Coś dusi się we mnie,
gdzieś głęboko zamknięte
w pudełku po zapałkach
takim małym, najmniejszym,
coś duszę ja.
Gdy mocno potrząsasz
uchyla się,
i budzę się ja, i dziwisz się Ty,
że mój krzyk twardy jak stal
doszczętnie zabija.
natchniona ma dusza
ucieka
ulatnia się skromnie
i skrapla powoli
chciałabym ciałem stałym być,
jak kamień lub choćby krzew,
w zimie nie zamarzam tylko pod lodem się kryję,
o naturo sroga, daj mi przerwać ten niekończący się krąg,
niestety STRUKTURA ma jest nieunikniona.
zgubiłam się,
zgubiłam się cała w swoim obłędzie,
nie rozróżniam już rąk Twoich,
a Twój głos tak zwyczajny, tak bezbarwny,
gdzie Ty jesteś?
miłości bez dna głupoty,
miłości zagmatwana po kres,
tutaj jestem,
WRÓĆ!
I nie wiem co się ze mną dzieje.
Czy naprawdę tego chcę?
Chciałabym się rozdzielić duszą,
popłynąć dalej,
zobaczyć przyszłość
nieznaną
marną,
szczęśliwą.
Nie wiem już co piszę,
nie wiem gdzie ja jestem,
zgubiłam się w sobie
okropnie,
przepraszam.
i nawet nie próbuj znowu naprawiać mnie tymi wszystko psującymi rękoma.
kochasz,
tylko wciąż nic Ci nie pasuje.
coś porozwiercasz, coś poprzekręcasz
i skleisz
we mnie
i ja znikam po cichu,
zostaje ktoś.
takie naprawy kosztują
uczucia
i nawet nie próbuj znowu naprawiać mnie tymi wszystko psującymi rękoma.
To tak mnie boli.
To tak mnie boli.
To tak mnie boli.
To moja modlitwa do Ciebie Boże zgniły w Trójcy jedyny, kłamliwy.
Ja też gniję z Tobą.
Za ludzkie grzechy i cierpienia nasze.
Czterech jeźdźców bez głów już po nas jedzie,
a krwisty księżyc nas utopi.
To już jest koniec,
więc mówię żegnaj,
a chciałam dobrze,
a chciałam żyć.
I idę jak wilk bez stada, a raczej pies bez właściciela.
Idę przez pola bólu, las strachu, doliny lęku.
I idę wygłodzona, bo Twej miłości mi brak,
bo ze złamaną łapą próbuję jeszcze dojść do końca,
bo ze ślepym okiem próbuję choć trochę dojrzeć jaki świat jest kwitnący,
ale widzę tylko pustą przestrzeń spowitą mgłą
Mgłą bardzo gęstą.
Czy jeśli dojdę do końca to umrę czy odrodzę się na nowo?
Wyjadasz od środka
To co zostało we mnie
Ostatnie uczucia przeznaczone dla Ciebie
Ostatnie dobro przeznaczone dla ludzi
Ostatni uśmiech, który czeka aż Cię zobaczę
Ty wyjadasz to tak łatwo
Tak szybko
Nawet nie zwrócę uwagi, że to już koniec
Że mnie już nie ma
Umieram nie z miłości
A z jej braku
Kocham bez wzajemności
I dlatego umieram z braku miłości
Umieranie jest niebezpieczne
A jednak konieczne
Ni tu żyć na tym świecie się nie chce
Ani umierać w sumie
Dlatego więc żyję umierając cicho
I piję smutek wraz z bólem kielicho
Krzycz
Krzycz ile masz sił
Krzycz bo krzyk Cię uwolni
Poniesie Cię daleko
Choć to tylko chwila
Biegnij
Biegnij ile masz sił
Biegnij bo bieg Cię uwolni
Biegnij po wolność
Dla duszy
Choć to tylko chwila
Kochaj
Kochaj ile masz sił
Kochaj bo miłość Cię uwolni
Ale tylko ta prawdziwa
Jak wiatr niesiony
Trochę pokruszony
Stoi na górze
Trzymając czarne i białe róże
Deszcz go obmywa
Zranioną dusze porywa
Każdemu pomoże
I wbiją w niego noże
Chcę rozebrać Ciebie.
Odkryć co w Tobie drzemie.
Twa dusza jest mi nieznana.
Miej mnie za swojego kompana.
W ten piękny czas.
I nikt nie zniszczy już nas.
Ja stoję rozebrana przed Tobą.
Ma dusza woła o pomoc.
Otul duszą swą.
Duszę mą.
I zniknijmy gdzieś w oddali stąd.