Perykles
Użytkownicy-
Postów
30 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Perykles
-
Porosty znaczeń W dłoni charakteru Wyswobadzają się Na rytm Na piękno Wiercą Przez anty rytm i anty piękno Wargami przegryza los Niosąc Nigdy do tematu nie nawiązując W bańce szeptów Chłodno i chłonnie Dotrwali do zębów Wargami żując szmaty Szczelnie zamknięty cios Rozżarzony głos Brak mu ciała Wyrywa się z małych idiotycznych fragmentów Pali się cały Grabię siano i jest na nowo Grzmiący granat Do istnienia trzeba zabrać Tyle ciekawych stron Żywota Że aż ciepłota ciała zaczyna się wzmagać Egzystencjalnie Prosi smutek o hałas Chowa się Niech będzie wyraźny Stoi stoi Zabrać nogi chcę By tak stać A to tylko wielkość Wchłania złość Tylko ciepło
-
2
-
I To co myślisz Jest puste Wysil się, wysil się, wysil Liczby też są puste Tak jak miara siły... Zdobywają coś pyszni Łatwo żyć im Ci pokorni jak zwykle Ukryci Ale dla nich skarb zdobyty Trud - duży Upadek? Zyski? Wyrywają się wszyscy do wyścigu Ja patrzyłem na to z boku Od chwili Do chwili Nigdy nie mów nigdy - mówili No właśnie Jednak zacząłem pisać rymy Gryźć je z aromatem wanilii A czasem ochota nachodzi się wyżyć Że to poniewczasie zaklęty w strumieniu znak odwilży ! Między słowami - wróg mnie myli Oczy mi mydli bo wciąż myśli, myśli, myśli Szczerze? Tęsknię za wygnaniem z bryły Wkładaniem rąk w wyrwy Teraz albo nigdy - nowe dzieła powstają Tematyką różną lecz wciąż jednostajną Emocje buntu oryginalności eksperymentu bólu.... Stanowiły część przeszłego ciała pokaźną Lecz teraz wyraźne się staje Zrozumienie i przeżycie Na poziomie pierwszym Elementarnym - zjechałem z góry by zobaczyć Że żyję jak inni Czuję jak inni Widzę krajobrazy Holistycznie i uniwersalnie Normalnie Ból mnie nauczył że jest ważny Wkurw i trud nie mija Od czucia, duchowych wojaży, marihuany Nie mija skurwiel II Mam ręce, nie skrzydła Mam głowę, nie czakrę korony Jestem cierpiący, nie przebudzony Czekam w kolejce na lek przeciwpsychotyczny, stabilizujący Przechodzę przez drzwi, nie przez bramy wymiarów Przez tysiące różnych stanów - do teraz Gdzie godzę się na głód dopaminy Gdzie nie jestem silny ani zły Gdzie składam dzięki Bogu i mam tu na myśli nie konstrukt duchowy Tylko taki konkretny, kościelny Którego w uśmiechach mają I w łzach co kapią I z którego istnieniem się nie zgadzają Mogę teraz na spokojnie wrócić do filozofii Nie bojąc się że mnie popierdoli Że będę chciał być nauczycielem duchowym Ostatnia strefa, bastion, Pełnia? Chcą mnie do pracy na produkcję mięsa I w ten sposób życie się do mnie uśmiecha
-
Kiedy nie powiedziałem Ci żadnej informacji Dlaczego zdradziłaś mnie W swoim łóżku ? Może tak bym odczepił się Na wierzchu moim zerwane rymy Dlaczego odeszłaś? Dlaczego potraktowałem Cię jak szmatę ? I już ostatni raz do Księżyca uśmiecham się Czy na pewno czy też prawdopodobnie? Nie dając sobie oddechu Tylko piszę Bo w cieniu tylko wyrazy są światłem Które nigdy nie gaśnie II w szeleście cieni one wiszą to nie ja śpię to one piszą III zatrzymaj mój wyrok Boże już nikt mi nie pomoże oprócz nadziei ona daje się ukołysać duchowi ona jest odpowiedzią na pytanie i tak z minuty na minuty herbaty czuję wiosnę ogień mały blask rozumu odnawia się w trudnych rzeczach które napotykam
-
