Ku obu zwracam twarz, ku obu zwracam duszę
Grzeją mnie pieszczotliwie, zdrowotnie, zmysłowo
Wielbię je, czuję, w blasku ich się kruszę
I w blasku ich buduję swe ciało na nowo
Lepię się w mrokach nocy, formuję jak z gliny
Wygrzewam, wysycham, twardnieję w ich blasku
Czerpię ich ciepło, bez granic, bez winy
Każdej nocy się tworząc wypatrując brzasku
Tak pięknie ulepiony sięgnąłem po słońca
Sięgnąłem bez namysłu i z niczyjej winy
Teraz wpół zaćmieniu idąc tak bez końca
Chwieję się wpół oślizgły, wpół z cegły, wpół z gliny