Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

kalisz

Użytkownicy
  • Postów

    1
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez kalisz

  1. "Podróż wieńca pchniętego" Zaczęło się niewinnie. Dwa koła, chęci, łeb sprany w pomyjach. Poranek wśród pola sytego w popielatą marchew poprzeczną. Zamglony horyzont w kolorze tulejki stalowej popychał bez poślizgu do podróży pełnej zagadek życia młodego Łyska, nie podkuty lecąc z górki podmokłej padliny obrał północny kierunek świata marzeń. W kilometrach angażu, w przerwach uderzeń serca świni krwiożerczej, łykał kolejne bańki tlenu z plastikowych kanistrów, rozprawiał z alter psychola z ciemnym blaskiem na ostatnim placku włosia tłustego. Poganiał się batem z żółtawej trawy, przed siebie do bram morza grzechu, fal skręconych jak cienkie jelito, bezwiednie pochłaniał życiorys stwórcy historii niedoszłej. W kolekcji zamierzył mieć funtów bezkres patyczaków niemrawych z kulą u nogi by leczyć i opiekę sprawować nad mentalnym wypadkiem czołowym, w śród dźwięków blachy zgnitej, gnącej się na wzór flagi zerwanej Zamykał pory asfaltu wiejskich terenów nie żyznych, zatrutych pierwiastkiem nieznanym o wzorze wierutnie oddanym, wersetom poddanych, ludzików z kasztanów złączonych iglicą dostojną, dziurawą od spojrzeń miliona widm ludzkich, Załkanych cwaniactwem stajennym, docierał do celów bez sensu piejąc jak kogut bez płota i świtu licząc na finał solidnie związany węzłami z płótna mistyki zmyślonej, krwią ciemną, parzącą zalany, Poruszał kołyską z truchłem okrytym ogonem szatanów śliniących wargi sromów dziewiczych, Zamykał etapy zagadek podłych, Zawiesił swą misje plugawą, sypiąc kwarc zimny w oczy zawiści bijącej z północy kuli prostackiej, Odpryskiem wytartym z pachwiny przygody minionej, oślepł jak rewers taśmy z zagadką wspomnianą z początku końca podróży jałowej. Otarł leniwie mlecz z wieńca sączący z powiek zachwianych łajzowstwem swym próżnym, męczącym duszyczki w kole zebrane, W kole przebitym na dukcie zawiłym, głową żmij bazgranym, z pamięci na opak niechlujnie, jak mańkut bity wiechciem po karku złuszczonym . Ruszył na wprost wybrzeżem mulistym, anemią podparty u schyłku zamiarów lichych, przez wybój spuchnięty, i wyrwy na sercu dudniącym jak stukot kopyta zdartego na winklach skrótów omylnych , łaknący,jak susza pod niebem swej pustki, świadomy przynęty i haka ostrego z zadziorem rdzawym u kresu swej walki. wśród tłumu odarty z koloru bladego, obszyty melodią upadłych, nasączał się zmierzchem i bryzą trującą, uśmiercał kawałki swej woli upartej, aż zarył kotwicą w porcie prześmiardłym nadzieją na litość od życia krótkiego, za wodza przymierzył iskre przygasłą, by trwonić ten żywot jadąc od końca tej drogi na wspólnej już warcie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...