Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Maciej_Jackiewicz

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    1466
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Odpowiedzi dodane przez Maciej_Jackiewicz


  1.  

    Poeta wiersz zamieścił raz kiedyś na portalu
    wnet pojawiły się głosy i komentarze

    podniesione niczym w obskurnym jakimś barze
    ale najczęściej w tonie fałszywego żalu


    -może i by się spodobał ale …
    -ja bym wyrzucił to i owo…
    -a to takie niepotrzebne słowo…
    -usunąć lepiej też to co dalej…

     

     

    poeta nawet nie pisał też komentarza
    pisanie wiersza ciągle jedynie powtarza
    a krytycznych uwag nie ubywało wcale

    -tak się nie pisze wiersza z sensem…
    -z tymi rymami to wygląda nieładnie…
    -ale o co tu chodzi kto to zgadnie...

    ktoś przy okazji rzucił mięsem

     

     

     

    poeta  cierpliwie napisał po raz n-ty

    a wiersz się cały skurczył jak po wielkim praniu

    komentarze były często już w jednym zdaniu

    a on sam miał minę jakby był  z krzyża zdjęty

     

     

    -po co te  inwersje i znów ten rym…

    - zgłoski mi biegają jak mrówki…

    -tak piszą grafomani i półgłówki…

    -głupia pało nie zgodzę się z tym…

     


    poeta spokojnie zareagował na to

    chociaż nie mógł już napisać- słów brakowało

    albowiem z jego wiersza nic nie pozostało


    poza bardzo skrojonym tytułem i datą
     

     

     


  2. Samotny jak palec szukasz miłości wszędzie
    gdzie jej nigdy nie było i nie ma, wmawiając
    sobie, że to jest to, a Los się uśmiechając
    nawet ci nie podpowie, że znów jesteś w błędzie


    Chociaż dobrze wie od siostry Fatum, co będzie
    ty ranisz się zagubiony niby kochając
    bo nie można bardzo kochać serca nie znając
    gdy życie przemija  jak w obłąkanym pędzie


    Szukasz swej miłości, kiedy się napatoczy
    byle jak i byle czym koisz stare smutki
    bo świat nie będzie zawsze piękny i uroczy


    Potem sen nie nadchodzi, albo jest zbyt krótki
    jak chorobę leczysz to, co ujrzały oczy
    w kosmosie marzeń nadziei skrawek malutki


  3. Jacek Wacek i Placek ze wsi Płoty

    po wiosce się tylko wciąż wałęsali

    nie mieli bowiem już nic do roboty

    o niczym przy tym ciągle rozmawiali

     

    Aż któregoś dnia Jacek pomysłowy

    wpadł na wielki pomysł nie byle jaki

    będziemy dziś na łące straszyć krowy

    potem z gniazd wypłoszymy młode ptaki

     

    Pieskom założymy  sznurki na pyskach

    koty wrzucimy do wody gdzie stawy

    barany wypuścimy na pastwiskach

    gdzie kozy – ale będzie dziś  zabawy

     

    Jak powiedział  tak to wszystko  zrobili

    spłoszone krowy w mig się pochowały

    ptaki odleciały w tej jednej chwili

    zasznurowane psy już  nie szczekały

     

    Mokre koty miauczały tak żałośnie

    kozy i baran zaczęły się wadzić

    mecząc i becząc na zmianę  donośnie

    kiedy chłopcy zaczęli znów coś radzić

     

    Co by jeszcze zrobić dla większej draki

    zebrały się w remizie ich rodziny

    niepotrzebni są nam takie głuptaki

    wnet przegonili całą trójkę z gminy

     

    I z miejsca gawiedź odżyła na nowo

     w gazetach pisali o ludziach z Płotów

    jak żyją teraz  spokojnie i  zdrowo

    bo nie ma już w tej wiosce trzech idiotów.


  4. Raz piękny motyl wpadł w pajęczynę

    bo nie zauważył nocą sieci
    nieborak już nigdzie nie poleci
    sobie przypisać może tę winę

    że w pętlę śmierci tak się zamotał
    a gdy pająk miał go już w przełyku
    na chwilę spoczął na dzbaneczniku* ...

