szczyty utknęły we mgle
która zeszła wolno
po zboczach
ku dolinom
skończyło się z hukiem
hucznie się rozpoczyna
asteroidy
lecą w kierunku planety
poza zasięgiem wzroku
rankiem
śledzę
przy kawie
ptasi rwetes ich korowody
barwne chwilowy tumult
wyłonił się krótko z ciszy
nad nowy porządek dnia