Pierwszy raz na plazy, mam szesc lat.
Piasek klei sie do stop mimo botow, woda przecieka przez sznurowki.
Morze sie mieni w swietle zakurzonego slonca,
kolory zmroku, fale jak stopione gwiazdy.
Jest zimno.
Mrzawka nawilza rzesy,
wiatr chlodzi twarz, turla sie miedzy ubraniami.
Biegne za siostra,
slady jej stop na piasku szybko zastapione moimi,
potem morze zabiera je do siebie.
Znajomy glos wola do nas, odbieglysmy za daleko,
do okola widze tylko twarze bialych skal.
Rozgladam sie i nie ma zywej duszy,
slady w piasku prowadza do nikad.
Budze sie i slysze plytki oddech ukochanego,
chorobliwy pot nawilza jego skore, jeczy.
Noc czeka na zmiane warty poranka,
grudzien to samotny miesiac.
Mysle czasem czy nie oczekuje zbyt wiele od swiata,
jestem zagubiona jak na plazy.
Krzyk moj zatopiony,
glowa pod woda.
Swiateczna krew maluje babki we wannie.
Grudzien to samotny miesac.