Późnym wieczorem strawił ostatnie nasienie bytu Był obok McDonalda Był w swoim łóżku Zmienił światło na mniejsze Światło stało się więc mniejsze, inne Karcił się za brak spokoju Lecz ten spokój nadszedł wraz z godzinami i cierpliwością Godziny upłynęły na rozmowie z chatem GPT o astrologii i suplementacji mającej wesprzeć układ nerwowy W prawidłowym funkcjonowaniu Nadal lubi widzieć wzorce Pozwala życiu płynąć w swoim tempie Rzeka opływająca kamienie Był w swojej głowie Był w swoim ciele Na chwilę stracił tożsamość doszukującego się Doszukującego się czegoś wyjątkowego w każdej chwili Nie chciał mądrości filozoficznych ani duchowych Nie chciał nawet prozy Co chciał więc? Herbaty chciał To znaczy że miał pragnienie, pragnienia nie stracił Był w konsternacji ale nie depresji Jednak wciąż szukał W herbacie chwili słodyczy i spokoju Teraz widzisz to poprzez otwór w wierszu Jak leży i słucha spokojnego albumu z saksofonem solo i ta jego chwila jest tak swobodna że leki nasenne weźmie później Że leki nasenne weźmie później Słabość odkrojona od strzałki bytu Strzałki która wskazuje przyszłą realizację Bo jest spokojny i gotowy na pracę Odnalazł album z solo na saksofonie
-
2
-
Ten ból o swoje ja domaga się I ja mu go dostarczam Użyczam mu całości siebie aby cierpieć wraz z nim Bo takie ważne jest to cierpienie To moje dziecko przecież Chcę odejść wraz z nim Bo zostać bez siebie to oświecenie
-
Ty działasz w przedziwnie tajemny i cudowny sposób Potrzebuję Twojej pomocy Jestem na samym dnie Wiem że mnie kochasz Ty jesteś najważniejszy Nie ja Nie moje szczęście i powodzenie Ty Ja nie mam siły mierzyć się z życiem Nie postawię już na swoim Poddaję się Twojemu działaniu Dziękuję że mi wybaczyłeś Potrzebuję Cię Nie chcę Cię nie potrzebować ani liczyć na siebie Ty jesteś sensem mojego życia Obdarzasz mnie istnieniem Ogołacasz mnie z przywiązań Sukces życiowy, wpływ na innych, praca, pieniądze, używki, talenty, pomyślność Pokazujesz mi bez tego , odbierając mi to Odbierając mi pragnienie tego Wartość wsparcia jakie otrzymuję od mojej mamy Tą bezwarunkową miłość Uczysz mnie potrzebować Być smutnym, złym Być nadal zranionym zagubionym dzieckiem To uczucie niedopasowania do świata Uczucie przegranej To wielkie cierpienie dla mnie Lecz wierzę w Ciebie Boże mój Zabierz moje życie Zrób z nim co Ci się podoba Teraz żyję Teraz kocham Cię Teraz umieram dla Ciebie Dotąd mnie zawiodły nauki, intelektualizacja, psychologia, duchowość i filozofia , marzenia Przegrałem Ale Ty z tej przegranej czynisz wygraną Wieczne życie Chcę być tu z Tobą To jest mój sukces Kontakt Leżę tu z ubogimi i pragnę tylko Ciebie Nie sukcesu na wzór świata To piękne że Jesteś Obecny Piękne jest Twoje oblicze Trudno to przekazać innym teraz Tajemnicę Twojego Istnienia Dałeś mi błogosławieństwo samotności i przegranej abym Cię poznał Dla Ciebie żyję i umieram
-
Panika powietrze żre Najadłwszy się sobą Odwleczono Zamknięto Spławiono Zamroczony jestem Mam system Gry Komputerki, laptopy, telefony Dom, rodzinę, dzieci Zobacz
-
Bezsenna noc Kamieni Kryształowy owoc Czerwieni Staw iskier Zamieni słowo W kryształowy owoc W bezmiarze pełni Mieni mi się w czerwieni Wola słowa, która krząta się W stawie iskier, przemieniona W bezdenny proch ludzkiego języka
-
Ty która złamałaś ciałem ten most Nie mów nic A On Który jest cieniem Załamie w Twoich rękach sen On On On Umyślnie milczysz A cień ściele się Niesamowicie Uwikłany w przestrzeń Ty go nie znasz Nie znasz On uwikłany w cień A Ty stawiasz mu Pytanie Czy jesteś tym? Gdzie ona jest no gdzie ona jest? Pytam się Dwoisty tryb Siódmy zmierzch Nic nie Ty Nic nie ja i wąż Który we śnie Połyka Cię Weź to my Którzy niosą broń Wewnątrz to my Zaufaj mi Kręte drogi drżą Wymóc nic Nie da się Nie da się Połów był Połówki serc Kiedy ja umieram się W Tobie Ty Rzeczywistość znasz W cieniu ja Od dawna Lepiej bądź Najlepiej nie Najlepiej nie Najlepiej nie Najlepiej nie Najlepiej nie
