Telewizor śnieży wydając złe dźwięki,
Kolory w ekranie złość zmienia w procenty,
Jak huk ciężki dzwonu. Szum i mgła, i rozpacz,
Zabiera łapczywie z czym się nie chce rozstać.
Mlaskanie śmiałości w przezroczystej wodzie,
Co zaśmiać się już tylko w urojeniach może,
Szuranie po deskach szorstkich jak jagody,
Aż cień gromowładny szczęścia znów nie złowi.
W końcu kroki ciche bystrej jak nóż twarzy,
Bystrość oddał ciału, które wraz z nim łazi,
Jak lalka wisząca na szatańskim stosie,
Szatańskich omamów będąc złym pokłosiem.
Wszystko w głowie kukły w teatralnym stanie,
Który wiarę w siebie rzuca w bok ospale,
Pęta w nogach kroki łamią uporczywie,
Krzyk, co słyszy ciszę, krwi mu jest spoiwem.
„Czy to człowiek? Kukła? Lalka, trup, bogini?
Cierpi to przez świat ten? Czy w czymś sam zawinił?
Czy się w sen zanurzy? Łańcuch z rąk umyje?
Czy z kimś porozmawia? Czy sam w śniegu zginie?".
Szum telewizora, procenty na stole,
Spektakl bez widowni z podziałem na role,
Głowa doczepiona do sztucznego ciała,
W środku sztuczny człowiek, z zewnątrz – sztuczny dramat.
Pięć kroków do łóżka, każdy co pięć minut,
Byle swego planu dochować minimum.
Kołdra swoim ciepłem ciało sztywne chłodzi,
I do mózgu żadna myśl już nie dochodzi.
Wszak myśl jedna, której nazwać sam nie umie,
Tańczy tango strachu i przez ciało sunie,
Jak prąd umysł nagle w jednej chwili bierze,
Roztrzaskuje strzępy i każe tak leżeć.
Jednak rankiem patrzy prosto w sufit, który
Jest obmalowany niebem szaro-burym.
Nie patrzy już w górę, nie patrzy przed siebie,
Oczy mu gdzieś stoją, myśl patrzy za siebie.
Telewizor działa cały czas poprawnie.
Procenty czerwone, białe i wytrawne
Leżą wciąż na stole czekając na pana,
Żeby znów utopić smutek w miligramach.
„Co będzie następne? Kiedy dzień nastanie,
Czy ten człowiek chociaż raz wstać będzie w stanie?
Czy się wszak za siebie weźmie nim zła ręka
Przyszłość mu odbierze w zamierzchłych udrękach...".