[w odpowiedzi na wiersz "Lekcja uśmiechu" autorstwa A.Between]
Pamiętam. Zieloność tego stołu, szorstkość jego koryta -
intrygująca faktura.
Pamiętam nieustanne zerkanie na zegar. I ciebie,
spoglądającego w tym samym kierunku co ja.
Każde słowo było jak kamień w wodę,
ale milczenie było jak kamień u szyi.
Po kręgach kręgosłupa rozchodził się głuchy trzask.
Wtedy ja też nauczyłam się jednej rzeczy: mam alergię na pszenicę.
Podawałam więc uśmiech jak chleb,
bo sama nie mogłam go przełknąć.
Grasz - więc ja gram. Nie dlatego,
że nie umiem inaczej. Dlatego,
bo ty nie umiesz. To twój conditio sine qua non, warunek konieczny.
Cztery akordy? Jak Cztery Szlachetne Prawdy:
życie jest dukkha, cierpienie jest dukkha...
<TRZEBA DAWAĆ LUDZIOM>
...nie pamiętam. Z całą pewnością nie mogłam się z tym zgodzić.
Trzeba zabierać ludziom, zabierać, zabierać,
zostawić im tylko okruszki po sucharach z wczorajszego chleba.
"Pewnego wieczoru wziąłem na kolana Piękno. - I
przekonałem się, że jest gorzkie."
- trzeba strzepać te okruszki z kolan. Wstać.
I odejść od stołu.
Nie będziesz opowiadał mi swojego świata.
Mój świat to najwidoczniej zupełnie inne miejsce.
Jeśli ściany mają ślady po obrazach - możesz odwiesić je na miejsce.
Jeśli cenisz sobie nagość ścian, ale bez jej odcieni - możesz pomalować ją
na dowolny jednolity kolor.
Chcesz iść obok mnie, ale nie przeszkadzać mojemu światłu?
Możesz zostać cieniem, efektem ubocznym, odpadem poprodukcyjnym,
którego moje światło zupełnie nie potrzebuje.
Ale musisz zostać z tyłu. I nie licz na to, że
obejrzę się za siebie.
Więc graj. To tylko piosenka.
Ja tymczasem wybiorę adekwatny uśmiech:
;)