OBLĘŻENIE
Wyobraźnia w krzakach wzrasta -
Pchają smutni się do miasta.
Owies dziś w najlepszej cenie,
Lecz nie kupisz na Orlenie.
Jadą ciurkiem Volkswageny,
Audi, Kie, Fiaty Sieny,
Mercedesy, Ople stare,
Jak padalec, opieszale.
I ładują się w to miasto,
Nieprzytomną modłą własną.
Gdy w parkingi pcha aut rzeka,
Człowiek miejsca nie doczeka.
Do biur pędem, podnieceni,
Kto nadąży, chodak zmieni,
By nie wyszło, że ze smakiem,
Miasto sili się burakiem.
Do szkół wiozą pacholęta.
A gdy zżarli już zwierzęta,
I gdy auta w stajniach stały,
Autobusy paść musiały.
Telewizor, komputery,
Woda w kranie i bajery.
Nawet szpilki w szafie nowe,
No bo też chcą, jak „miastowe”.
Dla nich miasto, to jak Eden.
Jak dla Eskimosa Wiedeń.
Czulej zatem graj sumieniem,
Na to bratnie oblężenie …