Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

monon

Użytkownicy
  • Postów

    16
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez monon

  1. Babcinka kręci swoje kokosowe ciasteczko. Sieje swoje sieczko. Tańczy wesoło. Malinki ze sobą skaczą wokoło. Wraz nią hulają wszędzie jak mogą. Nogą kopają jak tylko mogą. Robią rozróbę razem. Kilka razy hop hop hop kowadłem. Wszystko się rozwaliło, ale wciąż trwa babcina malina.
  2. Pauczaszkolina. Paukościolina. Paućwiczeniolina. Paurehelina. Paubilitacjalina. Ale zawsze pauradosnolina! Chwytać rączkę kolczastą! Oczy rozszerzają się na widok tego! Wszelka okropność, pełna ludzka starych nienawiść do tego. Miejscowa legenda. Legenda nad legendami!
  3. monon

    Kawiarnia

    Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego. Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni. Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy. – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem. – Kochanie, ale on jest – urwał. – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my? Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości. – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie. – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł. Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję. Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama. Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki. – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku. – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne. – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie. – Jasne. – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle. Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania. – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam. – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon? Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć. – Niestety, ale nie. – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później. – A twój brat ma takie bujne, czarne loki? – Tak! – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało? – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie. – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany. Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać. – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa. – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku. – Jestem Caroline.
  4. Twój smak słodszy. Staje się bledszy. Czuję truskaweczkę. Staje się słodziuteńka. Twoja miodeczka. Pociągasz mnie jak lineczkę.
  5. @Charismafilos Nie byłem pewny czy warto będzie to kontynuować, więc wstawiłem żeby zobaczyć reakcje innych na ten tekst. Zakładam po twojej reakcji, że jednak może powinieniem poświęcić temu więcej uwagi.
  6. 1 Wróciła do domu około dwudziestej drugiej. Była wykończona. Zrzuciła z siebie przemoknięty płaszcz, odkładając go na wieszak. Schowała parasol do kosza. Zniknęła za drzwiami sypialni, unikając tym rozmowy ze swoją młodszą siostrą, Florencją. Objęła i przycisnęła do twarzy poduszkę. Wypuściła z siebie powietrze. Wpatrywała się w zdjęcie, oprawione w ramkę, wykonane z jasnego dębu. Fotografia przedstawiała Anna jako dziecko, stojącą obok mężczyzny w podeszłym wieku. Ania uciekła spojrzeniem w poduszkę. Przez godzinę próbowała zasnąć. W końcu się jej udało. Poczuła ulgę. Przez jej ciało przepłynęło hormony szczęścia. Nastąpił kolejny dzień. Promienia rozświetliły twarz kobiety. Zrzuciła kołdrę z siebie. Upadła kawałkiem na podłogę. Poczuła delikatne zimno po swoich nogach. Odwróciła się i spojrzała na samą siebie w lustrze. Poczuła dziwne obrzydzenie. Niejasne i niepewne. Nie rozumiała dlaczego tak wyglądała. Wreszcie doznała olśnienia. Znalazła się w śnie, lecz nie swoim. Piknęła się małą igłą, która często wykorzystywała do szycia ran, które zgarniała podczas zabaw z jej siostrą.
  7. Zjawiłam się raz. To prawda. Nie pamiętasz mnie. Umarłam. Przebita włócznią. Dlaczegóż ja otrzymałam tak okrutną śmierć? Ja tylko byłam nic nie znaczącą postacią w tym dziele. Dlaczego umarłam? W takim razie… Byłam kimś ważnym? Dlaczego zostałam wybrana? W takim razie. Byłam kimś ważnym. Autor mnie wybrał. Nawet tacy jak ja. Mamy rolę.
  8. Gdzie idziesz? Gdzie idziemy? Gdzie podróżujesz? Gdzie podróżujemy? Skąd jesteś? Skąd jesteśmy? Skąd pochodzisz? Skąd pochodzimy? Bezsens? Bezsens.
