Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

amo71

Użytkownicy
  • Postów

    6
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez amo71

  1. czas teraźniejszy czas teraźniejszy jest z blachy falistej drutu i pary idącej z kanałów zza ciemnej szyby sklepu w której miasto przymierza twarze rano wypełza z kontaktów zimnego kranu popiołu w popielniczce nie przychodzi dumnie nie staje w progu raczej przeciska się przez uszczelki okien pęknięcia farby grdykę rur które całą noc mówiły przez sen na stole leży chleb ciężki jak argument nóż ma krótki błysk jakby ktoś w metalu zostawił nerw za ścianą sąsiad przesuwa krzesło mebluje ciszę na nowo ulica od rana mieli ludzi w zębach przejścia dla pieszych trzyma ich chwilę i wypluwa po drugiej stronie autobusy są wielkimi rybami połykają mokre kurtki parasole zapach taniego tytoniu resztki snu i płyną z brzuchami pełnymi nieobecnych myśli czas teraźniejszy ma dłonie spracowane paznokcie czarne oczy od monitorów czoło złożone jak reklamówka po zakupach siedzi z nami w poczekalniach windach mlecznej lampie nad stołem telefonie który świeci jak tresowana rana czas teraźniejszy nie mówi żyj mówi patrz mięsiste światła zwisające z marketu na kałuże gdzie niebo wygląda jak pobity świadek na gołębia co dziobie frytki z godnością starego aktora na kobietę niosącą siatki jak dwa małe prywatne światy na chłopca który kopie puszkę i brzmi przez chwilę echem całej epoki wszystko tu jest ostre ma krawędzie rysy poświaty i kurz a jednak czasem coś się rozsuwa w szybie tramwaju łyżce kałuży pod neonem oku psa przywiązanego do słupa oto staje się widoczne że świat nie składa się z rzeczy tylko uderzeń oddechów pęknięć chwil które nie nadążają za nami czas teraźniejszy historia bieżącej daty iskra w kablu krew pod skórą miasta pył tańczący w smudze światła jakby to co martwe miało jeszcze ostatni odruch piękna to my kiedy stoimy zupełnie na chwilę nieruchomo między nagłym hałasem a długim milczeniem słysząc jak dzień ostrzy zęby o nasze kości
  2. Zakończenie, odwrotnie do całej bardzo ciekawej zawartości złożonej warstwowo z układu obrazów, trąci jednak zbytnim patosem. Tu bardziej trzeba się postarać. Nie kończyć tekstu na siłę pod naporem emocji. Poszukać obrazu który spina klamrą całość.
  3. Ten wiersz ma bardzo mocny, gęsty oddech. Jest ciemny, cielesny, apokaliptyczny, a zarazem trzymany krótko, bez rozlewania metafor. Czuć w nim ciśnienie, jakby język był tu nie narzędziem opisu, tylko raną, przez którą coś próbuje się wydostać.
  4. Mamy tu językową karuzelę, kabaret absurdu i całkiem precyzyjnie dozowaną głupawkę, która pod spodem niesie coś więcej niż sam dowcip.
  5. Ma ten tekst w sobie coś z ciepłego kadru rodzinnego, który nagle okazuje się tylko światłem odbitym od nieobecności. Warsztat jeszcze do swoistego wysmuklenia, ale obrazowo daje duży potencjał.
  6. są miejsca które nie leżą na mapie wymarłe adresy dzwonki i ludzie z okien wilgoć karmiąca grzyba trwa numer który odpadł od drzwi jak wybity ząb tam się nie wraca tam się rzeczywistość osuwa jakaś klatka królestwo pokątnej uryny gazeta z zeszłego wieku oddech za ścianą ciężki obcy jakby noc miała astmę pamięć tam nie działa i wyłącznik pamięć jak brud pod paznokciem był stół cerata kubek z wyszczerbionym brzegiem światło marne ale wystarczało żeby zobaczyć kto kłamie a kto tylko milczy najgorsze są drzwi one zostają najdłużej udają wyjście z sytuacji grając zapomnianą rolę przy ulicy nieważnej czuć zapach duszonej cebuli szarego mydła mokrego tynku ludzie niosą siatki gadają w bramie są takie miejsca których nie ma w mięsie pod żebrami czarne podwórka na których chowa się noc i wraca z cudzym milczeniem w ustach noszą mnie w sobie te adresy chodzę po zerwanych schodach przez sen tam wchodzę zapach starego dymu przez nagły skurcz wspomnienia lej pamięci wsiąka w zapadlisko wypukłe
×
×
  • Dodaj nową pozycję...