Oblicze lwicy, figura damy, nonszalancka w stylu estrady.
W tataraku poznana, jeździłem za Nią nawet do Poznania.
W szkarłatnym płaszczu, czasem naga, uderzyła mi do głowy mocniej niż spektrum gamma.
Niczym foton, co tu i tam bez czasu pomyka, była jedyna jak drzewo życia
Stoczyłem się, przyznam szczerze, z krzykiem na ustach, że w Boga nie wierzę.
Oddałem duszę tej przyjemności, co zwie się pasją obrazoburczości.
Z gniewnym obliczem, urokiem satyra, stwierdziłem: pal licho!
Smutek mi nos goryczą zatykał, oczy mgłą zaszły.
Ekstrema widziałem i kontrasty, i złoty środek, jakim jest milczenie, przestał być w cenie, dlatego wracam do pióra.
Marny Wasz los, polecimy jak stado kosów w rytmie żądnym, bez porządku, i żaden wiersz nie będzie składny.
Arytmia i palpitacje, skoki ciśnienia, przerysowane oblicza.
W przestworza, do światła i mroku jak jutrzenka, spadniemy na cztery litery.
I tu na ziemi, na tym portalu, będzie grafoman szukał w poezji wentyla, własnego ujścia, w wierszu szału.
Naciskam kursor : wyślij...!!!