Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

MichałSikora

Użytkownicy
  • Postów

    2
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez MichałSikora

  1. Zmierzch starego świata zapadł powoli jak zmrok: najpierw niebo zasnuło się czerwienią, potem pociemniało, poszarzało, ale nim pierwsze gwiazdy zdążyły zajaśnieć nadzieją — zapłonęły lampy nowego świata i zagłuszyły gwiazdy. Starzy opowiadają o starym świecie. Gromadzą się przy ognisku na betonie, dorzucają do ognia drewniane pamiątki, papierowe książki, a nad ich głowami świecą białe jarzeniówki latarń — nie ma już miejsca by rozświetlić mrok, nie ma już lasu, żeby zebrać chrust. Już nawet u góry nie ma ciemności. Już nawet tam nie można spojrzeć, by odpoczęły oczy. Nie ma ucieczki. Lampy sięgnęły i poza i ponad horyzont. Bóg jest wszędzie. W starym świecie nie było a ludzie wierzyli. W nowym jest — dlatego nie wierzymy. Modlimy się do Niego, kiedy nam lekko. Pokładamy w Nim całą beznadzieję. Idę świecącymi kolorowo ulicami nowego świata — sam. Omijam przechodniów, a oni omijają mnie. Patrzymy, ale zabroniono się dotknąć. Dotyk jest zakazany. Wolno tylko patrzeć. Kapłani ciągle mówią. Tyle nam mówią. Z każdym zdaniem, z każdym strumieniem słów, który leje się na nas z ich ambon jak deszcz, wiemy coraz mniej. Ich słowa obmywają z nas wiedzę i zabierają sens. Stare słowa niosły znaczenie — nowe słowa znaczenie odbierają. Wbrew temu, co mówią kapłani, stary świat chyba… Wbrew temu, co mówią kapłani, to chyba teraz jest coś nie tak. Bóg daje nam i daje, i daje, i ciągle nam daje, a jedyne, czego żąda w zamian, to byśmy Go kochali. Noc się nie kończy a dzień nie zaczyna. Jedynie zegary odmierzają czas. Migają, licząc mi setne sekundy, Nastawiają mi budzik, a ja kładę się czuwać.
  2. Jako dziecko widziałem schyłek starego świata, ale stary świat nie odszedł nagle w błysku atomowej zgłady. Stary świat odchodził powoli. Zmierzch starego świata zapadał jak zmrok: najpierw niebo zasnuło się czerwienią, potem zrobiło się ciemniej, poszarzało, ale nim zdążyło się zrobić naprawdę ciemno, nim pierwsze gwiazdy zdążyły zajaśnieć nadzieją — zapłonęły sztuczne lampy nowego świata i zagłuszyły gwiazdy. Stary świat odszedł niezauważalnie, jak kończy się dzień. Nowy świat nie przyszedł nagle, zakradł się jak złodziej. Starzy opowiadają o starym świecie. Siadają wokół ogniska, ale ono nie może rozświetlić mroku, bo w nowym świecie nie ma już miejsca, gdzie by mogło. Starzy z ciężkim trudem palą te ogniska na asfalcie, na betonie, a nad głowami świecą im białe jarzeniówki latarń — nie ma już miejsca, gdzie byłby kojący mrok, nie ma już lasu, żeby zebrać chrust. Starzy siadają na asfalcie, w świetle lamp, wokół mozolnie rozpalonego ogniska i dorzucają do ognia drewniane pamiątki, rzeźby, papierowe książki i wspominają stary świat. W starym świecie nie było boga, ale ludzie w niego wierzyli. My wiemy, że On jest, dlatego nie wierzymy. Bóg wszystko widzi i wszystko wie. Modlimy się do niego, kiedy nam lekko. Pokładamy w nim całą beznadzieję. Idę świecącymi kolorowo ulicami nowego świata — sam. Omijam szerokim łukiem innych przechodniów i oni omijają mnie, i siebie nawzajem. Żeby tylko się nie dotknąć. Wolno patrzeć. Każdy patrzy na siebie wygłodniały, ale surowo zabronione jest się dotknąć. Dotyk jest zakazany. Wolno tylko patrzeć. Miasto wbija się strzeliście w niebo i atakuje światłem. Już nawet u góry nie ma ciemności, już nawet tam nie można spojrzeć, żeby odpoczęły oczy. Nie ma ucieczki. Lampy sięgnęły poza horyzont i ponad horyzont. Kapłani ciągle mówią. Tyle nam mówią. Z każdym zdaniem, z każdym strumieniem słów, który leje się na nas z ich ambon jak deszcz, wiemy coraz mniej; ich słowa obmywają z nas wiedzę i zabierają sens. Stare słowa niosły znaczenie — nowe słowa znaczenie odbierają. Stoję w deszczu sam i patrzę na świat. Wbrew temu, co mówią kapłani, stary świat chyba… Wbrew temu, co mówią kapłani, to chyba teraz jest coś nie tak. Ale przecież Bóg zrobił wszystko, żebyśmy byli szczęśliwi. Przecież daje nam i daje, i daje, i ciągle nam daje, a jedyne, czego żąda w zamian, to żebyśmy Go kochali — ale czy On kocha nas? Noc się nie kończy i dzień nie zaczyna, jedynie zegary odmierzają czas. Migają licząc mi setne sekundy. Nastawiam budzik i kładę się czuwać
×
×
  • Dodaj nową pozycję...