Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Bogdan Tęcza

Użytkownicy
  • Postów

    7
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Bogdan Tęcza

  1.   POD POWIEKĄ

     

    Pomiędzy nocą a świtem gdzie spokój

    w snach mieszka jest miejsce

    najbliższe mej duszy, w nim jesteś

    wesoła i tańczysz nieśpiesznie, a tym

    tańcem radujesz anioły.

     

    W tym miejscu pomiędzy nasze

    szczęście mieszka i z marzeń ciepłe

    miejsce nam wije, tam wracam

    pamięcią gdy los złą kartą darzy, tam

    na nowo oddycham i żyję.

     

    Tam bajka się plecie bez dni szarych

    zaklęta i czas dostępu tu nie ma,

    każda zmarszczka z uśmiechu zostaje

    poczęta i z koncertem na dwa

    świerszcze miłosny poemat.

     

    Gdzieś w krainie pomiędzy nie ma

    miejsca na wojny, a słońce nową

    nadzieją wciąż wschodzi, tu natura

    najdroższa i nie ma pieniędzy, a my

    wciąż piękni i młodzi.

     

    Czasem warto się wsłuchać w bajkę

    własnej duszy i zapomnieć, że czas się

    obudzić, z pięknym snem pod

    powieką dzień nowy zaczynać, by

    mieć wiarę w siebie i ludzi.

     

     Bogdan Tęcza-wiersze

  2. NIE CZEKAJ

     

    Nie czekaj na mnie, nie musisz, niech

    gorzka kawa wystygnie na twoim

    stoliku, jej smak jest tak ciemny jak

    źrenice twych oczu z goryczą

    bezimienną, co burzyły mój spokój.

     

    Już nigdy na mnie nie czekaj, nie

    przyjdę jak zawsze z różą, co pod

    twym spojrzeniem umiera, nie chcę

    czuć lodowych kolców na duszy, nie

    jestem trudną zabawką, nie jutro i nie

    teraz.

     

    Dawniej w tej kawie była słodycz, a

    może mi się tylko zdawało, dziś wlewa

    w ciało bezgraniczną gorycz, a

    jednostronne uczucie nigdy jej nie

    przełamało.

     

    Nie czekaj na moją naiwność, co

    umierała wraz z różą cierpliwie

    powoli, opierając się wymyślonym

    burzom, które rwały serce i deptały

    powoli.

     

    Dziś ostatni jego skrawek jest wolny,

    jak płatek polnego maku się budzi do

    życia, już nie możesz go otruć

    przelanej przez gorycz kawą, już jest

    nie do zdobycia.

     

    Bogdan Tęcza

  3.         KROPLA

     

    Kropla po kropelce wlewa się nadzieja,

    by z wartkim nurtem marzeń pozwalać

    mi płynąć, choć drąży skałę, nie drąży

    złych zdarzeń, bo tam, gdzie nadzieja

    rozkwita i miłość.

     

    Spokojnie bez rutyny, zbędnych

    fajerwerków, rozkwita jak promyk w

    polu słoneczników, choć nie jest tą

    pierwszą, chce być tą ostatnią, ciepłą i

    oddaną, bez szczeniackiego flirtu.

     

    Dziś chce być powodem, szacunkiem,

    zaufaniem, dobrą kontynuacją tego, co z

    klatki uciekło, jedwabną myślą z rana,

    wieczornym szeptaniem, bo sam żar

    wypala i nastaje piekło.

     

    Uczuć nie odłożysz na półkę jak książki,

    bo zarosną kurzem, pył po nich zostanie,

    pielęgnując wybór, wybieramy siebie,

    decyzją na wspólną przestrzeń bez

    okłamywania.

     

    Lepsza kropla uczuć niż rzeki złudzeń, do

    niej się dorasta gdy pragnieniem

    zioniesz, dzięki niej nasze życie kiełkuje i

    wzrasta, ona w chłodnych chwilach

    rozgrzewa ci dłonie.

