To dopiero początek.
Pierwsza noc.
Pierwsze zderzenie z rozłąką.
Cichy krzyk w głowie
nawołujący samotność
w pełnym pokoju śpiących —
skazańców takich jak ja.
Nad ranem pojawiłaś się,
piękna jak zawsze,
na milisekundę.
Nie zdołałem cię zatrzymać.
Rodzą się pąki białych róż.
Galowe mundury w blasku słońca.
Półbuty lśnią niczym lustro.
Karabiny przygotowane do salwy.
Pluton w szyku.
Z dłoni matki zwisa medal.