  9. „Miotła” Zamiatam i co? Zgarniam i co? Zbieram i co? Co cię to obchodzi? Mnie zwą panna Miotła. Mieszkam w bloku A pod numerem siódemka. Dobrze mi tu. Nie chce zmian. Po co mi one? Jak mi dobrze, co? Wybacz, ale idę sprzątać. „Widelec” Nabijam i wbijam. Lubię zaszaleć. Nie ważne czy łyżka czy widelec. Lubię bo ochotę mam. Nic ci do tego, kochanie. Weź przestań o mnie gadać. Irytację wprowadza tylko. Zaburzenie powoduje. Wybacz, ale mam randkę z panią Łyżką spód szóstki. „Łyżka” Spożywałam zupę, gdy oni znowu. Męczące dla mnie. Przynajmniej niedługo spotkam specjalnego. Zaprosił mnie na niezwykle ważną randkę. Bo pierwsza. Jestem pewna, że czujesz ekscytację, co? Od dawna marzyłam o miłości. Wreszcie mi się to przydarzyło. Wybacz, ale muszę wesprzeć moją przyjaciółkę Miotłę. „Radio” Ja podobno co? O co mnie oskarżasz? Ja niby zagłuszam spokój?! Dobre gadanie. Ja z moją panną nic takiego nie robię. Zwykłe partnerskie przyjemności. To nie grzech przecież. Spójrz głębiej. Tu każdego sekretnie nienawidzi. Wybacz, ale moja ukochana woła. „Nóż” Tak, jestem z Radiem. Wydaję mi się że od zeszłego roku. Oficjalnie. Jestem taka szczęśliwa. Nie rozumiem jednego. Często się denerwuje. A potem sąsiadki mi mówią, że zazdroszczą. Nie rozumiem czego. Wybacz, ale muszę zawołać męża na obiad. „Talerz” Toczę się cały czas. Nie wiem gdzie. Nie wiem po co. Nie interesuje mnie to zbytnio. Ulegam chwili. To jasne. Lubię taki stan rzeczy. Toczę się cały czas. Wybacz, ale mnie nie interesują sąsiedzkie sprawunki. „Telefon” Co ty ode mnie znów chcesz? Daj mi się wyspać? Gdzie ty chcesz dzwonisz? Na policję, powiadasz? Na tego męża? A po jaką cholerę? To dobry pan. Zawsze mi się kłania. Wybacz, ale nie będę donosił na przyjaciela. „Książka” Żyje tu od wielu lat. Lecz nigdy o czymś podobnym nie słyszałam. Boże, zmiłuj się nad nami. Boże, zmiłuj się nad nami. A taki dobry pan z niego był. Żałuję, że umknęło mi to mojej uwadze. Boże, zmiłuj się nad nami. Boże, zmiłuj się nad nami. Wybacz, ale wybierz się do telefonu. On będzie wiedział co robić. „Powietrze w bloku” Ja to wiem wszystko o wszystkich. Chcesz posłuchać? Nie? A szkoda, panie. Mógłbym w nieskończoność. Młodość pani Miotełki. Jak Radio trafił do więzienia. No, dokładnie. Sam się dziwiłem. Bo taki dobry pan z niego jest. Wybacz, ale wracam do obowiązków. „Blok A” Mówiłem. Ostrzegałem. A skończyło się jak zapowiadałem. Co się stało? Pozwól, że wyjaśnię. Tragedia się stała. Mieszkanie Radia i Noża. Puste, lecz czerwone. Sama tragedia. Wybacz, ale mnie zburzą. Nikt tu nie chce mieszkać. „Stół” Oglądałam z boku. Przykro mi było. Mieszkała tam moja siostra. Ale co poradzić? Idę dalej. Moja codzienność. Oglądam telewizję. Robię dania. Witam męża. Dziękuję, że jesteś. „Krzesło” Wróciłem się do domu po pracy. Całuje mnie czule żona. Kochamy się ponad życie. Nie opuszczę jej. Siadam na kanapie. Biorę obiad ze sobą. Moja żona obok mnie. Zjadła już. Dziękuję, że jesteś. „Poduszka” Pogodna. Radosna. Lekka. Na wietrze jestem. Tęsknię za talerzem. Przez całą sytuację przestał się ze mną