Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'dla dzieci' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o portalu
  • Różne

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


  1. "Szemrotanie jaskółek" Na kablu prądowym przy słupie, jaskółki w linii siedziały. Choć małe – wcale niegłupie, krzykliwie tam szemrotały. Półcicho, ledwo słyszalnie, dziobeczkami szczebiotały, dźwięki tak niepowtarzalnie po jaskółczemu składały. I wszystkie naraz gadały, jak gdyby ciut samolubnie, mimo to się rozumiały, przytakując sobie dumnie. Czasem się któraś zerwała, by połknąć muchę w pół zdania, po czym natychmiast wracała, siadając do szemrotania. Ciche i niezrozumiałe dźwięki dla ludzkiego ucha, oddają jednak wspaniałe poczucie spokoju ducha. Leszek Piotr Laskowski.
  2. "Akwatyczne aspiracje" W gęstej trzcinie, zapomniany, nieopodal gniazd żurawich, w połowie wodą zalany – gniciem mu dno się dziurawi. Z dziesięć lat już tutaj drzemie, niewidoczny pośród flory, w ciszy znosi swoje brzemię – już skończyły mu się fory. A pozycję miał wspaniałą, zawsze pierwszy wybierany, bo wyporność miał niemałą i za kolor był lubiany. Mógłby dalej sobie pływać, wciąż przodować pośród innych, lustro wody lekko kiwać, bez swych aspiracji dziwnych. Lecz on marzył – być tankowcem, by przewozić ton miliony, lub olbrzymim wycieczkowcem, by turystów brać ukłony. Słyszał co dzień komplementy: że sterowny, elegancki, piękny, niczym z bajki wzięty, istny szef, i to szarmancki! W kadłub mu to uderzyło, więc wyruszył w stronę rzeki, w to, co mu się zamarzyło – nie chciał tkwić tu poprzez wieki. Szybkie ułożył więc plany: „Stąd do rzeki – całkiem blisko, potem morza, oceany i tam będę miał już wszystko!”. Ludzi z wiosłami pogubił, w bystry nurt rzeki wpływając, lecz tam szybko się zagubił, sterowność swą utracając. Nurt go rzucał w prawo, lewo, w końcu w trzcinie wylądował, jak spróchniałe, stare drzewo w gąszczu flory zakoczował. Niewidoczny z żadnej strony, stracił dawnej sławy wdzięki, z dala od swojej przystani, cierpiał samotności męki. Dziś wybrali już innego – nikt nie jest niezastąpiony. Warto trzymać się jest tego, do czego się jest stworzonym. Motyl nie jest w stawie rakiem, każdy ma swoje przesłanie; skoro żeś „dwójką-kajakiem”, Titanikiem nie zostaniesz. -Leszek Piotr Laskowski
  3. BPW

    Gra w skojarzenia. :)

    Zasady: Użytkownik dobiera słowo do poprzedniego słowa tak jak mu się kojarzą (ciekawe dokąd dobrniemy)np. Chmura - niebo. Moje słowo to poezja
  4. "Orka" Koń pług ciężki ciągnie polem, Skiby kładą się równiutko. Furman z tyłu z koń-batolem, Lejcem trzyma konia krótko. Batol strzeli, koń się wzdrygnie, Posłuszeństwa pełen w sobie. Łeb ze strachu lekko przygnie, Koń, furman – w jednej osobie. Pług błyskami oczko puszcza, Ze słonkiem się kokietują. Wyświechtaną stroną lustrza, Oczek sobie nie żałują. Ptaki widzą to z daleka, Zlatują się elemelki. Rozorana ziemia czeka, Gdzie robaczków wybór wszelki. Konik przodem, pług tuż za nim, Furman pług prowadzi bruzdą. Uwieszone lejce na nim, Połączone z konia uzdą. Tuż za nimi stado ptaków, Bez większego do nich lęku. Z piskiem szukają pędraków, Dodając tej orce wdzięku. Kiedyś właśnie tak się działo, Starsi ludzie pamiętają. Wszystko już to uleciało I ci starsi też znikają. -Leszek Piotr Laskowski.
