Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

milosz michalowski

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    12
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Reputacja

0
  1. chowam twarz w dłoniach by się więcej nie uśmiechać grzyzę się w język by już nie kłamać z resztą cóż to różnica skoro cała prawda tego świata sumuje się w jedno wielkie kłamstwo i mam wrażenie, że nagie drzewa za oknem skradają się upiornie szepczą coś po cichu zatykam uszy by nie słyszeć nie czytam książek by nie wiedzieć, że widzę pęknięcia na ścianie mam wizje
  2. Idź już spać me dziecko łez Zmieniasz sztorm w lekki deszcz - wypełnia twój kielich skradzionych snów, wszystkich, które zabrałaś mi Pozwól, jedynie oczy zamknąć Nie ruszaj się, proszę sen by nadszedł, burząc harmonię mego świata. W pył obrócisz mnie razem z nim Każda noc tak się już kończy Słowami płynącymi z twych ust, ich dźwiekiem nakarmię zmysły By słodkie kłamstwa szeptać ci
  3. nim opadła kurtyna omsknięciem ręki śmierć ze sceny zdjęła jak drzewo za młodu ścięte promieniami słońca jeszcze nie opalone niedojrzały owoc co kropli życia nie schwytał zgubiony przechodzień przez ogród przeszedłszy nie poczuł zapachu wiosennych kwiatów zamiast się do życia zbudzić we śnie padł pogrążony poeta niecierpliwy cóż jest po drugiej stronie nie pozwolę byś błądził w mej głowie nie dam się zamknąć w nawiasach twej śmierci twego życia bym ciebie kochając siebie nienawidził
  4. Ugryzę życie przez ścianę By nie mogło się odgryźć Będę sączył i smakował Czynię tylko to, co mej duszy miłe Czasem płaczę by z obojętności nie umrzeć Uderzam głową w mur Uparty jak mój ojciec Z każdym razem coraz trudniej mi rozpoznać Swą twarz w lustrze czy stare plamy na spodniach I tak siedzę i gadam Sam do siebie czasem Prędzej spłonę niż coś zrobię Uparty jak ojciec
  5. Zapalę papierosa By nie być tak samotnym Popatrzę jak razem z nim wypalam się do cna Tylko popiół i czerń. Noc wkrótce odejdzie Coż to zmieni? O północy zaśpiewam w pijackim chórze Przy owacji gwiazd W poklasku szalejącego wiatru Lecz coż to zmieni...dla ciebie? Pobiegnę do ciebie Stojąc w miejscu jak głaz Przemówię do ciebie ust swych nie otwierając Krzyknę co sił w płucach nie unosząc się gniewem. I nikogo to nie obejdzie
  6. Nadeszła zima, śnieg przysypał nas po czubki głów. Byśmy po chmurach już nie błądzili. A my sapiemy i tupiemy jak dziecko, które upragnionego prezentu nie dostało. I z tej wściekłości aż głowa nas rozbolała. Zakładamy tony swetrów by móc się izolować, skrzętnie chować uczucia, by nikt ich nie zobaczył, ukradkiem nie odgadł. Możemy w ciszy posiedzieć przy kominku By nie mówić tego słowa "kocham" to kosztuje zbyt wiele. I wymówkę już mamy by nie iść z ukochaną na spacer Przecież mróz w policzki szczypie, a prawda w oczy kole
  7. „Dobranoc” mówię Ci, do poduszki Licząc Twe rzęsy, liczę na cud Może oczy otworzysz, ujrzysz mnie Prawie nagiego, leżącego u Twych stóp Gdy noc weźmie głęboki oddech Dzień dusząc się otuli Cię niczym koc Byś zamknęła oczy, pozwoliła mu odejść To jedno słowo do szepcząc do ucha... „Dobranoc” mówię Twym oczętom Zamkniętym magiczną dłonią snu Spotkajmy się w Twoich marzeniach Bym mógł jeszcze raz dotknąć tych ust Śpisz już, nie powstrzymałem Cię Pognałaś na wietrze jak latawiec Już dziś nie przytulisz, nie ucałujesz I pogrążę się we śnie, by śnić na jawie
  8. Patrzę na świat twoimi oczami. Nie umiem już patrzeć inaczej Dziecięce sny, dawno przeminęły Nigdy ich już nie zobaczę Jeszcze chwila, nie poczuję nic. Żar i motyle w żołądku. Perfumy twe nieśpiesznie wypełniają pokój Centymetr po centymetrze. Krok po kroku Słyszę bicie twego serca. Nie czuję nic, rzeczywistość ucieka. Wszystko dzieję się tak szybko. Proszę, zwolnij miłości, poczekaj. utwór opublikowano już na łamach www.poezja.org http://www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=15228 Moderator
  9. oto dwie wersje jednego wiersza. prosiłbym o wskazanie, która waszym zdaniem jest lepsza.z góry dziękuje.pozdrawiam „Gra” wersja 1 Gra (wersja zmieniona) Delikatnie muskam twą szyję, napiętą jak struna. C - wciąż nieczyste, gdy całuje twe usta. Szepczesz mi do ucha. Duszne powietrze dźwięki rozmywa. G - rozstrojone, westchnienie, jak twe włosy padające na twarz Próbuję uchwycić twój rytm, gdy oddychasz nerwowo. Wciąż pół taktu za tobą Nuty powoli zlewają się w całośc - naszą melodię ciał. Serca biją szybko, uderzaja o struny - naprężone, gorące od dotyku dłoni Muzyka echem pobrzmiewa w myślach. Serca teraz bijące w jedności. W elektryzującym powietrzu. Już tylko cisza... Treść postu zmodyfikowano ze względu na złamanie regulaminu lub zasad serwisu. Prosimy o zamieszczanie tylko jednego wiersza w jednym temacie na forum, w ramach obowiązującego limitu 1 wiersz / 48 h. Moderator