spotykać. Tęsknię za nim. Pogodziłam się. Dziękuję, że byłeś ze mną przez ten cały czas. „Blok B” Brak najdroższego przyjaciela. Zburzyli go miesiąc temu. Był dla mnie jak brat. Przepraszam, że ci nic nie powiedziałem. Stoję. Moi mieszkańcy są pogodzeni. Są szczęśliwi. Może ja też powinienem. Dziękuję ci Bloku A. „Blok D” A czy ktoś pamięta Blok C? Widzę jak przez mgłę. Dobre rzeczy tam mieszkały. Szkoda, że nikt o nich nie pamięta. Bieda panowała u nich. Ale i tak lepiej im się żyło. Byli po prostu szczęśliwi. Może to wynikało, że nie przejmowali się niczym niż tylko przetrwaniem. Dziękuję, że ja miałem lepszy start. Żałuję, że nie miałem takich rzeczy. Wybacz, ale muszę sobie to wszystko przemyśleć. Ty idź na grób Bloku A. Pozdrów go ode mnie. „Stare mieszkanie i kotek” Pozostawili. Czy czuję gorycz? Nie. Został ze mną ten biały kotek. Dawał mi ciepło, dopóki nie zburzyli całego bloku. Udało mi się znaleźć inne. Ciepłe ognisko. Rodzinna miłość. Dziękujemy za siebie. „Kosz na śmieci” Nóż do mnie chodziła. Miotła do mnie chodziła. Łyżka do mnie chod ziła. Karmili mnie ich zmartwieniami. Ale czy ktoś mnie słuchał? Ze smutkiem przyznaje, że nie. Ale nie mam nic im za złe. Byli jedynymi, którzy do mnie przychodzili. Dziękuję wam za to że sprawiliście że poczułem się czymś.
  10. @marzipan Ja chciałbym tylko dodać, że „Dziewczyna z Zaświatów” jest ostatnią częścią mojego tzw. mini cyklu. Mam w planach umieścić je razem w jednym poście, ale to jedynie dodatkowa informacja. Kolejność cyklu: 1. Dziewczyna z jeziora 2. Dziewczyna w lesie 3. Dziewczyna z Zaświatów Więc jak nie czytałeś/łaś pozostałych, to polecam :) PS. Dziękuję za taką analizę ♥️
  11. Ogarnęła mnie nagła chęć. Nie panowałam nad sobą. Zeszłam na ziemię. Ogarnęła mnie boska siła. Opuściłam głębokie wody. Przekroczyłam leśne krzewy. Pamięć niech mnie prowadzi do Wielkiego Niedźwiedzia. Śpi. Chucha i bucha. Obok niego leży Niedźwiedzica. Na dole śpią maleństwa. Łzy mi poleciały, gdy ich ujrzałam. Nie powinnam czuć. Jestem dziewczyną z jeziora i lasu. Jestem martwa. Jestem nieogarniętą niespełnioną zemstą. Nie chcę dopadać nieprzytomnej zwierzyny. Wystarczy mi fakt, że będzie cierpiał wszelkie bóle. Jak odnajdzie się tam, gdzie trafi. Miód na moje serce. Zaśpiewam wam nutę. Wsłuchajcie się w nią małe dzieci. Posłuchajcie szum jeziora. Wsłuchajcie się w powiew lasu. To ja i mój koniec drogi.
  12. Słuchaj mojej historii. Zaczepili mnie o siódmej rano. Zaprosili mnie na ognisko nad jeziorem. Wśród nich był on. Mój diament. Mój najdroższy. Chciałabym być znowu żywa. Kochałam go ponad życie. Pragnęłam, aby podarował mi miłość swą. Dlatego tam poszłam. Uciekłam z domu. Chwila i nieżywa. Nie zjawili się. Nie byłam sama. Groźny i duży niedźwiedź. Ludzki taki. Otyły i śliniący się. Mówił do mnie różne rzeczy. Odebrał mi wszystko. Nie zdążyłam. Potknęłam się. Kamień w twarz. Padłam. Lepiej dopaść nieprzytomną zwierzynę.
  13. Pogrążyłam się w ciemnych wodach. Przyczyna? Ha. Marzę, aby ją odkryć. Moje jedyne zdanie niech będzie: Znalazłam się w złym miejscu o złym czasie.