  4.   NA MARGINESIE I nadszedł czas gdy przestałem słuchać, i robić to, co innym po drodze, dopóki mam siłę i nogi mnie niosą, będę szedł, gdzie zechcę, zbierając kurz na butach, byle by do przodu, i choćby na boso. Samotność swą łączę z dni codziennych troską,i rozmów ze sobą coraz częściej słucham, jest mi dziś z tym dobrze, nic komu do tego, gdy serce się śmieje, a głowa dobrą myślią wybucha. Nareszcie się mogę nacieszyć jesienią, gdy już nic nie muszę, ale wszystko mogę, zła przeszłość odeszła wraz z szarym cieniem, i kocham znów życie, i żyję, jak mogę. Ludzkich słów emocje zostawiam gdzieś obok, bo one nie mogą być mi życia kontrolą, jestem, jaki jestem , nic komu do tego, po to Bóg dał rozum, wiarę, wolną wolę. Być może dla innych jestem aspołeczny, bo wolę coś robić z serca, nie na pokaz, a za to co mogę, jestem losowi wdzięczny, choć przewlókł mnie nie raz po ciernistych drogach. Ktoś spyta, rodzina, bracia, przyjaciela, a czym że są wszyscy bez swej obecności, większość z pokpiwaniem patrzy, lecz bez zysku, nawet psu nieżuci obgryzionej kości. Bogdan Tęcza
  5. SUMIENIE Idę wolniej niż kiedyś, nie muszę kłamać, ranić innych i nie grać przed samym sobą, że to nie moja droga, że to tylko na chwilę, a czas zaczyna nabierać kształtów, czyste sumienie znów ma swoje imię. Bo czym że jest ono, może chęcią bycia idealnym, może krzykiem przywołującym wewnętrzny porządek, teraz stało się we mnie czymś namacalnym, tym, co daje wolność wyboru, by z radością usiąść z każdym przy stole. Moralne wartości, uczciwość, empatia, szacunek, staja się nadzwyczaj realnie namacalne, gdy zdejmujesz z siebie ciężar przeszłości, bzdurnych roszczeń i krzywd, ten cały surrealistyczny, emocjonalny ładunek. Jedyne, na co w życiu zawsze trzeba być gotowym, to samotność, co zwala się nagle nieproszona i drzwi bez klamek zatrzaskuje, bez sumienia jej nikt nie przetrwa, nie oszuka, ona cię potrafi zniszczyć, lub z popiołów zamki buduje. Sumienie, dla młodych czasem balast i zbędna w dążeniach do sławy kulturowa przeszkoda, lecz w chwili gdy czas się zaczyna z latami wypełniać i krok coraz wolniej stawiany, może ciążyć, jak podświadoma kłoda. Bogdan Tęcza..
  6.           SUMIENIE

     

    Idę wolniej niż kiedyś, nie muszę kłamać,

    ranić innych i nie grać przed samym

    sobą, że to nie moja droga, że to tylko na

    chwilę, a czas zaczyna nabierać

    kształtów, czyste sumienie znów ma

    swoje imię.

     

    Bo czym że jest ono, może chęcią bycia

    idealnym, może krzykiem przywołującym

    wewnętrzny porządek, teraz stało się we

    mnie czymś namacalnym, tym, co daje

    wolność wyboru, by z radością usiąść z

    każdym przy stole.

     

    Moralne wartości, uczciwość, empatia,

    szacunek, staja się nadzwyczaj realnie

    namacalne, gdy zdejmujesz z siebie

    ciężar przeszłości, bzdurnych roszczeń i

    krzywd, ten cały surrealistyczny,

    emocjonalny ładunek.

     

    Jedyne, na co w życiu zawsze trzeba być

    gotowym, to samotność, co zwala się

    nagle nieproszona i drzwi bez klamek

    zatrzaskuje, bez sumienia jej nikt nie

    przetrwa, nie oszuka, ona cię potrafi

    zniszczyć, lub z popiołów zamki buduje.

     

    Sumienie, dla młodych czasem balast i

    zbędna w dążeniach do sławy kulturowa

    przeszkoda, lecz w chwili gdy czas się

    zaczyna z latami wypełniać i krok coraz

    wolniej stawiany, może ciążyć, jak

    podświadoma kłoda.

     

    Bogdan Tęcza

  7.         PUCH MARNY

     

    Kobieta, niezgłębiony chodzący chaos, co

    buduje i burzy wszystko wokół w kilka

    nieprzewidywalnych minut, lecz bez niej

    świat byłby mdły, mały i nudny, z nią już

    wiesz, co znaczy wulkanu wybuch.

     

    To nie to, co przewidywalny facet, który

    konsekwentnie liczy, układa, planuję, z

    taką kobietą każdy dzień nie może stać

    się powszednim, ona potrafi słowem

    myśl z głowy przed jej stworzeniem

    wyjąć.

