Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Krzysztof Pokrzywiec

Użytkownicy
  • Postów

    7
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Krzysztof Pokrzywiec

  1. Znalazłem w sobie mgłę cnotliwą. Skruszała ozdobą w tobie pętliwą. Od punktu, do punktu Wyśpiewywałem łzy. Postanowiłeś, na scenę wejść wspólną Wygłaszać tą elegię powtórną. W teatrze mego serca Szczerzysz swe kły. Ten sam głos we zwrotkach, Głosił gładząc głowę Że piekło Dantego przejdzie. To ten sam głos, Co się zdziera w refrenie Że nie umie, już kochać się we mnie. A ja kochałem. Ja przysięgałem.. Byłem złamany w pół Ty się stałeś herosem. Dziś spalasz mosty, Brodząc, sztyletem w mej piersi. Stworzyłem cię Aniołem. Ale ty zamarzasz na dole. Wergiliusz umarł w Lecie, Zostawił zgliszcza. I otworzył Teatr złamanych serc.
  2. Gdzies tam w Weronie. Gdzie pory roku ulotne. A posągi mówią lirycznie Powieści erotycznie, mistycznie. W snami lśniącym ogrodzie, Gdzie czerwień róż krzaczastych Odbija biel księżyca śpiącego… NIE NIE NIE! ZBYT ROMANTYCZNE, …Muszę to jakoś podkręcić. W ogrodzie cierni zdrad. Romeo, w reflektorze Julkę ślepo castinguje. Zejdź z balkonu, to cię wypróbuję. Stań na scenie, pokaż nam! Swe najlepsze Najlepsze w życiu ruchy. Niech Werona Zobaczy co kryje. A ja ocenię, Czy można cię kochać:0 Oh hej! Wyglądasz w tym pięknie! Przesunę cię w prawo. Masz ładne łydki! Więc brawo! Ciebie w lewo… Za tą twarz. Lewo, lewo, prawo, lewo... Zabawmy się znów! Gdy nie odpiszę, Cóż, problem nie mój! Skrzętnie wybieram obiekty Kolekcjonuję, jak Pokemonów karty. Chcesz być jedną z nich? Kocham ta grę, Ja wybieram. Ty płaczesz. Co chcesz wiedzieć kochanie? Ćśś, z tym krokiem nie mów wcale. Bo Kupidyn… ominie mnie bokiem. To toksyczna gra Ekscytująca gra. Rozgrywka bez kości Palce suną po planszy ciał. A gdy wychodzisz, Następne lewoprawo. Wszyscy gramy w tą grę, Licząc na miłość z księżyca, A to tylko sztuczne podchody. Gdzie się podziały prawdziwe zaloty? Lewo, prawo, prawo, lewo. Jak w kasynie, przegrasz. W ruletce z serc. Kto w nią nie grał, Niech przeklnie. Kochamy momentami. Na scenie, ranimy kobiercami. Osadzając się w rolach Chwilowych aktorów. By zniknąć ze swych żyć. By zniknąć znowu z mojego…
  3. Obszyte starymi szmatami, Lico Rzeźbione rycinami wiedzy Ręce, Spróchniałe od pracy. Zmarznięte policzki, Suche Łzy szklące na mrozie. Podkreślają błękit żył pod skórą. Wychowała pokolenia. Miasto. Pełne. Pędzące. Prezydentów, żebraków i cieśli. Łono rozerwane. Już dawno nie dziewica Zbrukana wszystkim co ludzkie. Nauczyła się żyć Gdy ją wołają staruchą. W koszyku pomarańcze. Tanio! Tanio pomarańcze! Wszystkie te same, poobijane. Prócz jednej białej, lśniącej! Jak ona za młodu. Owoc żywota Którego podgniło Życie. I ludzie. I rewers i Amen.
  4. Obdarta z kolorów miedzi, Mieści w sobie cały świat. Od poczęcia, poród i studia Walczy i broni. Światło na dłoni. I blask w sercu Wyczekuje Kiedy wrócę do domu. Pierwsza kobieta w mym życiu. Jej twarz lśni we wschodzie Pomrukuje w zachodzie. Nowego Jorku o zmierzchu.
  5. Uwięziona ze zwierzem na wieki. Pod olejną zaprawą. Sierść owija jej suknię. Wchodzi do ust, gryzie. Gronostaj, zwierz łapczywy. Podgryza jej paliczki, Zrywa skórki i szkliwo. A ona milczy. Malowana w jednej pozie Kilka miesięcy, zawsze z nim. Nawet tytuł oddaje - Dama Z dumnym Gronostajem. Po wiekach oglądają ja ludzie. W krakowskim Luwrze. I zamiast widzieć jej płacz. Kochają zwierzę na jej rękach.
  6. Maryśka, nie zawsze dziewica. Tańcem i słowem sławiena. Marianna, Co nie chciała męża. Grała, na scenie we fleszach. Bukiety zbierała na freskach. A ludzie ją uwielbiali Madonnę z obrazu. Raz zszedł anioł i runęło. Brzuch narósł i urodziła. A gazety pisały: Maryśka, już nie dziewica! Wybierała resztki ze zlewu, Karmiąc dziecko na rękach. A Józef, męczennik po pracy Jak z krzyża zdjęty, pragnął obiadu. Gdy skóra wiotka się stała, A powieki na oczy opadły. On siedzi w fotelu. A ona. żyje już tylko w dzieciach. Wnuki głoszą słowo. Stały się jej światem. Jej z martwych wstaniem.
  7. Muszla rozwarta. Piana się piętrzy, wylewa. Albatrosy krążą nad głową A łabędzie opływają. Jej narodziny. Zefir ją doprowadza do brzegu. Dmucha, a wiatr huczy w uszach. Rozwiewa boskie włosy. Pierś odkryta. Marznie na plaży. Pora roku się zmienia Z lata, dziwnie na wiosnę. Hora okrywa Wenus ramiona. Chowa przed światem muszlę. A młoda krew wrze. Rozsiewa miłość i potencję. Odważnie piersi pręży. Burzy spokój Posejdona. Uważaj Wenus na słowa! Nim odetną ci ręce.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...