Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

lb_szto

Użytkownicy
  • Postów

    8
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez lb_szto

  1. raczej ciezko nie chce miec kontaktu ze mna hah
  2. @Leszczym czemu powrotny?
  3. Lato w pełni, słońce grzeje, lecz nie dla mnie. Wielkie plany i nadzieje, ja wciąż śnię. Trochę żalu mam do wszystkich, że nie wyszło tak, jak miało. Straty przeliczyłem, zyski, rozum przeczy, serce chce. Być przy Tobie, gdy jest trudno, szaro, brudno i pochmurno. Ty rozświetlasz wszystko wokół, dobrze wiesz. Los się znowu ze mnie śmieje, co następne — on już wie. Czy odnajdę ukojenie? Słyszę: nie. Gdzie podziała się dziewczyna z blaskiem w oczach? Może to nie jest jej wina, myślę, idąc po poboczach. Dwuosobowa drużyna już nie wyjdzie na boisko. Sędzia gwiżdże — meczu koniec, już przygasa to ognisko. Ale to tylko na chwilę, bo dolewam znów benzynę. Sam się nakręcam na siłę — czy to jeszcze jest godziwe? Nie wiem, czy bardziej chcę Ciebie, czy może dawnego siebie. Te sprzeczności mnie już niszczą, dobrze wiem. Dziś na siebie biorę winę, nie namówię Cię na siłę. Porozmyślam znów godzinę, pogubiony zasnę, wstanę. By na nowo tracić wiarę. Czy to warte rozmyślania? Nie mam już nic do dodania. Kończę, cieść.
  4. Lato w pełni, słońce grzeje, lecz nie dla mnie. Wielkie plany i nadzieje, ja wciąż śnię. Trochę żalu mam do wszystkich, że nie wyszło tak, jak miało. Straty przeliczyłem, zyski, rozum przeczy, serce chce. Być przy Tobie, gdy jest trudno, szaro, brudno i pochmurno. Ty rozświetlasz wszystko wokół, dobrze wiesz. Los się znowu ze mnie śmieje, co następne — on już wie. Czy odnajdę ukojenie? Słyszę: nie. Gdzie podziała się dziewczyna z blaskiem w oczach? Może to nie jest jej wina, myślę, idąc po poboczach. Dwuosobowa drużyna już nie wyjdzie na boisko. Sędzia gwiżdże — meczu koniec, już przygasa to ognisko. Ale to tylko na chwilę, bo dolewam znów benzynę. Sam się nakręcam na siłę — czy to jeszcze jest godziwe? Nie wiem, czy bardziej chcę Ciebie, czy może dawnego siebie. Te sprzeczności mnie już niszczą, dobrze wiem. Dziś na siebie biorę winę, nie namówię Cię na siłę. Porozmyślam znów godzinę, pogubiony zasnę, wstanę, by na nowo tracić wiarę. Czy to warte rozmyślania? Nie mam już nic do dodania. Kończę, cieść.
  5. Na zewnątrz twarda skała, przy Tobie miękki puch. Żyć tęsknotą nie pozwala, smutek, szarość, głód. Gdzie jesteś, moja mała? Czy w końcu zrobisz ruch? Uciekła i pognała, ja już nie idę w bój. Uśmiechnęła, pożegnała, to już nie jest mój druh. O byłym przypomniała, na nic dalszy trud. Serce mi wyrwała, miłość to trup. Potem się nie odzywała, na nic dalszy słuch. Na siebie stawiać chciała, od niej czuję chłód. Naprawiać nie zechciała, nie stanę u jej wrót. Mej złości się lękała, serce zimne jak lód. Wcześniej rozkochała, wiele miała cnót. Dzwoniłem — się gniewała, wyjadę na wschód. Obyś nie zapomniała, żeś dla mnie biały kruk. Do siebie przywiązała, wiele wspólnych dróg. Obyś się przekonała — Kuba to nie wróg.
  6. lb_szto

