Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Łosiu

Użytkownicy
  • Postów

    4
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Treść opublikowana przez Łosiu

  1. Otarłaś łzy nicości z mego policzka Odnalazłaś mnie, w życia ciemnych uliczkach Co bym począł, gdybyś się nie zjawiła? Pewnie Ate by ze mnie kpiła Dzięki Tobie stałem się człowiekiem Nie idącym już, w stronę bram piekieł Niegdyś wylewałem bólu akwen Teraz dzięki Tobie jestem w Heaven Pamiętam nasz pierwszy spacer Czułem się na nim, niczym król z pałacem Monumentalną budowlą w centrum duszy Melodią miłości, wszystko inne bym zagłuszył Kochać Cię, to ogromny zaszczyt Zrobiłaś mi uczuć, bezbolesny zastrzyk Jak dziękować mam, za zmianę? Za przepięknych chwil wianek? Słowem, nie wyrażę tego co w sercu To dzięki Tobie nabrało ono rumieńców Chciałbym, życie spędzić w ramionach Twych Kto jest moim ideałem? To Ty
  2. Mętną wodą strachu się zachłysnąłem W moment zwiędnął, wewnątrz Fijołek Mam świadomość, jestem sam sobie winien Utknąłem w osobistych słabości lawinie Czyżbym, płachtę ozdobił na czerwono? Słabość stała się mą, najsilniejszą stroną To przykre, nie móc nic, chcąc wiele Najmniej optymistyczna stała się zieleń Za błędy przyszło mi płacić szczęściem Chyba główne z tylnim, pomyliłem wejście Lecz gdybym, posiadał wewnętrznej siły złoża Nie groziłaby mi z pewnością, słabości narkoza Oddałbym wiele, by zwyciężyć w tej bitwie Postawiłbym, sam na siebie w tej gonitwie Niestety, zbyt słaby jestem by zaufać sobie Nałożyłem na głowę koronę bez zdobień Rwący potok, zburzył równowagę Chciałbym móc, zniszczyć tą barykadę Lecz chyba zaczynam godzić się, z koleją rzeczy Czas już przestać samemu sobie przeczyć Nie sięgam wzrokiem, ponad horyzont Niechcący ze słabości stworzyłem przyrząd, Do ranienia innych, choć mnie boli bardziej Opatrunkiem od serca, na pewno nie pogardzę
  3. Kolejny raz, przerwany okrutnie sen Kolejny dzień rozpoczęty ponurym spacerem, z psem Kolejny łyk kawy z trudem otwiera mi oczy Kolejny przypomina mi, o czym myślałem w nocy Raz, dwa, trzy staram się zapomnieć Raz za razem modlę się - przyjdź do mnie Raz na jakiś czas, uda się nie upuszczać łez Raz, dwa, trzy wiem, że nie jestem the best To chwila na odrealnienie ciążących odczuć To, tylko sekunda, w której mogę lepiej się poczuć To wszystko bez trudu wyczytasz z mej twarzy To, jednak niemożliwe, by ktoś się tak naraził Zrobiłem, wiele by zaznać duchowego spokoju Zrobiłem, z siebie bywalca bezklamkowych pokojów Zrobiłem, szereg głupstw, będąc w życieowej kropce Zrobiłem to, czuję się jak kret z problemów kopcem Wybacz jeśli nie rozśweitlam twego świata Wybacz, że często w mgle smutku latam Wybacz mi to, iż nie pojmuję dokąd mkniesz Wybacz błagam, ale muszę się tego zrzec.
  4. W chwili, gdy słońce na niebie zamienia się z księżycem Zastanawiam się czy ktoś uderzył w stół, słyszę nożyce Nieodparta ochota na kontakt z refleksji światem Kolejne retrospekcje tworzą w głowie festiwal świateł Lecz czy na pewno powinienem tak bujać w obłokach? To gwiazdy się tak mienią, czy może na chmurach brokat? Ta zmysłowa podróż to ucieczka? Bądź też oczyszczenie? Jestem tutaj sam? Czy jednak jest nas więcej na scenie? Tak wiele pytań opanowało mój nieszczęsny umysł Stworzyły smętną wiązankę niczym powolny strumyk Nie jest mi łatwo zajrzeć we własną duszę czemu? Znowu brak odpowiedzi, jeśli możesz pomóż, przemów Wysilam swój umysł, by mógł sobie z tym poradzić By miał siłę aby zerwać z tym, co się w nim gromadzi Nie potrzebuje magicznej księgi do zrozumienia pytań Ani nawet obrzędów czy rytuałów do zwalczenia pasożyta W końcu nastaję kolejna chwila zmiany na nieboskłonie Ale co mi po niej, skoro ja nadal odpowiedzi gonię? Odkładając to na bok, popełniłbym mentalną zbrodnię Dlatego postępować będę wraz z sumieniem, zgodnie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...