-
Postów
19 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Krzysztof Pokrzywiec
-
Rozrachunek - Akt I
Krzysztof Pokrzywiec opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Zostaliśmy tu wezwani, pośmiertnie. Rytm zgubiony, nie do wyleczenia. Wszystko odejdzie ulotnie. Byłeś kwiatem w mej butonierce. Wykonanym w szybkiej fuszerce. Zgubionym gdzieś prze życie. Znałeś rzeczy, których żałuję. Myślałem, że to mnie ratuje. Anioł, który upadł. Oddał mnie do piekła. I nie chciał wypuścić. Oskarżyciel, winny, sędzia Zakochana para… Lek i niewiara Siedzą w kaftanie Fałszywe wysłuchanie. Ślepe fantazje i sny Wieczna jego racja Moja głupota, pokora Gdy prosiłem o miłość. Zbrukany oddech Złamany głos Prosił byś Mnie nazwał jak dawniej. Zamknąłeś nas W szklanej klatce. Okradłeś mnie z kolorów. Lunatykowałem więc Twój strach i gniew Mój wstyd Nasz ból. Mój Ból. Odszedłeś. Lato powróci. Lecz bez ciebie.-
2
-
Puste Miejsce - Akt I
Krzysztof Pokrzywiec odpowiedział(a) na Krzysztof Pokrzywiec utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Pięknie powiedziane, dziękuje za te słowa -
Puste Miejsce - Akt I
Krzysztof Pokrzywiec opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Raz w życiu, zdarza się Taki dar Ekwiwalent. Za twe dzieje całe. Partner w zbrodni i na scenie. Z którym jesteś jak dwa cienie Przez jedno drzewo rzucane. I modlisz się, żeby nie okazał się snem. Leczy gdy się burzowe zbiorą chmury. Już wiesz, że obudzić się czas z koszmaru. Purpurowe policzki zwęglone. Umarło. Nasz duch Oddany strachowi. Zawiesił na szali szczęście i siłę. Powieszoną na pętli tych słów Rezygnacji, co spalały teatry. Głosiłem ci, w oczy wielkie przemowy. Teraz ciche echo nie bije już barw. Nikt, nie widzi jak płaczę nocami. To ty mnie trzymałeś mocno rękoma. Gdy stres mnie ranił atakami wieloma. Oddałem ten czas, zawierzyłem go w Lato. Zawiązaliśmy uczucia na szczycie tajemnic Szukając wciąż siebie znalazłem to w tobie. Lecz ile jest warte coś co tak łatwo runęło? Dziś nie słucha już nikt choć widownia Pełna. Nie słucha mnie on. Jedno puste miejsce Tyle w duszy trawi żalu. -
Obyś i Ty - Akt I
Krzysztof Pokrzywiec opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Jak uwierzyć, w rzeczywistość mam? I że daleki, po horyzont świat? Kiedy zamknąłeś mnie ciasno, W labiryncie, własnych strachów. Dziś dostajesz ciszę na usługi. Dziś już wiesz. Jak to jest, gdy echo gra. Wiadomości co wilżą oczy. Turbulencje, normalna sprawa Ma je każdy pilot w świecie. Wiele rzeczy psuje stabilność. Odwaga to powinność Lecz, nie u ciebie. Wszystko, odchodzi z lawiną I nowe się szczyty piętrzą. Pod słowem o nowym tonie. Żyję, w zapomnieniu o tobie. Złamane serce, jest okej. Gdy oderwiesz się od ziemi. Nagle drżysz, ciśnienie skacze szalone, Jak niepewność w sprawy utajone. A gdy cię olśni, słońce nad chmurami. Gdy zobaczysz, świat wspaniały. Gdy się ludzie, staną mrówkami. Złamane serce, zginie za zasłonami, Tak jak zginąć powinny twe strachy. Gdy cię trzymałem za rękę nocami Leczy ty wolałeś w izolatce paść. I w ciszy obserwować zza rogu. Lecz wiesz co? Jest dobrze. Złamane serca są okej. I znikają, w pyle świata wielkiego. Więc trzymaj się niemy druhu. Obyś nad chmury wzleciał i ty. -
Marne przedstwienie - Akt I
Krzysztof Pokrzywiec opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Scena błyszczy od świateł. Słychać oklaski zza winkla, Ktoś wstał, ktoś gdzieś gwizda. Czy nie powinienem być pełen? To było udane, marne przedstawienie. Gdy schodzisz ze sceny, uśmiech. Od ucha do ucha nie szczery. Nawet kiedy umrzeć chcesz, Kiedy oddech płytki doję. Marne przedstawienie musi trwać! Za sceną, gruba kurtyna chroni, Przed wzrokiem ludzi dalekich. Alkoholiczny wypływa nie rozwój. I męczy mnie ta myśl przy whisky, Że zaraz muszę znów tam wskoczyć. W kółko nie pokazuj łez, szczerz się. Głowa do góry, idziesz w prost. Co z tego że dusza już pogrzebana. Że serce gdzieś leży pod sceną. Marne show wciąż musi trwać. Reżyser nie mówi stop, Scenariusz ma gotowy. kwestie wkłada do głowy. Pod maskę z iskier Niech nie widzi, nikt mej twarzy. Płacz tylko w samotności, Kiedy nie ma naszych gości. Nie słuchaj smutnych nut, Weź nie chwal się tym! Złamane serce nie jest modne. Nie sprzedają się twe smutki, Nie chcę widzieć ich plakatów, Nie chcę widzieć co zrobiłem. Takie myśli myślę ma. Mój reżyser, życia pan. Reżyser mówi załóż maskę. Me łzy pod nią, jego są winą Ja go nie obwiniam. Lecz niech nie mówi, Że łatwo jest grać, bez drugiego aktora.-