  14. Prolog Ten dzień Zapach parzonej porannej kawy towarzyszył ich codziennym spotkaniom przy stole. Omawiali wszystko co mają w planach oddzielnie. Nie mogli pominąć, rzecz jasna, jak to zrobić, żeby zostawić odrobinę czasu dla samych siebie. Mieli jeden zasadniczy “problem”. Nim byłam ja. Kiedy nastał dzień moich narodzin ich świat zmienił się nie do poznania. Choć fakt oczekiwali mnie, a nawet nie mogli się mnie doczekać. Mimo to stałam się dla ich ciężarem. Dla ich ducha korzystania z życia w pełni. Oboje stali się świeczką, która jest uderzana przez podmuchy wiatru. Nie miał kto jej jednak osłonić. Pozostała sama. – Kochanie, wiem, ale nie mamy z kim zostawić Stelli. Za cholerę nie oddam jej w opiekę moich rodziców. – Rzekł w końcu, nie podnosząc wzroku znad ciemnozielonego kubka. Przytaknęła głową. W jej oczach dawno zgasła ta iskra, która go przyciągała do niej. – Czasami się zastanawiam, czy decyzja o dziecku była dla nas dobra. Kocham ją szczerze, naprawdę, ale brakuje dawnych nas. Przez jego przełyk przeleciał ostatni łyk kawy. Odstawił kubek do zlewu. Spojrzał się na moją matkę i zaraz wyszedł z kuchni. Zarzucił na siebie czarny płaszcz, wziął do ręki skórzaną teczkę, taką jak widziałam w bajkach, w których występowali lekarze i wyszedł z domu. – Zobaczymy się wieczorem, Allison. – Rzucił na odchodne chłodnym tonem. Matka wstała mimochodem od stołu, popijając jeszcze kawę przeszła do salonu, gdzie odpaliła telewizor i pogrążyła się w oglądaniu tanich seriali. A ja? Byłam w starannie przygotowanym za czasu pokoju. Przyznam szczerze, że był przepięknie wykonany. Mama miała naprawdę do tego rękę. Nic dziwnego, przecież jest projektantką wnętrz. Natomiast Tata był znanym chirurgiem. Oboje byli podziwiani, a ja zginęłam w ich cieniu. Nie byłam sobą, a jedynie ich dzieckiem. Nazywanie się dzieckiem tych ludzi też jest na wyrost, bo nawet nie było mi nigdy dane, aby się tak poczuć. Ojciec wrócił około dziewiętnastej, ja przez cały czas jego nieobecności nie zamieniłam ani słowa z mamą. Razy, gdy z nią faktycznie rozmawiałam można byłoby policzyć na palcach jednej ręki. Tata usiadł przy kwadratowym i drewnianym stole w kuchni. Matka chwilę później do niego dołączyła. Szeptali. – Wpadłem na pomysł. – Zaczął – Powinniśmy oddać ją do domu dziecka albo zrobić wszystko, aby tam trafiła. Matka parsknęła śmiechem. – Oszalałeś, Jack. – Odezwała się z uśmiechem na twarzy. – Poważnie mówię. Pozbędziemy się jej i odzyskamy to co straciliśmy. Alice, wyobraź sobie. Zawsze chciałaś pojechać do Włoch. Będziesz mogła to zrobić niedługo, zamiast za kilkanaście lat. To najlepsze wyjście z tej sytuacji. – Chwycił jej rękę i przyciągnął do siebie. Złożył pocałunek na niej. Przez cały czas wpatrywał się prosto w oczy mojej matki. – Zostaw. – Wzięła rękę – Daj mi spokój. Od kiedy nie uprawiamy seksu, stałeś się nieznośny. – Nie przesadzaj. Mam ochotę, to ją ci sygnalizuję. – Powiedział niższym głosem. Moja matka wstała i opuściła kuchnię. Zniknęła za drzwiami sypialni, które zamknęła. To czysty sygnał, że tego dnia ojciec jest zmuszony spać na kanapie. Z ust ojca wyszło jedynie przekleństwo. Było skierowane do mnie. Byłam pewna. Jego wzrok mnie przebił. – Do pokoju. – Warknął do mnie. Nie miałam innego wyboru niż tylko go posłuchać. Zamknęłam za sobą ostrożnie drzwi. Tata był zdenerwowany. Nie wolno go bardziej denerwować. Jedna z