  10. (Poniższe opowiadanie napisałem na konkurs związany z filmem "Dzień świra" - warunkiem było zamieszczenie cytatów z filmu stąd ich obecność w opowiadaniu, nie jest to złośliwy plagiat.) Historia ta wydarzyła się w zeszłym roku. Zmieniła wszystko, a czy na gorsze, czy na lepsze, to sam nie wiem. Na pewno przerwała szarą codzienną rutynę. Po miesiącach ciężkiej harówy, w końcu udało mi się wyjechać na wakacje. Znalazłem się daleko od miasta, pracy, nieznośnych już kolegów, a przede wszystkim – od żony. Byłem tylko ja i natura. Był czas na papieroski, piwko, telewizję bez ograniczeń i bez ciągłej walki o pilota... Wieczór więc spędzałem bez telenowel i innych dupereli... Te moje wakacje spędzałem na Mazurach. Spałem sobie tam spokojnie w domku kempingowym, bo żonie powiedziałem, że wyjechałem w delegację, by się nie czepiała. Tak więc robiłem co chciałem, gdy chciałem zapalić, paliłem bez marudzenia, że dym przeszkadza, a gdy chciało mi się szczać, to szczałem i nie widziałem wiecznej kolejki do łazienki. Dni upływały, ale zamiast czuć się zrelaksowanym czułem, że jestem skrajnie zmęczony, a przecież jest lato. Depresja i melancholia pogłębiały się, więc czym prędzej wróciłem do żony. Może codzienna rutyna to jest to, czego mi potrzeba – zastanowiłem się, kiedy stanąłem przed drzwiami do mojego domu. Sam się przeraziłem „A jeśli już nie umiem żyć inaczej? I żadnych proszków na to nie ma” – pomyślałem. Mimo wszystko, kiedy stałem wtedy tam pod drzwiami, czułem pewną ulgę. Ale właśnie tu tkwił haczyk. Przekonałem się o tym wchodząc do mieszkania. Oczom moim ukazał się, taki oto widok: wszędzie stały spakowane torby mej „ukochanej” żony. Ta zaś śmignęła mi tylko przed nosem. Złapałem ją jednak i zdążyłem jeszcze spytać co się dzieje? - Wychodzę za mąż – oznajmiła rubasznym, kpiącym tonem a mnie mało co krew nie zalała! - Jak to za mąż? Ty chyba masz coś z głową!? – wrzasnąłem nie mając większego pojęcia, co powiedzieć. - Nie, nie z głową z dupą, że tyle czasu z tobą wytrzymałam. - A z dupą! Ty to zawsze miałaś z nią coś nie tak! Wszyscy mi to mówili, ale głupi byłem, nie słuchałem. Ale w ogóle, jak ty chcesz wyjść za mąż, przecież się nie rozwiedliśmy? – kontynuowałem - Już prawie, jeszcze musisz tylko podpis dać - powiedziała podsuwając jakieś papiery - Podpis dać?! W ryj dać, mogę dać!!- wrzasnąłem jej prosto w twarz i zaraz ciekawość mnie zaczęła zżerać, więc zapytałem - A tak na marginesie co to za jeden? - Henryk – odpowiedziała, nie patrząc na mnie. - Henryk?! Ten stary, malowany pedał? - Pedał nie pedał, jest świetny w łóżku. - Nie będę słuchał tego gówna. Wychodzę. No i wyszedłem, tak jak jej obiecałem. Zrobiłem to, co zrobiłby każdy normalny facet w takiej sytuacji. Poszedłem się schlać do najbliższego baru. Nie to, żebym za nią tęsknił, no może trochę, ale to bardziej z przyzwyczajenia. Po prostu chciałem się poczuć jak ci wszyscy bohaterowie filmowi, którzy idą do lokalu, po tym jak rzuca ich jakaś fajna laska, odpalają papierosa i zamawiają jedną whisky po drugiej. Tak właśnie zrobiłem. Powoli, coraz bardziej traciłem kontakt z rzeczywistością, aż w końcu - wpłynąłem na suchego przestwór oceanu. Unoszony przez delikatną bryzę, płynąłem w nieznane... Nie wiem jak długo tak płynąłem, ale obudziłem się rano, gdzieś na ulicy. Z pięknego snu nie zostało już nic, a piekielny ból głowy i przejmujące zimno przypominały o wczorajszym dniu. Dniu, który zmienił wszystko. © 2002 Miłosz Michałowski
  11. dziękuje za wszelkie wskazówki. wezmę wszystkie pod osąd.pozdrawiam
  12. Patrzę na świat Twoimi oczami Nie umiem już patrzeć inaczej Dziecięce sny, dawno przeminęły Nigdy ich już nie zobaczę Jeszcze chwila nie poczuję nic, ciepło i motyle w żoładku Perfumy twe nieśpiesznie wypełniają pokój Centymetr po centymetrze Krok po kroku Słyszę bicie twego serca Nie czuję nic, rzeczywistość ucieka Wszystko dzieję się tak szybko Proszę, zwolnij miłości, poczekaj
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności