orkan11
Użytkownicy-
Postów
31 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez orkan11
-
Księżyc zawsze ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil. Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości. Targany zazdrością żałuje, że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.
-
Wdech i wydech Głośne i nieme życie Ciemność rozświetla W niej ukojenie Prawda o sobie I melancholia Dzień boli układem rysów twarzy Tchnie formą Noc przytula Sączy prawdę O błogosławiona uboga siostro szczęścia I znów rytmiczny Wdech i wydech I myśl o kolejnym Martwym ruchu płuc
-
2
-
Zaskoczyć może każda Nawet najbanalniejsza chwila Zadziwić blask tafli morza I cisza skalistego brzegu Lecz prawdziwe zdumienie Może być tylko udziałem Drugiego człowieka Być blisko ale nie tuż obok Trwać ale nie współodczuwać Przeczuwać lecz nie dowierzać Patrzeć lecz nie widzieć - oto paradoksy dzisiejszych czasów
-
3
-
@viola arvensis Dziękuję. Miłego dnia!
-
@Berenika97 Dziękuję, pozdrawiam serdecznie :) @Mitylene Trafiłaś w punkt! Pozdrawiam:)
-
U mnie wiatr zachodni w porywach zmiennych A mimo to nie czuję cię mocniej Za oknem ruch a w środku miarowy stukot zegara Wbrew logice nie słyszę cię wyraźniej Choć warunki są sprzyjające Ciebie uparcie tu nie ma...
-
W samotności zawsze będę sam. Myślałem, że znalazłem azyl, Naiwnie wierzyłem, że jest gdzieś nirwana. Tymczasem prawda, Że ból istnienia muszę znosić w pojedynkę, Dotarła do mnie niespodziewanie w słoneczną niedzielę. To są łzy rozpaczy. To są krople wielkiej tęsknoty za tym, co utracone. A może za tym, czego nie było, Czego pragnąłem, a nigdy nie otrzymałem. Nagi, bezbronny I jeszcze bardziej samotny Muszę iść. Myślałem, że TO już nie wróci. Naiwnie wierzyłem, że będę szedł już tylko ku słońcu. Jednak chwila słabości kosztuje zbyt wiele...
-
Myśleli, że są wybrani z tłumu Że nikt jak oni i nikt prócz nich Liczyli wieczory Tęsknili Obawiali się rozstania Zapewniali się Zakłamywali rzeczywistość Zaklinali przeznaczenie
-
Uśmiech na twarzy nie musi oznaczać życzliwości, Podobnie jak krzyż na piersi nie świadczy już o miłości. Czyż Samarytanin nie potrafił kochać? Szczere życzenia nie zapewniają pomyślności, A bezgraniczna miłość nie otwiera każdego serca. Miarowy oddech dziecka nie tłumi lęku o jego przyszłość. Młodości prędko do dorosłości, A starość zachwyca swą niedojrzałością. Mądrość daje poczucie niewiedzy, A nietęgie umysły lekko interpretują rzeczywistość. I samotność bywa błogosławieństwem, A małe gesty potrafią zostawić trwałe ślady. Cierpieniu można nadać sens A z każdej łzy wydobyć promyk nadziei. Prawe życie nie bywa łatwe, A lekka śmierć i tak pozostaje ciężarem dla bliskich.
-
Lubię w poezji samotność i ciszę niewypowiedzianych słów. Lubię, gdy to, co we mnie, nie ma jeszcze kształtu i nie zastyga w pozie znaków, lecz kłębi się, kotłuje i stara przedrzeć ku świadomości, by zaistnieć. Lubię rytm ściennego zegara, miarowo odmierzającego sylaby w sennym tempie głuchej nocy. Lubię nie wiedzieć, co wydarzy się w akcie ostatnim tworzenia. Lubię odkrywać to, co nieodkryte. Lubię uświadamiać sobie siebie w samotności i ciszy. Nie lubię dzielić się sobą.
-
Mogę patrzeć i widzieć. Dane mi jest słuchać i trwać, Podążać na gapę ścieżką Prowadzącą w cud, Spoglądać w pąki serc I doświadczać rozkwitu. Praca jak praca. Wzloty i upadki. Gorzkie poranki i księżycowe noce. Misja jednak niezwykła. Bezbronny uśmiech, Motyle oczu, Pragnienie obecności, Kod, który łączy, a nigdy nie oddala. Brak pytań. Poczucie spełnienia. Wiara w sens.
-
Z nadzieją jest mi do twarzy Nie z uśmiechem czy dumą Lecz zwykłą ufnością Nie reguluje brwi Nie wygładza czoła Nie retuszuje cieni A jednak uszlachetnia Poprawia apetyt na życie Otula pluszem serdeczności
-
4
-
Chciałbym do ciebie napisać I czekać z drżeniem znów Kiedy pojawi się zieleń A z nią słodki potok słów Na blask księżyca doświadczyć Ciepła błogiego dreszcz I chociaż w snach zobaczyć Przy dłoni mej twoją też Chciałbym do ciebie napisać Poczuć niepewność i lęk Twa obojętność i cisza Zabiera ostatni dech
-
5
-
Uzewnętrzniam się na zewnątrz, w środku pustkę mam. Chcę, by to o mnie wiedziano, czego nie wiem sam. Tworzę wizję kogoś, kto istnieć nie ma prawa. Udoskonalam siebie – twórcza to zabawa. Jestem przystojny, mądry, mam ciało Achilla. Tu w szczęściu i radości mija każda chwila. Wirtualna rzeczywistość dodaje mi wiary, Tu mogę być wreszcie nad wyraz doskonały. Co dzień wpadam bezmyślnie w otchłań szczelnej sieci, Zatracam się w tym świecie jak w zabawie dzieci. Wciąż szukam aprobaty, dowodów uznania, Poklasku i szacunku, i adorowania. Na jawie pewność siebie nie jest już taka pewna, Umysł nie bywa tak bystry a mowa wylewna, Mięśnie nie tak sprężyste, głos nie tak ponętny, Włos nieco siwiejący a brzuch lekko wzdęty.
