Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Mel666

Użytkownicy
  • Postów

    4
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Mel666

  1. Mój bóg zapuścił długie włosy, Pije wódkę tam, gdzie są wyrzutkowie. Uśmiecha się, gdy gardzi się nim, bóg chaosu, nie królewski syn. Mieszka w squacie, co się rozpada, W świecie dymu, gdzie myśl odpada. Śmieje się z życia absurdalnej gry, Buntownik w chaosie, co stworzyliśmy my. Bez złotych tronów, bez wielkiej wiary, Wspólny oddech to jego ofiary. Bóg szarości codziennych dni, Bez światła nieba, co w blasku lśni. Ten mój bóg, tak daleki od prawdy, Istnieje w cieniach, w melancholii jawny. Lustro życia, które widzimy, bóg surowej rzeczywistości, w której żyjemy.
  2. Drzewa zapadają w zimowy sen, a ja, wracając z odległych, wydeptanych ścieżek, czuję oddech nieba, wilgotny od deszczu i wspomnień. Witasz mnie pocałunkiem; cichym, znajomym- jego smak kryje subtelną gorycz, cichy ból, jak koniec czegoś, co kiedyś lśniło. Listopad ma inny odcień, pozbawiony słodyczy; przywożę ze sobą marzenia, kruche jak szkło, a ty pozostajesz z cieniami, reliktami przeszłości. Mogłabym odegrać tę rolę, pozwolić śmiechowi zabrzmieć pusto, mogłabym poddać się oswojonej bliskości,miłości lecz posmakowałam surowych krawędzi wolności. Teraz pragnę prawdy, która się nie łamie, radości, co nie zna kompromisu; być całą, nieujarzmioną, po prostu być.
  3. Nie wiem, kim jestem, unoszę się w tłumie, głosy ułożone jak tajemnice. Nie wiem, kim jestem, odbicie blednie, palce muskają krawędź spojrzenia. Nie wiem, kim jestem , dziewczyną w parku, rozmytą sylwetką w tle, cichym wymazaniem, kobietą bez historii, postacią znikającą z zapomnianej fotografii. Nie wiem, kim jestem, a lustro milczy.
  4. Miasto, które kocham, wysysa mą siłę, chłodne monumenty betonu tłumią puls, kamienne ściany zatrzymują oddech, a ja, nocny wędrowiec, gram swą rolę bez słów. Przemierzam ulice, gdzie cienie splatają się, obca twarz w oknach wyłania się z mroku – cień melancholii chwyta mnie za rękę, jej obecność to bladość przy każdym kroku. Muska chłodem mój policzek, jak westchnienie, wita w pustych pokojach cichym szeptem, kładzie się obok – to nie sen, ani nocne znużenie – w milczeniu odbiera mi światło, twarzą w twarz, we śnie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...