Nigdy nie znałem jej rąk ciepła,
Nie tuliła mnie do snu.
Jej oczy - zimne jak tafla szkła,
Bez słowa mijały mnie tu.
Nie znałem szeptu, co koi strach,
Nie czułem dłoni na skroni.
Cisza mieszkała w matczynych łzach,
w sercu, co nigdy nie dzwoni.
Nie było ramion, co ukołyszą,
Ni było głosu, co cicho szepcze.
Miłość - zagadka, słowo bez treści,
Którego sensu nie mogłem zmieścić.
Teraz wciąż szukam, wciąż się łudzę,
Że w obcych rękach to znajdę - cudze,
ale choć wargi dotykam drżące,
Choć słyszę szepty, ciepłe i lśniące,
Wciąż czuję pustkę, głód niepojęty,
Wciąż serce bije jak zegar zaklęty.
Mówią, że pragnę, że chcę zbyt wiele,
Że wciąż od kobiet odbieram dług.
Lecz w mojej piersi bije to serce,
Którego matka nie nauczyła czuć,
A im więcej biorę, tym więcej brakuje,
W objęciach nie gasną te dawne rany.
Dusza się łudzi, choć dobrze czuje,
Że głód ten jest nieugaszony.