-
Twój koc kładzie się miękko na skórze, Otula bezszelestnie niczym chmury szczyty Tatr. Czaruje. Co będzie efektem tej magii, nie wie żadne z nas. Miarowe drgania Twych gorących tętnic buzują we mnie w tej jesienno-zimowej scenerii. Kim jesteśmy dla siebie wtuleni w tym iglastym niebie? Czego pragniemy targani swoim milczeniem i potęgą natury? Dym z krakowskiego komina zakłóca sakralność tej sceny. Krzyczy, że dwadzieścia trzy metry nad ziemią nie ma miłości. Biały demon gwałtownie zamienia nasze marzenia w gorzki smog. A jednak... Jeden policzek, tysiąc ruchów serdecznego palca, I znów przed oczami tylko widok znajomych, dobrych Szczytów. One przetrwały niejedną apokalipsę I stanowczo wlewają w dwa strwożone serca pewność, Że to tu i teraz nie może być tylko złudzeniem. Stary, wyleniały Koc-Czarodziej.
-
4
-
Te same ulice A inne kroki Zaułki pełne tajemnic Nie kuszą Lekkim drżeniem powietrza Przemierzam stare dachy Zaglądam łapczywie w drzwi kamienic Nie oczekując zdziwienia To już tylko miasto Fontanna bezimiennych brył Piaski ludzkich głów I śmiech majowych par Nawet kocia twarz poetki Nie wzrusza jak kiedyś Gdybyś tylko tu był...
-
@wierszyki Dziękuję za refleksję. Również pozdrawiam i życzę dobrego dnia!
-
@Myszolak Dziękuję. Pozdrawiam!
-
@KOBIETA Dziękuję za Twoje emocje. Serdecznie pozdrawiam!
-
Leć ku obłokom Puszczam sznur Nie wracaj z wiatrem Nie kołuj nade mną Płyń własnym prądem Bawiłem się z tobą Lecz minął ten czas Gdy kasztanowe barwy Kusiły mój wzrok A błogi szelest skrzydeł Pieścił skórę Fruń Zerwij naszą nić Wędruj wysoko I nigdy nie spadnij Szybuj Czuj wolność Zostaw mnie
-
@vioara stelelor Dziękuję za pogłębioną refleksję. Przesyłam serdeczności!
-
Bałem się jej Przecież przyszła nie w porę A mimo to chłonąłem jej smak Kurczowo zamykając powieki By zatrzymać ją na dłużej Była tylko moja Grzeszna i nierealna Otwierała różne drzwi Dotykała ciemości Ile w niej było prawdy A ile słodkiego marzenia? Sprawy mają się inaczej... Napisz, jak będziesz... Przyjaźń. Słowa, słowa, słowa! Śniłaś mi się w nocy. Napisz tylko Czy u ciebie wszystko w porządku Wszystko w porządku Dobrze, że chociaż u ciebie...
-
Stojąc na rozstaju, waham się. Niełatwo przecież zdecydować się na zmianę. Pokusić się o nią dużo łatwiej, Mówić o niej, marzyć i śnić o wiele prościej. Gdy czuję tchnienie tego, co nieznane, Waham się, choć wiem, że nie mam wyboru. Ten nikomu niewypowiedziany strach paraliżuje I zmusza do sztucznego uśmiechu pewności, Że to właściwa droga i nie może być lepszej. A jednak oglądam się za siebie, Oglądam może zbyt często, Oglądam może zbyt tkliwie, I patrzę na to, co porzucam z własnej woli. I nie jest mi łatwiej, Choć wiem, że w tej sytuacji Wahać mi się nie wypada.
-
W Gorców dziedzinie, u stóp niemego Turbacza, Gdzie jaworów procesja podąża wśród wierchów, W chałupie, której piersi tulą się do świerków, Wciąż tli się nikła cząstka Orkana-tułacza. Zieloność pochłania tę przestrzeń mistyczną, Gdzie myśl i duch krążą w poświacie słonecznej A pstre korowody tęsknoty odwiecznej Wirują po gontach litanią liryczną. Och, kimże On dla tych, co po Nim zostali? Wspomnieniem? Bezmyślnym ulicy nazwaniem? Bo zda się – nie dumą i umiłowaniem! Czy spotkam gdzieś może tych, którzy czytali? Nie… nie stawili Mu pomnika spiżowego, Na skronie nie włożyli wieńca laurowego.
-
Procesja śnieżnobiałych skał od wieków podąża w tę stronę. Karawana nie osiąga jednak swego celu i tkwi niewzruszona w swym statycznym majestacie. Ze Stumorgowej Hali obserwuję tę wędrówkę i w głuchej ciszy dziwię się niemocy wszechpotężnej natury. Na przeciwległym biegunie majaczą wieczorne światła Wielkiego Miasta. Zamykam szczelnie oczy i widzę gwar ulic, czuję ruch masy i maszyny. A tu, no cóż… Cisza. Tu myśl ucieka do tego, co ulotne, pozornie nietrwałe, dla świata małe. Tu dusza pielgrzymuje ku innym wymiarom.
-
2