     

    Świat nie jest mdły, nudny i zbyt

    schematyczny, gdy u boku masz taki

    mały wulkan emocji, sama nie wie, co w

    niej siedzi gdzieś w głębi, przy niej wiesz,

    co znaczy burza i w głowie sto

    osobowości.

     

    Lecz słowo kocham, jest kluczem do jej

    łagodności, dobry dotyk kieruje statek

    uczuć na bezpieczne wody, gdy oparciem

    dla niej jesteś i ciepłą przystanią, wtedy

    sprawi, że będziesz jak Bóg młody.

     

    Gdy galimatias znów do życia zapuka, a

    logika gdzieś się skryje cicho w kącie, to

    pozwól jej niech się niech się w niej echo

    pragnień wyszaleje, pocałuj czule i zrób

    jej z uczuć kąpiel.

     

    Bogdan Tęcza®

  8. @bazyl_prost Czasem trzeba,dla własnej satysfakcji i dla potrzeby wyrzucenia z suroweego słowa mysli.
  9. RZEŹBIARZ SŁÓW Słowa grube i nieociosane bez obrazu i jakieś bez fantazji, niebyłe, te, które się rodzą samotnie gdzieś nad ranem w głowie bezdomnego poety, są tylko gwiezdnym pyłem. Dłutem pióra zryte bezlitośnie, z krwawych wiór się otrząsają powoli, czasem się wynurzają z zachwytem, innym razem ze wstydem gasną gdzieś w kącie powoli. A rzeźbiarz rozhulany w swej samolubnej pasji, tnie tępo i układa niezrozumiałe wyrazy, nieważne czy ktoś je obudzi z ciepłem do życia, on rzeźbi piórem zbolałym, i serca delikatne parzy. Wiór ściele się gęsto pod krytyki butem, czasem słowo sękiem grubym się ze strachem broni, on już nie dba o zbędne detale, o już wie, jaka myśl się na bieli kartki strachliwej wyłoni. Nagle wrażliwość chwyta aroganta za serce, być może zmarnował z słów myśli surowe, już za późno gdy rylec pióra złamany bólem, już na karcie obraz oprawcy gotowy. Bogdan Tęcza.
  10.              PRZEKORNIE

     

    Choćbym szedł ciemną doliną, zła się nie

    ulęknę, bo ty jesteś ze mną, te słowa

    dźwięczą wciąż w głowie gdy w zaspach

    bezsilności upadam, one wciąż są i dają

    mi pewność.

     

    Jest czas gdy dusza rwie się na strzępy, a

    serce z bólu pęka, przyklejam uśmiech

    do twarzy, gdy ludzkie plemię wyszydza,

    zbyt śmiało, ja idę dalej brzegiem swych

    myśli, mam wiarę i ufnie przyklękam.

     

    Komputery dziś wytyczają nam drogę,

    słuszność wykresów wciąż karząc uparcie

    szerzyć, a ja, zanim usiądę z kromką

    chleba za stołem, wolę w swoje

    staromodne ciche pacierze wierzyć.

     

    Do pierwszych rzędów nigdy mnie nie

    ciągnęło, bo z wiatrem we włosach pewnie

    dziwnie wyglądam, zamiast krawat

    poprawiać nerwowo, wolę z siodła swojej

    maszyny, kochane Bieszczady oglądać.

     

    Czasem mówią, żem samotnik i dziwak, że

    w moim wieku w złudną godność się ubrać

    pasuje, a ja milczę i się w duchu szczerze

    uśmiecham, jadę dalej i czasem w swe

    wnętrze, kilka kropel wolności tankuję.

     

    Bogdan Tęcza®

    ,, 1 zw. Psalm 23 Pisma Świętego..''