    Różne przejawy miewa głupota

    -------------------------------------------------------------------
    *dzbanecznik –roślina owadożerna


  5. pod bosymi stopami ziemia spalona
    słońcem jakiego dotąd nie było
    ostatnie źdźbło trawy obrócone w pył

    nie ma już tej roześmianej łąki
    jeszcze wczoraj była nadzieją zielona
    wyschnięte skonało życia źródełko

    wczoraj ptak wodę tam pił
    nade mną niebo prawie przejrzyste
    a pode mną niezmierzona głębia

    piekła zbudowana z zawiści
    i największych ludzkich grzechów
    Lucyper dławi się nimi ze śmiechu

    bogatemu diabeł dzieci kołysze
    próchnica świat dzisiaj okrutnie toczy
    już nie tylko od samego przyzębia

    palcem na chmurze list piszę
    nowe myśli łapię w czerwonym słońcu
    o tym co może się jutro nareszcie ziści

    albo przyjdzie tylko dobrym snem
    obojętności obawiam się bardziej od suszy
    nieznana oaza gdzieś tam może czeka

    kiedy karawana w drogę wyruszy
    ja wraz z nią nawet na samym jej końcu
    aby odnaleźć choć jednego człowieka


  6.  

     

     

     

     

     

    bladym jeszcze świtem

    kiedy miasto śpi 

    maluje piórem 

     

    aby zarobić na chleb 

    i zjeść go z apetytem 

    od tylu dni miesięcy i lat 

     

    po bochenku zostaną okruchy 

    nakarmi nimi ptaki 

    to jego przyjaciele 

     

    niczym dobre duchy 

    zanim ruszą na nieba szlaki 

    podpowiedzą mu trudne słowa 

     

    może i tobie szepną też 

    jak całego siebie dać 

    aby napisać choć jeden wiersz 

     

    o rajskim ogrodzie 

    z cudownym chórem 

    gdzie ptaki rozmawiają z aniołami 

     

    gdy serce wrażliwe przeraża 

    bo nie jest z nim w zgodzie 

    ten niespokojny ziemski świat 

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     


  7.  

    Od farby na głowie prawie już  łyse

    Zimą  obnoszą  się ze sztucznym lisem

    Kilo tynku na jeszcze młodej twarzy

    Miast pończoch cała seria tatuaży

     

     

    Usta od szminki tak krwistoczerwone

    Brwi  nad oczami kredką poczernione

    W pięknym uśmiechu błyszczą już wstawione

    Z cyrkonu implanty zaś  silikonem

     

     

    Nęcą na pokusę w stroju bikini

    Lub  w zwiewnej wzorzystej spódniczce mini

    Plus torebką jak markową, prawdziwą

    Ale to derma lub inne tworzywo

     

     

    Długie przyklejone noszą pazury

    W solariach na brąz malują swe skóry

    Nasze drogie dziewczęta urokliwe

    Dobrze

    że choć serca mają prawdziwe


  8. Co dzień ta sama huśtawka nastrojów

    świat kręci się wokół na karuzeli

    wychodzisz na miasto

    może właśnie dziś wreszcie coś trafisz

    piłeczką w kubki na strzelnicy

     

    może w prezencie od losu

    otrzymasz jedną sztuczną różę

    albo pluszową maskotkę

     

    pędząc w wagoniku kolejki górskiej

    odwiedzisz po drodze pałac strachów

    gdzie wiszą na sznurkach

    plastikowe szkielety

    i duchy z białych prześcieradeł

     

    w pracy jak zwykle diabelski młyn

    jeszcze tylko automat

    przy wyjściu wywróży ci przyszłość

    taką samą jak wszystkim

    nic ciekawego

     

    powrócisz do domu z balonem

    i cukrową watą na patyku

    uśmiechniesz się do słońca

     

    z pozoru było tak beztrosko

    ale cieszysz się niczym dziecko

    jeszcze muzyka w uszach ci gra

    tylko wyjątkowo dzisiaj

    wstęp był za darmo


  9. Codziennie się ze mnie śmieje

    choć ciągle pluję na nią obficie

    przecież ona dla mnie nie istnieje

    a może to jedynie moje odbicie

     

