wszyscy
jak liście co w światłach poranka
unoszą się na chwilę by opaść bez echa
w pamięć ziemi co nie zna imion
wszyscy
jak ptaki co głosem kres znaczą
na niebie rozdartym skrzydłem wschodu
lecz nikt nie pamięta ich śpiewu
bo już inny śpiew
przykrył poprzedni
wszyscy
jak rzeki co w snach kamieni
szukają drogi do morza
lecz giną w piasku
zanim zdążą poczuć słony smak końca
wszyscy
zagubieni jak listy bez adresu
targane wiatrem przez puste pola
gdzie nikt nie czeka na słowa
wszyscy
jak podróżni spoglądający w okno pociągu
w którym odjechały ich lata
wypatrują tam peronu
gdzie pusta ławka i zardzewiały zegar