najważniejszych zasad w tym domu. Kilka miesięcy później Moja mama zabrała mnie dziś do pracy. Pierwszy raz w moim życiu poczułam się jak jej córka. Moje serce nie mogło przestać dudnić przez całą drogę w obie strony. Oglądanie mojej mamy, gdy pracuję było jedną z najprzyjemniejszych momentów spędzonych z nią. Nie mogłam wyjść z podziwu, jak operowała swoją wiedzą. Łączenie kolorów w taki sposób, żeby pokój zdobył do nie rozpoznania wygląd. Wtedy już zrozumiałam, że kochała tą pracę. Relacja z tatą uległa też zmianie. Wczoraj przeczytał mi książkę. Kochali mnie. Upewnili mnie w tym. Szkoda, że tylko w tym okresie mojego życia. Nikt nie przewidywał, że wszystko się rozsypie za sprawą sytuacji. Jechałam z mamą. Z rąk wypadła mi lalka, którą otrzymałam od taty na jedenaste urodziny. Pamiętam jego radosne oczy, gdy przekazywał mi do ręki, a szczególnie kiedy chwalił się wszędzie i wobec, że sam ją uszył. Próbowałam podnieść zabawkę bez odpięcia pasa, ale nie byłam w stanie, więc odpięłam go. Moja mama coś do mnie mówiła, ale nie skupiłam się nad laleczką. Musiałam ją podnieść. To wyjątkowy prezent od rodzica. Nie powinnam pozwolić wtedy, aby upadła. Nigdy by do tego nie doszło. Następne co pamiętam z tamtego dnia były migające w przerażającym tempie światła dużego samochodu, przypominał mi małą ciężarówkę, którą bawił się jeden chłopiec z mojej szkoły. Potem siedziałam z tatą w długim i chłodnym korytarzu. Z obu stron były zielone drzwi z metalową i okrągłą klamką. Na prawo były ogromne i szklane drzwi. Przez nie wyszła kobieta w białym fartuchu. Mój tata wstał z krzesła, przyczepionego do ściany. Kazał mi zostać na miejscu. Posłuchałam się go. Nie chciałam go denerwować. Kiedy tata rozmawiał z kobietą, ja rozglądałam się po korytarzu. Zastanawiałam się, gdzie moja mama. Ojciec mówił, że niedługo wróci. Co wydawało mi się dziwne w tamtym momencie. Matka leżała na takim fajnym łóżku na kółkach. Spała przecież i zniknęła właśnie za tymi drzwiami. Pamiętam, jak moja głowa zaczęła tworzyć historyjki. Pierwsza z nich była o tym, że mama została podmieniona i stała się tą kobietą, która stała przed moim ojcem. Co wydawało mi się prawdopodobne, bo kobieta dotykała tatę po jego klatce piersiowej, tak jak moja mama robiła czasem. Z jednej strony nawet mi ją przypominała. Blond, długie i faliste włosy i rozległe piegi na twarzy. Do tego te urocze złote okulary. Wreszcie tata podszedł do mnie i kazał zejść z krzesła. Kobieta przy nim była. Schyliła się do mnie i powiedziała słowa, które mnie wbiły w ziemię. Stałam tam przez chwilę, jakby mnie zamieniono w kamień, jak to bywało w bajkach. – Nie martw się dziecinko, mów do mnie mamusia.
  15. Nieświadomość o tym miejscu przybija moje serce jak tego na krzyż! Czuję się zagrożona, lecz pojawia się to! Pochłaniam go jak najszybciej, czuję się dobrze. Nie chcę wiedzieć. Nie chcę widzieć. Ściany się zburzyły. Otworzyły mi oczne drzwi na inność. Widzę ich ból, dostrzegam go. Dlaczegóż inni tego nie potrafią? Lecz pojawia się on. Pochłaniam go jak najszybciej, aby poczuć się lepiej. Nie chcę wiedzieć. Nie chcę widzieć. Czuję smutek, lecz mnie on ratuje. Czuję smutek, że tylko na chwilę. Czuję się zagrożona, że mnie wciągną w ich wir złości między sobą. Czuję się zagrożona, że nie będę w stanie czuć miłości. Nie chcę wiedzieć. Nie chcę widzieć.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...