  5. "Kukułka Podrzucajka" Przyleciała i kuka Kukułka do wróblowej: „Widziałam dzisiaj sójkę w sukience wciąż zimowej!” Wróblowa skrupulatnie gniazdko właśnie sprzątała, więc na szarą plotkarkę nieufnie spoglądała. Bo kukułka co wiosnę często do niej zagląda, byle co opowiada, lecz na gniazdko spogląda. Słowikowej raz nawet jasne piórko przyniosła, właśnie wtedy, gdy tamta swoje jajka już zniosła. I sikorkę w jej budce odwiedzić bardzo chciała, lecz dziurka do jej domku była dla niej za mała! Tak bardzo towarzysko kukułka się sprawuje, gdy każdy ptaszek wiosną gniazdko swoje buduje. W tej „sąsiedzkiej dobroci” w trosce o każdego, nie ma czasu, by sprawić domku sobie własnego. Wcale się tym nie martwi, bo już plany ma skryte: podrzucać swoje jajka w cudze gniazdka uwite! -Leszek Piotr Laskowski
  6. "Heroiczny ślimak" Ledwo ciągnie się moczarem z własnego domku ciężarem. Choć go nieraz w plecy gniecie, włóczy go po całym świecie. Na bagienku się urodził, nigdy dalej nie odchodził. Świat wzdłuż stawu – dom to jego, bagnem ścieżek raju swego. Aż do lasu... dalej nie! Tam „niedobro” czai się! Boi go się każda ryba, raki też się boją chyba? Żaby w stawie rechotają, lasu też się obawiają. Wszyscy wokół mówią mu: „Ty tam nie idź, zostań tu!”. Bo ślimak od dawna marzy, strasząc z powagą na twarzy, że do lasku się wybierze i złośliwym skórę spierze! Ryć już w ziemi nie pozwoli, by wszędzie pełzać do woli. Bo te głupie, dzikie świnie ryją, gdzie im się nawinie. Wchodzą nawet na moczary, kopią rowy, dziury, szpary. Wilki też złapie za mordę, ustawi tę wściekłą hordę! Aby mniejszych nie zżerały, do moczar się nie zbliżały. „Lisy, kuny i łasice osobiście za pysk chwycę!” – obiecuje, różkiem grożąc, groźby krzycząc, groźby mnożąc. Tak pełzając w lasku stronę, w myślach niesie już koronę. Może nazbyt się ośmielił, w króla świata mocno wcielił? „Dom na plecach mi osłoną, porządku jestem ochroną!”. Dumny, wrzeszczy, pewien siebie, bez uwagi, że na niebie coś dziwnego nadlatuje, w stronę moczar już pikuje. On w ekstazie nic nie widzi, odważnie ze strachu szydzi. Wtedy z nieba coś zleciało, dziobem wyrok wykonało! Intencje mu przyciemniło, razem z domkiem pochwyciło. Krzyki złości, chęć do bójki ucichnęły już gardle sójki. -Leszek Piotr Laskowski
  7. "Bałwania podróż" Choć to nie pora i mróz jeszcze trzyma, gdy tylko słońce mocniej zanuci, w sercach bałwanów radość ożywa, bo koniec zimy ich przecież nie smuci. Ruszają rzeką w stronę wielkich mórz, płyną wytrwale aż do bieguna. Wrócą, gdy chłody nieproszone znów, spadną na ziemię w śnieżnych całunach. Tam, gdzie mróz rządy sprawuje twarde, zasną w objęciach polarnej bieli, czekając chwili, aż wiatrem hardym zima ich w drogę znowu wystrzeli. Wiatr je uniesie w podniebne szlaki, zmieni w puszyste i ciężkie chmury, by znów jak białe zimowe ptaki spadły na pola i leśne mury. Wtedy je dzieci rączkami swymi zmienią znów w kule, co dumnie stoją. Tak bałwan powróci do swojej krainy, słońca i ciepła już się nie bojąc. W radosnym zgiełku, wśród śmiechu dzieci, wszystko się bieli, puch leci z nieba, marchewka-nos już w słoneczku świeci, węgielki tworzą uśmiech jak trzeba. - Leszek Piotr Laskowski Dodatek: Opowieść na dobranoc - "O Wielkiej Wędrówce Śnieżnego Wędrowca" Zaśnij wygodnie, wtul się w poduszkę i posłuchaj o tajemnicy, którą znają tylko bałwany, a od teraz poznasz ją także ty. Kiedy nadchodzi wiosna i słońce zaczyna coraz mocniej przygrzewać, my cieszymy się z pierwszych kwiatów. Ale bałwany… bałwany wiedzą, że nadszedł czas na ich wielką przygodę. Widzisz, bałwan wcale nie znika. On po prostu zmienia ubranie na lżejsze i wyrusza w podróż, o której marzy przez całą zimę. Najpierw – przy roztapianiu – zamienia się w mały, srebrzysty strumyk. Płynie cichutko obok twojego