1
-
Teatr złamanych serc - Akt I
Krzysztof Pokrzywiec odpowiedział(a) na Krzysztof Pokrzywiec utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Leszczym Dokładnie tak! Mam te same spostrzeżenia o dzisiejszym świecie. Często nie dopuszczamy kogoś do siebie i nie jesteśmy dopuszczani do kogoś. Niestety gdzieś w tej codziennej pogoni zapominamy by się zatrzymać i spojrzeć na człowieka oczami, a nie ekranem… -
Teatr złamanych serc - Akt I
Krzysztof Pokrzywiec odpowiedział(a) na Krzysztof Pokrzywiec utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Leszczym W sumie nie masz za co, to kocham w poezji, że tak bardzo można się nią bawić @Leszczym tylko, że ja nie wspomniałem o żadnej kobiecie… i też w sumie nie mam zamiaru żadnej podrywać. 🫡 -
Teatr złamanych serc - Akt I
Krzysztof Pokrzywiec odpowiedział(a) na Krzysztof Pokrzywiec utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@vioara stelelor litości mam w sobie zazwyczaj dość dużo, ale nie rozumiem w czym problem. Możesz wyrazić swoją opinię troszkę jaśniej? Chętnie przyjmę jakąś konstruktywną krytykę @Leszczym tylko, że ja nie wspomniałem o żadnej kobiecie… i też w sumie nie mam zamiaru żadnej podrywać. 🫡 -
Teatr złamanych serc - Akt I
Krzysztof Pokrzywiec opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Znalazłem w sobie mgłę cnotliwą. Skruszała ozdobą w tobie pętliwą. Od punktu, do punktu Wyśpiewywałem łzy. Postanowiłeś, na scenę wejść wspólną Wygłaszać tą elegię powtórną. W teatrze mego serca Szczerzysz swe kły. Ten sam głos we zwrotkach, Głosił gładząc głowę Że piekło Dantego przejdzie. To ten sam głos, Co się zdziera w refrenie Że nie umie, już się kochać we mnie. A ja kochałem. Ja przysięgałem. Kochać cię nawet wtedy. Byłem złamany w pół Ty się stałeś herosem. Dziś spalasz mosty, Brodząc, sztyletem w mej piersi. Stworzyłem cię Aniołem. Ale ty zamarzasz na dole. Wergiliusz umarł w Lecie, Zostawił zgliszcza. I otworzył Teatr złamanych serc. -
Wrócić Tam -Akt I
Krzysztof Pokrzywiec opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Chciałbym znów powrócić tam, W strony, tak odległe nam. Za górami szczerbionymi gdzieś, Za lasami, zbyt gęstymi by przejść. Gdzieś tam pośród bajek stron. W wysokich wieżach żyją księżniczki, O dobrych sercach, co tępo czekają. Aż je głupie uratuje, książę z bajki. Jak naiwne i bezsilne są one, Lecz jakie serca mają szczęśliwe... W bajkach, gdzie smoki szaleją. Wszystko jak nici jest proste. Wystarczy iskra gdzieś w oku, Spojrzenie w deszczu, na polanie. Od razu zjawia się miłość i kochanie. Dziś, gdy zakochujesz się z chemią, Patrzysz w gwiazdy, mówiąc „ to jest to”. Nigdy nie wiesz, kiedy twój świat się zawali. A wspólne drogi wydrążą koleiny. Tylko w bajkach, żyją czyste miłości. Chcę utknąć w tym stanie barwionym, Gdzie nie czuć bólu i gniewu. Gdzie serce pozostaje uczciwe, Bez rysy. Lecz dziś tracę iskry, barw z mej twarzy. Nocami wracam do opowieści, I do czasów dzieciństwa. Gdzie zanurzeni w różu, Myśleliśmy, że wszystkich czeka, Miłość wprost jak z Disneya. Spalają kolejne strony za stroną. Topnieją woskowe twarze aktorów. Idealne w swych rysach w postawie. To nie jest świat fantazji, ni baśnie. Tutaj miłości są trudne, brutalne. -
Casting - Akt I
Krzysztof Pokrzywiec odpowiedział(a) na Krzysztof Pokrzywiec utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Marek.zak1 Oczywiście, że działa w obie strony. We współczesnym świecie szukanie miłości często sprowadza się do przeglądania profili i katalogowania ludzi, zamiast zmusić się do prawdziwego poznania drugiego człowieka. -
