Żar mnie dosięga, choć nie jest nawet blisko
Czuje go na twarzy, ramieniu, przedramieniu
Pożera i trawi wszystko na swej drodze
Zaczyna padać deszcz plastiku i glinu
Zamiast kropel chłodu przynosi cierpienie
I choć w ręku gas sproszkowany
Woda na codzień dająca życie kwiatom
Jestem bezsilnym, bezradnym widzem
Którego spektakl przyprawia o zgrozę
Brak jest wprowadzenia, historii przedstawienia
Od pierwszych sekund do finału zmierza
Plan jest dość krótki, w minutach zwarty
Płomyczek, Płomień, Żar, Pogorzelisko
Bilety przez los sprzedawane
Nabyły szybko osoby dobrze nam znane
Ale również te, które pomimo małej odległości
Mija się na ulicy bez większej bliskości
Ich obecność dodaje otuchy
Każdy na swój sposób bierze udział w przedstawieniu
Po kilku minutach zjawiają się główni aktorzy
Spektakl kończy się niemal tak szybko jak się zaczął
Ostatnia część: “Pogorzelisko” na akty podzielona
Z minut w godziny i dni zostaje przedłużona