domu, przez łąki i lasy, aż wpada do wielkiej rzeki. Ta rzeka niesie go aż do samego morza. Wyobraź sobie bałwana jako kropelki wody, które płyną, podskakując na grzbiecie fali, mijając statki i pryskając przyjaźnie wesołym foczkom. Płynie tak coraz dalej i dalej – na północ, tam, gdzie zawsze panuje mróz. Gdy dociera do bieguna północnego, czuje się jak w domu. Tam kładzie się w białym, miękkim śniegu i jako lód zasypia głębokim snem w objęciach polarnej zorzy. Śpi tak przez całą wiosnę, lato i większą część jesieni – otulony białą pierzyną, w ciszy i błękitnym mrozie. Ale kiedy kalendarz mówi, że czas wracać, wiatr budzi go delikatnym świstem. Wtedy dzieje się magia. Nasz wędrowiec zamienia się w leciutką parę i unosi się wysoko – aż do samych chmur. Tam, wysoko w górze, tańczy z innymi płatkami, zmieniając się w puszystą, białą chmurkę – wielką jak poduszka – i zaczyna swoją podróż przez oceany, morza i góry. A gdy nadchodzi mroźna noc – taka jak ta – wiatr otwiera podniebne wrota i nasz wędrowiec, teraz już jako tysiąc małych, iskrzących się gwiazdek, powoli opada na ziemię. Przykrywa lasy, dachy domów i twój ogródek. Czeka tam cierpliwie, aż jutro rano założysz ciepłe ubranko, ciepłe rękawiczki i wybiegniesz na zewnątrz, gdzie swoimi małymi rączkami ulepisz go na nowo. On wrócił. Bo sobie obiecał, że zawsze będzie do Ciebie wracać. I teraz – dumnie stojąc w ogrodzie – uśmiecha się do księżyca, bo wie, że podróż dobiegła końca. A teraz zamknij oczka i śnij o białych płatkach, które niosą ze sobą najpiękniejsze zimowe sny. Koniec.
  8. "Pająk i muchy" Trzy muchy przy pająku przysiadły, Przylgnęły do elewacji ściany. Szkoda, że w pajęczynę nie wpadły – Miałby pajączek obiad podany. Siedzi on tam pod strzechą cichutko, W swojej norce gniazdka pajęczego. Pomyślał: „O, jest całkiem milutko! Jeszcze nie miałem tłumu takiego!”. Więc zagadał z grzecznością do gości: – Witam was miło, przybysze moi! Wielmożne mi wasze muchowości, Zaprosić do mnie was mi przystoi. Muchy nic – cisza, zero odzewu, Tak jakby go nie zauważały. Doprowadziło go to do gniewu, Uznał, że źle się zachowywały! Wyskoczył z norki w gniewie jak strzała, By nauczyć je manier posłuchu. Wtem jaskółka go w locie porwała, Muchy dalej zostały w bezruchu. Przemyślcie więc innych zachowania, Nim złudną ocenę uczynicie. Bo może dla siebie ratowania Wystawiają na cel wasze życie? -Leszek Piotr laskowski
  9. Wśród słodkich malinek Wąż urządził odpoczynek Głodny był więc żabę złapał I pod krzakiem se zachrapał Bo jak wiecie drogie dzieci Słonko czasem mocno świeci I w malinach, pośród cienia Poszukał schronienia Następnym razem Wyśpi się pod głazem I tam cień będzie, i bezpiecznie A to ważne jest koniecznie Lubi odpocząć po jedzeniu Gdy ulegnie zmęczeniu A żywi się żabami Czasem też myszami Zje rybkę, ptaszka Trafi się i ważka Jak głodny to nie wybrzydza Ale czy zje rydza? Jak już wiecie Dużo dziwów jest na świecie Rąk i nóżek nie posiada Syczy raczej niźli gada Ciało pokryte ma łuskami Często z zygzakami Długi, smukły – wygląda jak rurka Po jednej stronie dziurka Tam zęby jak noże ostre Zakrzywione albo proste Od gatunku to zależy Gdzie jaki ząb leży Jadowite, dusiciele Prawda, że niewiele? Więc jak pani w przedszkolu Zapyta: Stasiu, albo Olu Co to jest wąż i czym się żywi To eksperci jesteście prawdziwi
  10. (z cyklu: Maryśkowe wierszyki) Jestem małą żabką i mieszkam w tym stawie, lubię łapać muszki i skakać po trawie. Umiem świetnie pływać i trochę nurkować, lubię też na liściu sobie leniuchować. Moja żabia mama kumka mi przed spaniem żabie kołysanki o groźnym bocianie. Jestem pożyteczna, bo szkodniki wcinam, jestem też chroniona, to Wam przypominam! Chłopcy i dziewczynki, gdy mnie zobaczycie, w ręce mnie nie bierzcie, bo mnie przestraszycie.