    Ja czy pół

    Poznałem, pokochałem, mówiłaś mi, że też, on Ciebie nie doceniał, sama dobrze o tym wiesz. Ja dałem Ci me serce, twierdziłaś, że je chcesz, wpuściłem Cię tak blisko, prosto do moich wnętrz. Poznałaś mnie bez maski, wciąż widywaliśmy się, ta plaża, ławki, parki — zabierałem wszędzie Cię. Mówiłaś: „Ja twa, Ty mój”, po szyi całowałaś mnie, ja patrzyłem w Twe piękne oczy — tak zakochałem się. Czas mijał bardzo szybko w obecności Twej, ja wyznawałem miłość, mówiłaś, że kochasz bardziej. Moja gwiazdeczko mała, proszę, znowu mnie chciej, najpiękniejszy masz ten uśmiech, z Tobą było najlepiej. I przyszedł w końcu kres, nie wiedziałaś — ja czy pół, chłopek, co Cię nie rozumiał, a jednak wybierasz dół. To, że znane, to że lepsze — nasz balon się przekłuł, uderzył piorun, pękło serce, najgorzej żem się czuł. Nie dałem Ci czasu, który był tak potrzebny, alkohol i niepewność — wybuchłem, wpadłem w nerwy. Przepraszam za wyzwiska, ten ruch był niepotrzebny, lęk przed utratą nie usprawiedliwia — dziś płacę za swe błędy. Naprawić już się nie da, za dużo jest niechęci, postawiłaś na siebie, nie czułaś naszej więzi. Nie chciałaś mego listu, nie mogę mieć pretensji, modlę się codziennie, niech Rita Cię zachęci. Jeśli to kiedyś znajdziesz, chcę, byś wiedziała jedno — nie żałuję ani chwili, takie jest wierszu sedno. W ramiona już nie mogę, wypłakać się, gdy tęskno, przeleję na papier moją prawdę bolesną. Drugiej jak Ty nie ma, tak to tylko dodam, serce moje wciąż krwawi, pozbierać się nie zdołam. Walczyć już też nie mogę, nie słyszy, gdy Cię wołam, spróbuję raz ostatni — Juliś, ja Cię kocham.
  7. @karenka dzięki
  8. Każdy dzień bez Ciebie jest jak ta ciemna noc, nie widzę już przyszłości i ciągle tracę moc. Wszystkiego próbowałem, nie daje szczęścia nic, chciałbym Cię zobaczyć i razem przez życie iść. Dałbym wszystko, byś to czuła, lecz nie wymuszę, nie, Twe serce skute lodem, przez co nie wybierasz mnie. Chcesz, bym już poszedł dalej — nie umiem i nie chcę, czekam na moją Julisie, liczę, że odnajdzie się. I znowu będziesz ze mną, razem zwojujemy świat, nasza miłość znów rozkwitnie jak na łące polny kwiat. Jesteś tą gwiazdą z niebios, co spadła na ziemię, przy Tobie czuję iskrę, co rozpala nadzieję. Na perspektywę tego, że kiedyś uda się, posklejamy to, co pękło, słońce pojawi się. Przestanie padać deszcz, umilkną wiatry wszystkie, pojawi się ta tęcza i będzie oczywiste. Że przetrwaliśmy sztorm, deszcze i huragany, i będziemy szczęśliwi, że znowu siebie mamy. Zatracimy się w uczuciu, nic nie przeszkodzi nam, co złego zapomnimy, pójdzie to w siną dal. Ja okręt, a Ty kompas — wypłyniemy razem w rejs, by odnaleźć to uczucie aż na końca świata kres. Jak Atlantyda zaginione, odnajdziemy w końcu je, staniemy na tym lądzie i powiem: kocham Cię. Lecz może się nie udać i pozostanę sam, przepadnę w tym Tartarze u Lucyfera bram. Zapłaczę wtedy głośno, usłyszy mnie sam Bóg, poproszę już o koniec i sam wykopię grób. Jak Syzyf już nie chcę pod górę pchać ten głaz, odpuszczę, puszczę, spadnę, pomyślę ostatni raz, jak czułem się szczęśliwy, gdy przytulałem Cię — miałem miłość życia, dziś nie mam… kończymy, żegnam się.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...