-
W kruchości malutkie myśli Podziwiają rozrost sił odwagi Rozświetla umysł ich liczba Nieskończona, rozwibrowana Wielka moc nagich liści W której Bóg żył drzewa pradawne Wpuszczone w korzeń Znaczenie chwil wraz z wzrastaniem Zmienne jakby edytowane Odkrywamy koronę na tej suchej drodze Czasami w zabawie Czasami poważnie Proste rymy tworzą bajkę Przepastne głębie wydarzeń Przez nas nie zrozumiane Boskie wobec nas pragnienia Trudne zadanie Wydobyć potencjał nasienia W refleksji ubieramy się uważnie Wkraczając wprost do wnętrza ukrytego celu Zabierając te wglądy w podróż doświadczenia Czuć już Bezruch dni w centrum istnienia Zamykając przeróżne drzwi Zawsze od relacji w kontemplację samotną Zwykłe działanie Cierpienie znoszone z codzienną godnością I tu słychać nasze piosenki Echa wzruszeń i wydarzeń Słychać podziw Ból ujety Zajęte przestrzenie ego przeklętym Naprawianie złego Od głębokiego lasu Do poczucia zwykłego Że umrze gdyż się narodziło Było jest i będzie Łóżko ogień drewno Troska posiłek sedno Blisko niewiedzy Tkwi sen i spotykam miłość Puszczam dłoń młodości zżytą z wiecznością
-
Kołnierz drzewa przy stu pomocnych maluj
Perykles opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Tak to już jest Cementowa igła na jeden dzień snu Odlana ze srebra Kolorowa wściekła czerń Wybrana wśród osób Nieważna Dotyk kolana boli Wśród tylu nocnych flag - dzień Dobrostan kiedy polegam na stu Wyobrażam sobie igłę jak się ściera Zakańcza pewien rozdział od zera Poczyna stawać niewoli uśmiech Stawać się wraz z jeansami Niebotyczne wezgłowia nie nachalne Jak kosmos przebrane w walące się wieżowce komfortowe Nigdy dotąd faktem Plecy wołające o pomstę Czajnik pieniędzy łzy Moniki Ekstrawagancko wzniesione ku otchłani Leżą nożyczki, leży Pani Kleopatra Na wszechświata stronie Nieważny lot ponieś Czy to delikatny zwrot twardego alabastru? Kołnierzyk to sen sprzymierzeńca Dla duchowych istot poniewierka Ale czy to już niska powłoka? Kreacja dziwnych stworów Zdumiewa mnie łączący się wdech na wydechu Filozofia oferująca różne sosy Światopoglądy reagujące na światło Myśli które panują nad zamkiem Aż zamknąć nie da się wzrokiem Bożym palcem umiejętność ścigania czasu Kiedy koniec? Dlatego warto umrzeć w kropkach snu jazzu i eksperymentalnej muzyki klasycznej Bo bojowa troska już się na duży nie uśmiech czai Walcz o to co się stało, o Ty posępny Przemyśl każdą chwilę w regresie do poprzedniego życia Zdaj raport z innych wymiarów Z daleka echo wielkich rodzajników Gatunków przyszłości Refleksja nad kołnierzem drzewa Czy w końcu stanie się płynna? -
chłonę ostatnie dni zbieram chwasty ciekawi mnie lot na zewnątrz umierania czekam znajduję się w czułym środku punktu w samym czułym środku punktu wokół las rzeczy maluję czuję pęd jest umysłem trawionym przez noc piekło od nowa ciało szepcze teksty między tekstami przedmioty między przedmiotami pomyśl jeszcze raz gdzie pomyśl jeszcze raz zacznij od wewnątrz strata zysk i czy kochaniem złapiesz deszcz żeby pojąć materiał żeby usnąć w kropli ciepła ponieważ słuchaj weźmy na przykład ten dach tam wysoko śpiewaj z niego oh masz przykład rzeczy - widzenia - starania się a w tym migotanie ledwo migotanie nisko i migotanie wysoko tam i ślepy strach między miastami kolejowy przejazd wszędobylska narracja pojazdów, dłoni, twarzy widoczny pokój niszy a tam pod spodem ideałów znajdźmy sens