  11. Gdybyż tak gawronom spod śnieżnego nieba kolorowe dzioby mogły świecić teraz! Kwant energii z gapy (który bez koloru, siedzi na gałęzi nie wiadomo — komu) odkryłby kolibra. Siedzi więc pod chmurką. Śnieżne gwiazdki łapie, uszlachetnić tylko metaliczne barwy — rodząc się z promykiem. Co ma zrobić? Patrzy. Bez jasności — znikam.
  12. PS. Portoprens rymowany 2025-10-05 09:32 Był taki jeden na świecie 🐕 który rymował się z Portoprens. Miał swego pana i nie próżnował. Gdy jednym okiem spał, wciąż stróżował. Zawsze przy nodze. I znał granice, przekraczał z głową każdą ulicę. Sierść labradora pieściło słońce w cieniu gruszeczki lub przy fasolce. Wysoki cukier nigdy nie ruszył starszego pana, bo 🐕miau uszy. No, a wracając i do ogona, w tej konkurencji nikt nie pokonał PSA, co jak nikt, ten to właśnie 🐕 rymować chciał się do Portoprens. Gdy zasypało trzęsienie Haiti — zostawić miskę czy zmóc nieme krzyki? Wrócił już nie ten zdruzgotany 🐕 wiernie rymując się aż Portoprens.
  13. Na nauce gitary się klaszcze i tupie. Rytm niesie się dalej. Flet też — usiłuje. Szarpnąć w strunę na czas. W punkt znaleźć się, tyle. By być wirtuozem reakcji właściwej. I było ich wielu. A jeden basista kochał kastaniety, nie dawał w pół gwizdka. Gdy inni czekali na życiowe solo, on przez cały występ zaskarbił serc grono.
  14. Tam, gdzie się z nagła lasek urywał, gdzie z szyszek ziarna, larwy i glina, drogę do szkoły trawnik przecinał... Chrumkała loszka warchlaczkom: pycha. W darń racic siła, szpilką spulchniła skiby z narzędzia, którym i była. Las się zasieje, z brył sagan żyzny. Taki dzik lasem jest jakby przyszłym.
  15. ‘Coż za dramat, coż za dramat!’ Krzyczy kaczka rozbiegana. ‘Niemożliwe! Jak tak można! Toż to sprawa wielce trwożna!’ ‘Droga kaczko, cóż się stało?’ Pyta kaczkę gęś nieśmiało. Kaczka zamiast odpowiedzieć, dalej ciągnie biadolenie. ‘To jest skandal jakiś przecież, to najgorsza rzecz na świecie! Chyba zaraz oszaleję, coś dziwnego się tu dzieje!’ ‘Czy ja moge pomóć Pani, w tejże sprawie niesłychanej?’ Ale kaczka nic nie słucha, na pytania wciąż jest głucha. Krzyczy dalej: ‘powiem szczerze, ja po prostu w to nie wierzę! Toż to problem jest ogromny, czyn najwyższej kary godny!’ Gęś nalega: ’ kaczko miła, powiedz czym się oburzyłaś? Sprawa widzę jest konkretna, może pomóc mogę jednak?’ Kaczka dalej lamentuje: ’ Toż ja tego nie pojmuję! Zaraz szoku tutaj doznam! Nikt mnie teraz nie rozpozna!’ Na to gęś się nie poddaje, wypytywać nie przestaje: ‘Moze Pani jednak doda, kto tak Panią zdenerwował?’ Kaczka krzyczeć zaprzestała, gęsi wreszcie powiedziała: ‘Proszę Panią, ja łzy ronię, bo mi piórka brak w ogonie. Tutaj z tyłu takie miałam i tak bardzo o nie dbałam. Lecz już nie mam, rzecz niechlubna, ktoś mi piórko moje skubnął. Z mej urody okradziona, jestem teraz zrozpaczona!’ ‘Czy to piórko złote było?’ Pyta gęś ze wściekłą miną. ‘Złote było, w rzeczy samej, czyżby piórko wzięła Pani?’ ‘Droga kaczko, piórko owe, masz kochana na swej głowie. Więc na przyszłość zamiast krzyczeć, proszę sprawdzić należycie!’
