przesuwanym tam, gdzie akurat ci pasuje.
F:
A ja nie chcę być filiżanką,
którą się stawia ostrożnie,
ale nigdy nie bierze do ust.
S:
Relacja to nie blat stołu,
na którym muszę stale uważać,
żebyś ty czuła się stabilnie.
F:
Ja tylko próbuję nie spaść z krawędzi,
kiedy ty milczeniem studzisz wszystko,
co jeszcze jest gorące.
S:
To, co nas łączy,
nie jest już miłością,
tylko mapą miejsc, które kruszysz
ciężarem twoich potrzeb.
F:
Moim błędem było wierzyć,
że dasz mi ciepło,
którego sam nigdy nie umiałeś utrzymać.
S:
Nie jestem naczyniem do napełniania.
Jestem tym, co zostaje,
gdy przestajesz pić i odstawiasz mnie na bok.
F:
Nauczyłam się, że mogę stać bez ciebie.
S:
Nie zauważyłem momentu,
w którym przestałem być potrzebny.
F:
Bo zawsze byłeś potrzebny -
tylko nigdy obecny.
Po prostu - jesteś już zbędny.