-
Eros udał się nad sadzawkę By napić się Wody U źródła krystalicznej Mądrości Kiedy tak siedział spotkał Boga Słońce W odbiciu wody siedział I mruczał kołysankę: ram ram ram co noc mnie nie widać pom pom pom Pomykam w gwiezdną noc Pożyczam jasność Podziemnym Światom Moje promienie są jak miecze z ptasich piór Dlatego do mnie lecą Głodni cudów Eros promyka zasięgnął jasnego Udało mu się odemknąć Jej wymiarem oddychać Kosmosu Wiecznego Królować począł wśród kosmicznej Jedności Półbóg dla świata Mieszkając w teatrach Lampionów w Parku Veleila Dla Poety energia Ame i Teia Ameteia
-
gdzie byś nie była zawsze Cię znajdę ona jest jak owoc czuła noc gwieździste niebo pokrojone na kawałki niczym tort właśnie dlatego wyszła za niego
-
nastał czas rozstania wiele wad a w nich metafizyka warkot źródeł mocnych szalonych mocarzy żer
-
1
-
znalazłeś to w kokonie otaczającej Cię zimy to jest tutaj nigdy nie było gdzie indziej nawet gdy zmieniały się pory gdy się rodziłeś kosmos stał się materialny zawsze był cichy odkryłeś każdy jego wymiar wchodząc po drabinie schodząc z drabiny wyrastając z ziemi istota falująca kolorami poddaje się drga słyszysz jej szept skóra zaczyna się zmieniać spływa po niej kropla wyrażając swoje trwanie
-
wstaję rano gorzej mi usta mam zamknięte czy Ty wyszłaś do apteki? dość mam już dnia słabo mi odpocząć chcę trochę wiedzy tajemnej interesuję się tym eter astral jaźń chusteczki na parapecie kadzidło płonie woń późnego lata jak żółta czapka lub jak sen o mądrości szukaj znajdziesz mnie w tym mieście moje ślady obok domu wymieszane znikają czuły dzień na słuchawkach leci Marley reggae fajne jest cytrynowe światło Herman Hesse i Józef Knecht trochę książek siedzi we mnie siedzą na biurku na półkach stoją malowane łzy w wyobraźni drewniany szyld jak na koloniach narciarskich chude łapki kotek miał a ja wysycham dzieląc wszystko duchowe nastroje ubranka i guz https://youtu.be/ncdszBGqqvQ
-
wstaję rano gorzej mi usta mam zamknięte czy Ty wyszłaś do apteki? dość mam już dnia słabo mi odpocząć chcę trochę wiedzy tajemnej interesuję się tym eter astral jaźń chusteczki na parapecie kadzidło płonie woń późnego lata jak żółta czapka lub jak sen o mądrości szukaj znajdziesz mnie w tym mieście moje ślady obok domu wymieszane znikają czuły dzień na słuchawkach leci Marley reggae fajne jest cytrynowe światło Herman Hesse i Józef Knecht trochę książek siedzi we mnie siedzą na biurku na półkach stoją malowane łzy w wyobraźni drewniany szyld jak na koloniach narciarskich chude łapki kotek miał a ja wysycham dzieląc wszystko duchowe nastroje ubranka i guz
-
"Dziewczyna pod kocykiem" Może by tak coś napisać? Jest na to odpowiednia pora Patrzę w myślach na taflę jeziora Staram się nadrobić straty Odpoczywam na bogato Łóżko herbata Nie wiem który mamy Ani która godzina Wiem że jazz nieźle płynie Zaraz wstanę do łazienki Dziewczyna pod kocykiem
-
czemu żadna już postać zera nie może zostać na małym atomowym śmietniku nogi? czemu zaklepuje ostatnie miejsca na bazarze klops? a smutek mi towarzyszy jak liście? jak liście jak liście ''ja '' czyli mały prezes świadomości kropka wśród drzew mały obcy gubię się śmiało gdyż już mnie szukają na końcu zdania nie rób nic tylko zachowaj milczenie nie rób z siebie idioty uważność się mielę i tak po okręgu uciekam ewentualnie w samym środku zdarzenia hej są Ci ludzie wśród zdarzeń... oni są na stacji zerwali odeszli by się znowu stopić ze sobą koty uciekają ludzie dziurawi niewyraźni niosą się w snach ludzie wchodzą w krzaki malin rzeczywiście zostają już same owoce doskonały zbiór cudowny obudź się poczuj to losy to losy kotów niebiosa
