Jaskrawa biel
zbawionych budynków
umila mi czas
spędzany samotnie.
Idziemy wolno —
szybciej wracamy,
by teraz stać w miejscu
dość bezpowrotnie.
Mogę oślepnąć —
niech będzie mi dane
być tam codziennie
i wszystko poznawać.
Proszę Cię tylko
abyś poczekał.
Wspomnieniom muszę
się czasem oddawać.
Zieleń Twych oczu
znad kawy spogląda —
prosi by zajrzeć w nią
trochę nieśmiale.
Spełniam więc prośbę
tę mimowolną,
mimo że męczę się
w czerwca upale.
Prędkość czerwieni
znów nas połączy —
sprawi, że spojrzysz
na mnie ukradkiem
w lusterku, które
niewinnie tam wisi,
a mi kojarzy się
tylko z przypadkiem.
Dlatego też nie wiem,
czy chciałabym wiedzieć
co Ci po głowie
chodzi nocami.
Sądzę, iż nie jest
to nasza dwójka.
To dobrze.
Nieszczęścia chodzą parami.