  11. ANIOŁY ZMIAN Noc się już rozproszyła w poświacie tańczących pod latarniami płatków śniegu, błędy przestały już boleć, tylko trochę żal dobra co zostało rozdane szczerze i w biegu, dobrego słowa, którego nikt już nie wypowie. Styczniowy śnieg ściele się kłującą bielą na zmrożonych polach, żaden ślad jeszcze nie zadeptał tej czystej karty poranka, już czas ruszyć przed siebie jak dawniej ochoczo i przewietrzyć głowę ze snów, pozytywną myślą poranka. Niezwykłe w swej zwyczajności piękno zimowej natury, zamiecią tnące na zmrożonych twarzach grymas i szczęście, ożywia mroźną iskrą spojrzenia wyblakłe codziennością, pchają do przodu myśl, że znów jakoś to będzie. A roztańczone płatki jak małe aniołki fruną z dobrą nowiną wprost z nieba, jeszcze czas łaskawie spogląda, omija nas bokiem, pozwala odcisnąć na nowo na ścieżkach dobry ślad, wyznaczyć nowy cel, odnowić wiarę, bo tak trzeba. Niejedne zimy już nasze kalendarze przewiały, choć każda biała, lecz w innym odcieniu, wszystkie potknięcia i błędy puchem zmian zasypały, dając czas na naukę, pozwalając się zbratać z myślą, pogodzić z życia jesienią. Bogdan Tęcza® PRZEKORNIE Choćbym szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo ty jesteś ze mną, te słowa dźwięczą wciąż w głowie gdy w zaspach bezsilności upadam, one wciąż są i dają mi pewność. Jest czas gdy dusza rwie się na strzępy, a serce z bólu pęka, przyklejam uśmiech do twarzy, gdy ludzkie plemię wyszydza, zbyt śmiało, ja idę dalej brzegiem swych myśli, mam wiarę i ufnie przyklękam. Komputery dziś wytyczają nam drogę, słuszność wykresów wciąż karząc uparcie szerzyć, a ja, zanim usiądę z kromką chleba za stołem, wolę w swoje staromodne ciche pacierze wierzyć. Do pierwszych rzędów nigdy mnie nie ciągnęło, bo z wiatrem we włosach pewnie dziwnie wyglądam, zamiast krawat poprawiać nerwowo, wolę z siodła swojej maszyny, kochane Bieszczady oglądać. Czasem mówią, żem samotnik i dziwak, że w moim wieku w złudną godność się ubrać pasuje, a ja milczę i się w duchu szczerze uśmiecham, jadę dalej i czasem w swe wnętrze, kilka kropel wolności tankuję. Bogdan Tęcza® ,, 1 zw. Psalm 23 Pisma Świętego..''
  12.         PRZEKORNIE

     

    Choćbym szedł ciemną doliną, zła się nie

    ulęknę, bo ty jesteś ze mną, te słowa

    dźwięczą wciąż w głowie gdy w zaspach

    bezsilności upadam, one wciąż są i dają

    mi pewność.

     

    Jest czas gdy dusza rwie się na strzępy, a

    serce z bólu pęka, przyklejam uśmiech

    do twarzy, gdy ludzkie plemię wyszydza,

    zbyt śmiało, ja idę dalej brzegiem swych

    myśli, mam wiarę i ufnie przyklękam.

     

    Komputery dziś wytyczają nam drogę,

    słuszność wykresów wciąż karząc uparcie

    szerzyć, a ja, zanim usiądę z kromką

    chleba za stołem, wolę w swoje

    staromodne ciche pacierze wierzyć.

     

    Do pierwszych rzędów nigdy mnie nie

    ciągnęło, bo z wiatrem we włosach pewnie

    dziwnie wyglądam, zamiast krawat

    poprawiać nerwowo, wolę z siodła swojej

    maszyny, kochane Bieszczady oglądać.

     

    Czasem mówią, żem samotnik i dziwak, że

    w moim wieku w złudną godność się ubrać

    pasuje, a ja milczę i się w duchu szczerze

    uśmiecham, jadę dalej i czasem w swe

    wnętrze, kilka kropel wolności tankuję.

     

    Bogdan Tęcza®

    ,, 1 zw. Psalm 23 Pisma Świętego..''

     

  13. BÓG DOBRY Dobry Bóg obdarzył mnie skrzydłami, pozwolił lecieć tam, gdzie wolna wola, dał siłę, wiarę i nieba aksamit, pozwolił, bym żył, a nie istniał, by ziemia cała była tylko moja. W zamian nie zabrał nic, co było marne, chciał tylko duszy dać we mnie schronienie, kazał, bym chronił ją przed myślą czarną, hordą aniołów wsparł słuszne dążenia. Masz jedno życie, możności wyborów i wsparcie czynów, co mej chwale służą, lecz gdy na skróty będziesz brnąć do złego celu, to życie będzie ci kolcem, nie różą. Lecz z przymrużeniem oka nieraz mnie traktował, wiedząc, żem tylko człowiek z gliny zbyt surowej, wybaczał potknięcia i nieroztropne słowa, na wsparcie w wierze zawsze był gotowy. Przywilej wiary to przywilej chwili, w której na wieczność człowiek zbiera czyny, życie przemija ja dym z kadzidełka, nic się nie dzieje przypadkiem i bez kary za winy. Bogdan Tęcza.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...