Raz na skrzyżowaniu gór unosiły się chmury, z których powstały góry
I przyszedł który, który miał unieść góry jednym słowem
Wziął wszystko na głowę
Jak Atlas trzymający Wszechświat na swoich barkach
Będąc ukrzyżowany wszechświatem
Gdzie jego gwiazdy przebiły mu dłonie i stopy
Wypalając w nich płomień, z którego wyszedł promień
Oświetlający czarną nicość między planetami
Tak że stała się biała
Jak mleko, z którego wypływa rzeka
Wpadająca do oceanu miodu
Na którego dnie znajdują się monety