-
1
-
Wymiana pamiątek Za kotarą Usta uchylone Znajome mi powietrze Ślepa głucha cisza Szczerze mówię szczerze Mów do mnie Zahamuj rozkład jutrzejszych zachcianek Powróć z miękkim dywanem Miłość mówi Węgiel już zbyteczny Jak dzisiejsza darowizna po mszy Ochłoń jakby do płomienia mówić nienagannie Bronią jest dziś każde słowo Pamiętaj Życie krótkie jest Teraz to tylko wymiana pamiątek Z miejsca wystrzelił wieczór Od kolorów chińskich zabawek Mieni nam się w ochach Jesteśmy tak miło szaleni Jak bajki z lat dziewięćdziesiątych Tak skazani na stratę Jak wszyscy ludzie którzy żyją Nawet jak umarli Którzy tracą naszą pamięć
-
1
-
Drogi przez które przechodzimy
Perykles opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
I Pytania Zasadnicze i Wątpliwości Zapomniałem zginąć Moment, czy ja dobrze pamiętam? Moje życie? Czy zawodzi mnie pamięć? Czy to możliwe? Świadomość... Zaraz zaraz! Ja...przecież jestem mądry! Przecież powinienem być mądry Jak to? Popełniłem tyle błędów? Nie widziałem drogi jasno? Na początku Wszystko wydawało się takie oczywiste Takie jasne tak niewinne Co się stało? II Wyznania W tym dole nie ma wody Na górze same anioły Wołają przez przestrzeń Halo! Wołały do mnie Ja... Chyba byłem głuchy One nadal nawoływały Bez przerwy Przez strumień Przez łzy Przez las słońce księżyc Ciężko Było Usłyszeć III Spostrzeżenia Prawda - Zbawca On jest tak blisko Siedzi przy jeziorze Siedzi w pokoju W piwnicy To światło którego nie da się zgasić Świadectwo - jestem gotów je przekazać IV Refleksje i Prośby Idole, bożkowie Stare to kłamstwa Lecz wciąż Za gardło trzymają i szarpią jak sępy Niewinne serca Moje długo bolało Jak to jest że umiemy kochać stare zabawki? Coś je z nami łączy Umiemy je naprawić Uczymy się naprawiać Trzeba nam ukończyć pracę raz rozpoczętą Na końcu będzie warto Nic bardziej nie cieszy niż naprawa starego Jak obranie drogi pokuty Może dla nas to jedyna nadzieja Cały czas wierzę że tak jest Boże pomóż mi i podtrzymuj moją wiarę Bym nie zasnął Bym żył V Przyszłość: Otwarcie i Pożegnanie Kiedyś pójdę przez ocean Prosto ku księżycowi Zawołam do aniołów po stronie czterech żywiołów Poczuję, dotknę, usłyszę, posmakuję, zobaczę Nie spóźnię się gdyż królestwo czeka-
1
-
Non stop książki i długie wieczory
Perykles opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Za Anetę można pokochać filozofię Zaniemówiłem przy ślepych żywiołach Zastany stan nie był taki jak jądro atomu Raczej jak przejazd kolejowy na syberyjskim szlaku Z otwartych przebić kosmatych policzków Lucyfera W mięśniach Chińczyków i Japończyków Z konfederacji kwiatu wiśni zabiłem międzygalaktyczne Yeti Cóż to proste ulica Gliwicka chłodny wiatr cieni zatrutych strzał Amora nie powiem że ginę jeszcze nie teraz zamieram łamiąc fioletowe światło Głodny ducha przybywam echosonda nietoperzowe nóżki na deser ich iglica to nocne kwiaty sterują do domu jak widły w żebra Wiedźmina w ostatniej księdze pt. Pani Jeziora Żwawość. Pierwotność. Moja zamyślona mina- dziwna, chłopak z getta może kiedyś w innym życiu bo jak w filmie "Miasto Boga" lub karaluch lub anioł. Kiedy mi dasz więcej siebie? Czy pobawimy się w kruchą psychologię? Trudno nazwać uczuciem żeton, palimy firanki i gryziemy pościel, chłopaku. Tęsknię - jak ostatnie żeglowanie jak kabina marzycieli, litry krwi i potu. (układam do łóżka proste zdania aniołki