ojciec jak niewolnik pracował w lesieod rana do wieczora matka również kilometry pokonywałasprzątając klatki wielkich wieżowcówaby owoce ich wzajemnej miłościgłodne nie chodziły spaća zimową porą miały ciepły ciuchlecz dziś tylko ja pamiętam jaką cenęza to zapłacili harując aż do środka bóluktórego nie wytrzymał by nawet wól.dlatego często nad ich grobem samotniezapalam wdzięczności znicz kieruje wzrokku niebiosom pytając! czemu tylko jamarnotrawny syn