Miało być piwo, zwyczajnie, bez planu,
a tu nagle „randka” wyskoczyła z ekranu.
Ja trochę zdziwiony, Ty w lekkiej panice,
jednak oboje śmialiśmy się z tej różnicy.
Ty: pani od planów, menu i finansów,
ja: od uśmiechów, żartów i romansów.
Pytałaś o piwo, wino i przekąski do tego,
a ja wiedziałem jedno: chcę spotkania Naszego.
„Czy ja Cię podrywam?” – sam siebie zapytałem,
bo chyba za bardzo do ekranu się uśmiechałem.
A Ty powiedziałaś coś tak niespodzianego:
że dawno nie czułaś już czegoś
tak miłego.
Pytałaś, czy w tym wieku jeszcze tak wypada,
czy serce nie powinno już spokojniej gadać.
A ono nie pyta o lata i daty,
czasem tylko przypomni, że świat jest bogaty.
Bo motyle nie patrzą na metrykę człowieka,
przylatują ot tak, choć nikt na nie nie czeka.
Nie pytają o plany, rozsądek czy czas,
pojawiają się cicho i zmieniają coś w nas.
Za oknem wiatr gwizdał, deszcz wybijał swój rytm,
ja kończyłem wieczór z myślą: „to jest to, to ma byt”.
Więc pakuj walizkę, muzykę weź ze sobą,
ja zabiorę ciekawość, by odkryć Cię na nowo.
A jeśli ktoś spyta o atrakcję tego dnia,
powiem: nie piwo, nie przekąski…
lecz ta dziewczyna, co motyle w brzuchu ma.