W moim wnętrzu toczy się bój zaciekły
Szczęk oręża, huk wybuchów, wrzask kobiet!
W moim wnętrzu szaleje mordercza wichura
Trzask grzmotów, blask błyskawic, płacz dzieci!
W moim wnętrzu żniwo zbiera pożar nieugaszony
Łomot chat, mlask ognia, krzyk mężczyzn!
A potem deszcz.
Krople pieszczotliwie głaszczą kataklizm.
Jak balsam wnikają w ruiny, duszą dym, koją rany.
Ich bębnienie zagłusza kwilenie dzieci
Swoim ramieniem pieszczotliwie obejmuje mnie Kora
Hefajstos stawia domy, a Helios przegania złowrogie chmury
Ale zaraz, zaraz. Przecież Zeus nie istnieje.
Muszę poczekać.