Gdzies tam w Weronie. Gdzie pory roku ulotne. A posągi mówią lirycznie Powieści erotycznie, mistycznie. W snami lśniącym ogrodzie, Gdzie czerwień róż krzaczastych Odbija biel księżyca śpiącego… NIE NIE NIE! ZBYT ROMANTYCZNE, …Muszę to jakoś podkręcić. W ogrodzie cierni zdrad. Romeo, w reflektorze Julkę ślepo castinguje. Zejdź z balkonu, to cię wypróbuję. Stań na scenie, pokaż nam! Swe najlepsze Najlepsze w życiu ruchy. Niech Werona Zobaczy co kryje. A ja ocenię, Czy można cię kochać:0 Oh hej! Wyglądasz w tym pięknie! Przesunę cię w prawo. Masz ładne łydki! Więc brawo! Ciebie w lewo… Za tą twarz. Lewo, lewo, prawo, lewo... Zabawmy się znów! Gdy nie odpiszę, Cóż, problem nie mój! Skrzętnie wybieram obiekty Kolekcjonuję, jak Pokemonów karty. Chcesz być jedną z nich? Kocham ta grę, Ja wybieram. Ty płaczesz. Co chcesz wiedzieć kochanie? Ćśś, z tym krokiem nie mów wcale. Bo Kupidyn… ominie mnie bokiem. To toksyczna gra Ekscytująca gra. Rozgrywka bez kości Palce suną po planszy ciał. A gdy wychodzisz, Następne lewoprawo. Wszyscy gramy w tą grę, Licząc na miłość z księżyca, A to tylko sztuczne podchody. Gdzie się podziały prawdziwe zaloty? Lewo, prawo, prawo, lewo. Jak w kasynie, przegrasz. W ruletce z serc. Kto w nią nie grał, Niech przeklnie. Kochamy momentami. Na scenie, ranimy kobiercami. Osadzając się w rolach Chwilowych aktorów. By zniknąć ze swych żyć. By zniknąć znowu z mojego…
-
Pomarańczarska Baba
Krzysztof Pokrzywiec opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Obszyte starymi szmatami, Lico Rzeźbione rycinami wiedzy Ręce, Spróchniałe od pracy. Zmarznięte policzki, Suche Łzy szklące na mrozie. Podkreślają błękit żył pod skórą. Wychowała pokolenia. Miasto. Pełne. Pędzące. Prezydentów, żebraków i cieśli. Łono rozerwane. Już dawno nie dziewica Zbrukana wszystkim co ludzkie. Nauczyła się żyć Gdy ją wołają staruchą. W koszyku pomarańcze. Tanio! Tanio pomarańcze! Wszystkie te same, poobijane. Prócz jednej białej, lśniącej! Jak ona za młodu. Owoc żywota Którego podgniło Życie. I ludzie. I rewers i Amen. -
Obdarta z kolorów miedzi, Mieści w sobie cały świat. Od poczęcia, poród i studia Walczy i broni. Światło na dłoni. I blask w sercu Wyczekuje Kiedy wrócę do domu. Pierwsza kobieta w mym życiu. Jej twarz lśni we wschodzie Pomrukuje w zachodzie. Nowego Jorku o zmierzchu.
-
4
-
Uwięziona ze zwierzem na wieki. Pod olejną zaprawą. Sierść owija jej suknię. Wchodzi do ust, gryzie. Gronostaj, zwierz łapczywy. Podgryza jej paliczki, Zrywa skórki i szkliwo. A ona milczy. Malowana w jednej pozie Kilka miesięcy, zawsze z nim. Nawet tytuł oddaje - Dama Z dumnym Gronostajem. Po wiekach oglądają ja ludzie. W krakowskim Luwrze. I zamiast widzieć jej płacz. Kochają zwierzę na jej rękach.
-
Maryśka, nie zawsze dziewica. Tańcem i słowem sławiena. Marianna, Co nie chciała męża. Grała, na scenie we fleszach. Bukiety zbierała na freskach. A ludzie ją uwielbiali Madonnę z obrazu. Raz zszedł anioł i runęło. Brzuch narósł i urodziła. A gazety pisały: Maryśka, już nie dziewica! Wybierała resztki ze zlewu, Karmiąc dziecko na rękach. A Józef, męczennik po pracy Jak z krzyża zdjęty, pragnął obiadu. Gdy skóra wiotka się stała, A powieki na oczy opadły. On siedzi w fotelu. A ona. żyje już tylko w dzieciach. Wnuki głoszą słowo. Stały się jej światem. Jej z martwych wstaniem.
-
Muszla rozwarta. Piana się piętrzy, wylewa. Albatrosy krążą nad głową A łabędzie opływają. Jej narodziny. Zefir ją doprowadza do brzegu. Dmucha, a wiatr huczy w uszach. Rozwiewa boskie włosy. Pierś odkryta. Marznie na plaży. Pora roku się zmienia Z lata, dziwnie na wiosnę. Hora okrywa Wenus ramiona. Chowa przed światem muszlę. A młoda krew wrze. Rozsiewa miłość i potencję. Odważnie piersi pręży. Burzy spokój Posejdona. Uważaj Wenus na słowa! Nim odetną ci ręce.
-
1