„Religijne kabarety”
Od lodów Antarktydy
po północne krańce świata
niosą się boskie nakazy —
w religiach zapisane,
prawa wiary
dla pokornych wyznawców,
strachem i winą
w ludzkie serca wtłaczane.
Bogowie, boginie,
bożki i bożęta —
cienie stworzone
dla żądzy panowania —
malują „wieczne prawdy”
na sklepieniach świątyń,
jakby niebo było sceną
ludzkiego grania.
Synagogi, katedry,
meczety wyniosłe —
kamienne pomniki
pychy i oddalenia!
A przecież to rzeki,
morza, góry i lasy
są świątyniami
prawdziwego istnienia.
Zniewolone umysły
i zalęknione dusze,
karmione wizją kar
i win potępienia,
wciąż błądzą
w kabarecie ciemności,
gdzie rytuał zastępuje
sens zrozumienia.
A przecież prawda nie klęka
przed złotym ołtarzem,
nie tonie w kadzidlanym dymie
i modlitwach.
Jest wolnym oddechem,
światłem oczom w pejzaże,
ciszą jeziora i świtem
na górskich szczytach.
Nie mieszka wiara w marmurach
ani w złocie,
nie rodzi się w księgach pisanych
dla władzy.
Prawdziwy Bóg trwa
w prostocie natury —
w kropli rosy, w wietrze,
w gwiazdach bez skazy.
Bez imion nadanych
przez ludzkie języki,
bez ceny, bez lęku,
bez świętych podziałów —
obecny w oddechu Ziemi
i wszechświata,
milczący świadek
wszystkich ludzkich rozdziałów.
Więc nim świętobliwi
ogłoszą znów „prawdę jedyną”,
posłuchaj szumu lasu
nad doliną cichych jezior.
Bo może Bóg nie przemawia
z ambon pełnych pychy —
lecz rośnie razem z trawą
i mieszka w ludzkiej ciszy.
Leszek Piotr Laskowski