  16. Słońce już dawno wstało, świeci wysoko. Piotruś wolno zaspane otwiera oko. Ptaki śpiewają i po niebie figlują. Pszczoły oraz mrówki wytrwale pracują. Piotruś przeciąga się w łóżku ociężale, Obraca na bok i śpi, wstać nie chce wcale.
  17. W rozległym sadzie liczne jabłonki rosły, A ich owoce słodki zapach w dal niosły. Dojrzałe jabłuszka na ziemię spadały, A ptaki chętnie się nimi objadały. Przyszedł dziadek i zaczął ptaki odganiać. Użył nawet grabi, żeby je przeganiać. Gdy skończył, złapał za koszyczek pleciony I tak zbierał jabłuszka zadowolony. Zaniósł do babuni zebrane owoce, Ona zaś przyniosła kuchenne pomoce I już do pieczenia placka się zabrała. Pomysł na pyszny jabłecznik w głowie miała. Kiedy pieczenie dobiegło już do końca I świeciły ostatnie promienie słońca Babcia razem z dziadkiem pod jabłonką siedli. Wspólnie w jej cieniu pyszny jabłecznik zjedli.
  18. Pan ma pieska Odi-Odi, jak domyślasz się, tak woła. Pies myśliwski na spacerku? Na spacerku jest sam chłopak. Odi-Odi… Mały piesek, węch tak czuły, drogę zna. Odi-Odi… choć to słyszy, czasem i gdzieś pana ma. Nad naturę nie masz siły, ścieżką lisów, kun i sklepów niebesztany, skąd? Bo miły ton unosi basy dźwięku. Od godziny do godziny — nie poradzi pan nad plany. Zatem żywot każdej psiny jest w to coś wkalkulowany. Odi-Odi! Mały piesek, węch tak czuły, drogę zna. Odi-Odi! Od… i słyszy, że chwilowo pana ma.
  19. *** Coraz to wcześniej Poranna kołderka Od szczytów drzew Blisko i daleko Gdy zawołam po imieniu, gdy usłyszy, przyjdzie do mnie. Siada, białe liżąc łapki, wypatrując, co też zrobię. I co powiem, to zrozumie. Co pomyślę — jeszcze bardziej, więc by jedność z myślą tworzyć, uczy kotek mnie przykładnie. Patrzy za mną z rozżaleniem, że nie wspinam się po śliwie, że nie gonię i nie gryzę. Dziecko inne — akceptuje.
  20. Cós to, cós to za placusek, Spytał mały Tadeusek. Cyz to socek wysoncony z pomidola? Nie... To nas tatuś ukochany, Pzes tlamwajek psejechany.
  21. Jest taka planeta, daleko od Słońca, Co dziwolągów jest na niej bez końca. Lecz w ich dziwności nie o to chodzi, Że wygląd ich śmiech, czy też zgrozę rodzi. Kolor ich skóry bowiem nie jest zielony I oczów nie mają wybałuszonych. Nie mają też wcale oddechów cuchnących, Dziesięciu rąk, czy uszów sterczących… Ich dziwolągowatość polega na tym, Że z nich są po prostu totalne wariaty! I mają takie przedziwne zwyczaje, Że mózg to po prostu aż w poprzek staje! Tu na śniadanie są, moi szanowni, Ślimaki na mleku i tost z dżemem z dżdżownic. Na lunch szczury w sosie, a do obiadu Serwują sałatkę z przeróżnych owadów. Na powitanie się rąk nie podaje, Tylko na głowie się sztorcem staje. Przy pożegnaniu dopiero jest draka Bo na dowidzenia jest taniec cudaka. W tańcu tym robi się pirueta, Trzesąc się przy tym, jak galareta, Po piruecie są trzy pajacyki, A po pajacykach - przedziwne okrzyki! Tu domy, to nie żart, są w kształcie okrągłym, By z miejsca do miejsca się toczyć mogły. Szkoły zaś w lesie są, bez klas i ławek, Naukę traktuje się tu jak zabawę! Te dziwolągi są takie szalone, Że ich planetę zwą ‘Wariatonem’. Gdy czasu mieć będę choć chwilkę kiedyś, Z pewnością polecę Wariaton odwiedzić.
