Czekam na słońce
które rozgrzeje
skostniałe ramiona i kark
Czekam na wiatry
który rozdmuchną
myśli klejące i zdechłe
Czekam na deszcze
które rozmyją
poczucie winy i gniew
Czekam na burzę
z hukiem i grzmotem
wyważy drzwi, wyrwie słowa
Czekam na grady
które uderzą
z mocą, co zrywa łańcuchy
I na ciśnienie
aż rozsadzi żal
zrobi miejsce na nową chęć
Stoję i czekam
kłębiasto-warstwowy
Patrzę na chmury
warstwowo-kłębiaste
Robi się ciemno
nie widzę już dłoni
Oto nadchodzi!
tak długo czekana!
Zmiana pogody!
idealny moment!
Już prawie! już blisko!
już ciemno! tak ciemno!
Tylko czemu cicho?
Bez gwałtu? Bez trzasku?
A nie...
to tylko
słońce...
zgasło.