podczas gdy demony wlewam czarną kawą w przepastny niebyt lwiego patosu i próżności winy próby oleju jak len jak miło że siedzisz i mrugasz to już nie ta chwila ciało budzi się w rytm fruwających ryb wyobraź sobie że jesteś w ich łusce i oku jak dobrze bo widzą pływają i latają i są obłe co za obłęd a w zimie encyklopedia choroby szkoda że ów klimat lecz w lutym przyszedłem na świat a może to było zamierzone?) nocne kwiaty 1 i 2 ta co miała papier Elissa, ciało i papier ta co zapomniała oraz przyczynę tutaj się zatrzymam, pamiętasz Elissę? I jej kwantowy masaż? Może była numerem 11...? Późno za wcześnie i znowu się witamy rano Jakiś dziwny ten epilog mój wierszy dramatyczny Uroboros kołysze się jak wiatr spóźnionych zalet Przybywa. Nam. Lat. Jakby to było tybetańskie wzgórze to ja bym i tak pewnie Cię poznał bo jesteś wiesz, trochę nad poziomem morza, wiesz nad tak nieustannie czy nie chcesz żeby to było zaprogramowane? Non stop te książki i długie wieczory. -
*** Facebook jest czystą kartą Nie tylko dla wierszy Nie musisz w to wierzyć Jeśli oglądałeś rozmowy w toku Te lajki obiecujcie i powierzajcie Ja dochowam tajemnicy I nikt nie będzie widział na mojej tablicy To rzemiosło jest trudne A kiedy wydam tomik Nie będzie go tutaj W końcu spełni się moje marzenie O byciu niewidzialnym Nikt nie będzie mnie widział ani podziwiał W końcu Pan Nikt dojdzie do końca I skończy z papierem w ustach syreny Moja próżność moja pycha Witam na końcu i umieram bezgrzeszny W kościółku przy ulicy "nie ma" Taka moja aura dlatego że długo nie gotowałem I nie widzicie mnie choć we mnie woda Jak w rurach wodociągowych Bez filtra trochę trudna zatruta Jestem tylko człowiekiem Który zapłakał w końcu Z ciągłego nie lubienia Pierwsza emocja to zazdrość Druga zaraz po niej to kruchy żal Sława przeminęła Starość puka Jestem ciałem które zeżrą robale Trudno że mówię o śmierci Czy to znaczy że nie kocham życia Nie Kocham i robale Maluszki moje Także istotne Może moje prochy wejdą w morze Może Nie wiem Już myślę nad moim testamentem Każdym rozdanym uśmiechem Lub twarzą pełną zadumy i smutku Ale dzisiaj ładna dziewczyna Uśmiechnęła się do mnie w tramwaju Niesamowite wspaniałe Zmarszczyła oczy jakby przez chwilę zobaczyła słońce Powiedziałem jej milcząc Też Cię lubię dlatego tu usiadłem A jest na Ziemi trochę ludzi I nie wszyscy mają tatuaże
-
2
-
verbum dei czytać książki by się w Tobie zatopić zapomnieć mijam cel przewracam strony wymiar wiele tu odbić eter-yczne zasłony kiedyś Bóg nie-fizycznie może mógł nie tu strój narzędzie do harmonii czytać muzykę by się w Tobie zapomnieć zatopić istnienie nie jest faktem jedynym przerwą godnie aż nad nami dziury nasze poza to faktem płynę świadomość płynie rzadkie to także cash zasłania gwiazdy skład spacer komórki wtyczki wytyczne off się zaczął port (czy mówisz tylko to co jest zapisane na dysku?) plemię niknie w ciele przygód chyba wiesz co plenię w Ciebie na plecach bez nakazu piasków i mórz duchowa zorza poznaj śpię w ogrodzie ziemia-deszcz dreszcze ascendent teleskop ruch w tunelu bezruch ciepło bez łez (nie świat ło cień bo że zmień różny wiek ło) (bo że zmień późny czas ona ma znak) strzeż się strzelec lecz nie bez przerwy łuk z dębu dlatego nogi siedzą pustka nie usta pustka nie usta-lone karma partner węzeł ognia biorę oddech dwie półkule dwoje w comę samotnie we dwoje z powrotem na dole w locie skoczę mam ponownie potem zaraz mam taryfę w górę w astral pytasz siadam dysk mi siada wariat spazm przy Tobie atak serca krzyczę
-
1