  22. Pewien znany, bystry ukwiał Doskonale liczyć umiał. A najbardziej, bez wątpienia, Kochał tabliczkę mnożenia. Ukwiał mądry i sędziwy, Raz miał setne urodziny. Na przyjęcie swe zaprosił Klan krewetek i łososi. A ponadto ośmiornice, Płaszczki i kałamarnice, Kraby, małże oraz wale, I tak dalej, I tak dalej… I wraz z panią Ukwiałową, Menu usiadł i planował. Liczydełko więc pożyczył, Wszystkich gości mnożył, liczył… ‘Tak, chimery algi zjedzą. W siedem rodzin nas odwiedzą… Jeśli żono droga, nie wiesz, Ile podać alg w zalewie, Pomnóż siedem razy siedem, Będzie to czterdzieści dziewięć!’ ‘Przyjdą do nas też łososie, Osiem grup, w każdej po osiem. Skok jak zrobią na desery, Zjedzą ich sześćdziesiąt cztery!’ ‘Koni morskich przyjdzie dziewięć, Każdy z żoną będzie siedzieć, Każdy dzieci ma też dwójkę, Więc przez dziewięć pomnóż czwórkę. Dań trzydzieści sześć podamy, Plankton wraz z wodorostami’ Dalej ukwiał liczył kraby: ‘Ich zaprosił cztery sztaby, W każdej ośmiu osobników Krabów będzie też bez liku! Dla liczebnej ich gromady Są trzydzieści dwa obiady!’ Chełbie, kiełże, żółwie, stułbie… Ukwiał gości liczył dumnie. Juz podliczyl wszystkie raki, Mnożył, mnożył te zwierzaki.. Chociaż mądry był nasz ukwiał, To uwagę swą źle skupiał. Gdy liczbami głowę kwapił, Urodziny swe przegapił!
  23. "Hipopotamie, hipopotamie, niech się przedstawię- na imię mam Janek. Ja dużo pytam i wszystko chcę wiedzieć, Chętnie dziś z Panem słówko zamienię. Czy coś by Pan przeciw miał kilku pytaniom?" "Ach skądże! Ja chętnie odpowiem na nie". "Hipopotamie, hipopotamie, czy lubi Pan spać na miękkim tapczanie?" "Na miękkim tapczanie? Ach tak, oczywiście, Na takim mebelku najlepiej się wyśpię". "A czy na pianinie lubi Pan spać?" "Ach nie, na pianinie wszak tylko się gra!" "Hipopotamie, hipopotamie, czy lubi Pan pływać na błotnistej tamie?" "Błotnista tama? Tak, to jest to! W błotnistej kąpieli ja pływam non stop". "A w czekoladzie Pan pływać by chciał?" "No nie, taka gorąca, toż bym się bał!" "Hipopotamie, hipopotamie, czy lubi Pan jajka jeść na śniadanie?" "Jajka? Ach tak, oczywiście, że lubię Jedno o siódmej, o ósmej drugie". "A tort orzechowy chętnie Pan je?" "Tak, lecz na deser, na śniadanie nie" "Hipopotamie, hipopotamie, czy chętnie pomaga Pan w kuchni mamie?" "W kuchni? O tak, ma się rozumieć, Ja sprzątać, gotować najlepiej umiem". "A ciasta Pan piecze, hipopotamie?" "Oj nie, to jest dla mnie zbyt skomplikowane". "Hipopotamie, hipopotamie, czy Pana to zdjęcie w tej złotej ramie?" "Zdjęcie? Tak moje jest, w rzeczy samej. Czyż nie jestem pięknym hipopotamem?" "A brzydkiej fotki nie ma Pan żadnej?" "Brzydkiej? Ach nie! Mam tylko ładne!" "Hipopotamie, hipopotamie, odpowie Pan jeszcze na jedno pytanie?" "Odpowiem, owszem lecz może nie dziś. Teraz do domu już muszę iść" "A jutro chwilkę będzie Pan miał?" "Jutro? Nie bardzo, bo będę prał" "Hipopotamie, hipopotamie, a może pojutrze porozmawiamy?" "Pojutrze? Niestety, lecz nie dam rady, Jadę się kąpać nad wodospadem" "A może za tydzień albo za dwa?" "Ach, też jestem zajęty, no nie mam jak!" "Hipopotamie, hipopotamie, a czy Pan przypadkiem mnie tutaj nie kłamie?" "Kłamie? Och nie! To wykluczone! A może przepytasz tak teraz wronę?" "A wrona ma czasu więcej niż Pan?" "Wrona? O tak! Ona zawsze czas ma!!!" Adriana Gawrysiak
  24. Nad rzeką Biebrzą, żył bóbr nietypowy, Co w swoich pasjach był niestandardowy. Zwyczajnie znudzony bobrowym był życiem I o wielkich przygodach rozmarzał się skrycie. Żeremia, nory, błota, czy tamy... Bóbr nie był nimi zafascynowany. Pragnął świat wielki zwiedzać jedynie, I żyć inaczej, niż wszyscy w rodzinie. Rodzina niestety zrozumieć nie mogła, Jak bóbr może nie lubić egzystencji bobra? ‘Gdy dorośniesz synku', mówiła mu mama, 'To poczujesz potęgę bobrzego powołania'. 'Do pracy w terenie masz ogrom zdolności I sztuki pływania ci niejeden zazdrości. Pierwszorzędnym budowniczym zostaniesz z pewnością, Na to wszyscy czekamy ze szczerą radością’. Więc bobrem był bóbr nasz i tamy budował, Pnie drzew ścinał zębami i w wodzie nurkował. I choć uśmiech rodziców mu serce rozgrzewał, To smutne bóbr myśli coraz częsciej miewał. Pewnego poranka przytulił mamę I powiedział, że opuszcza rodzinną tamę. Świat pragnie poznawać, wbrew bobrzej naturze, Bo najlepiej się czuje w podróżnika skórze. Wyruszył w przygodę i prędko zrozumiał, Że zbyt długo marzenia w swej duszy wytłumiał. Teraz był bobrem, jakim być powinien I nie z budownictwa, lecz podróżowania zasłynie. I tak też się stało, bo bardzo szybko Bóbr stał się postacią bardzo niezwykłą. Znany na świecie ze swoich wojaży, Stał się symbolem szczęścia i marzeń. Także w rodzinie uznanie odzyskał, Bo ta kochała go ponad wszystko. Widząc u bobra moc samospełnienia Wiedziała, że nie wolno w nim niczego zmieniać.
  25. Jestem małym marzycielem, w głowie mam pomysłów wiele. W snach odwiedzam miejsca różne, co bajkowe są i cudne. W mej krainie snów i czarów jest slodkości bez umiaru, świat jest pełen barw i wzorów, taniec smaków i kolorów! Tutaj rzeczka jest różowa, w smaku pyszna, truskawkowa. Tęcza zaś czekoladowa, a na brzegach – orzechowa. Są wafelki zamiast płotków, wypełnione miodem w środku, Taki płotek żeby przejść , trzeba go kawalek zjeść. Krówki wcale nie są w łatki, ale w fioletowe paski. I, przypadek całkiem rzadki, zamiast deszczu, lecą kwiatki! Liście drzew niebiesko-żółte,mają kształt maleńkich nutek. Gdy jesienią opadają, to muzykę śliczną grają! Tu motylki kolorowe, żółte i pomarańczowe, Gdy na buźce mej siadają, skrzydełkami łaskotają. Drzewa ręce wyciagają i przechodniów utulają. A że są okryte puszkiem, więc w dotyku sa miluśkie. W tej krainie mej wyśnionej, ptaszki jasno są zielone. Wokół główki mej latają i do uszka mi ćwierkają. Wkoło pyszny świat sie snuje, aź serduszko się raduje. Pięknie jest w tej mojej baśni, malowanej w wyobraźni.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...