    Codziennie kleksy piórem wymazuję

    sny o krościatej się znów majaczą

    przecież ona mnie nie interesuje

    ból duszy miesza się z rozpaczą

     

    Codziennie powtarza się ta drama

    zawsze ta nieszczęsna dnia pora

    zamknięta dla niej prawdy brama

    bo nie wie jak bardzo jest chora

     

    Codziennie podnosi się kurtyna

    nowy akt na scenie się składa

    jej nie ma choć to niczyja wina

    a powraca  zaleta to czy wada


  10. W dobrym humorze coraz większa  nędza

    znów  błazen przebrany w sutannę księdza

    fika koziołki na zakurzonej scenie

    gawiedź się bawi  bardzo szalenie

     

     klaszcze w dłonie i gwiżdże z zachwytu

    poziom nienawiści sięgnął już szczytu

    nie patrzysz czy po prostu tak ci wypada

     

    W umysłach  obrodziła klęska nieurodzaju

    zagubiony stoisz wśród obcych obyczajów

    bijesz brawa kuglarzom nowej ery

    bo lepsze to niż akrobaty numery

     

    dziś się już nie liczy żongler z cyrkową liną

    lepszy ten co wali na oślep w skeczu łaciną

    czy naprawdę rozśmiesza nas degrengolada

     

    Na naszych oczach ale jakby wyłupionych

    kto powstrzyma tych klaunów szalonych

    za biskupów przebrani jak chorzy

    w Koloseum śpią dziś gladiatorzy

     

    nowi sacrum nie widzą a weną antysztuka

    artyści i kochani niedawno celebryci idole

    dzisiaj są jak po innej życia nieznanej szkole

     

    Póki masz jeszcze czas zatrzymaj się człowieku

    świadku  dwudziestego pierwszego wieku

    jaki przekaz zostawisz po sobie

    kiedy złożysz swe ciało w grobie

     

    dla swych dzieci a może i malutkiego wnuka


  11. Chłopek roztropek z wioski Łany,
    pił raz na umór, aż był pijany.
    Na koniec wtedy padł,
    i pożegnał ten świat.
    W ZUS-ie wpisali : zezgonowany*.


    Chłopek roztropek mieszkał pod Słupem.
    Znanym był we wsi durnym przygłupem.
    Raz lekarz z pogotowia,
    wpisał mu procent zdrowia,
    lecz dla ZUS-u był już prawie… trupem.


    Chłopek roztropek gdzieś koło Wschowy,
    po wypadku nie miał nóg i głowy.
    W ZUS-ie więc to zbadali,
    orzeczenie wydali :
    Ma ręce – to do pracy, jest zdrowy.

     

     

    * wpis autentyczny


  12. mówisz
    to nieprawda
    że rządzili nami komuniści i agenci
    esbeków też nigdy nie było
    życie jakieś filmy co dzień kręci
    wracam do dnia jak serce mocniej zabiło
    na słowa Ojczyznę wolną pobłogosław Panie

    zawsze
    dnia trzynastego
    wymodloną podczas liturgii słowa
    naiwnie pytasz teraz co z tego
    dziękował Jemu biedny lud duchem bogaty
    i grały radośnie organy
    w ogrodach nadziei wreszcie rozkwitały kwiaty

    radował się
    lud wybrany
    zrzucając z siebie tylu lat kajdany niewoli
    bezduszne brzemię
    Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze …
    czy pamiętasz jeszcze te słowa
    kto i o czyją upominał się ziemię

    na mogiłach płoną wieczne znicze
    naszej pamięci
    dziś z nieba patrzą święci
    na mnie i na ciebie
    choć zabrakło ci wiary
    z anielską cierpliwością
    kiedy podziękujesz wreszcie za wszystkie dary

    w końcu
    pozdrowisz każdego miłością
    rana zadana słowem bardziej boli
    tu nie pomoże jodyna i wata
    rana zadana słowem trudniej się goi
    podziękuj dziś matce i ojcu
    za dar największy życia

    to nieprawda
    że jutro będzie koniec świata
    ...
    czego ty jeszcze się boisz




    * słowa papieża Jana Pawła II na początku pontyfikatu

     

     

     

     

     

  13. Przytulam wciąż twoją twarz poznaczoną
    troską i codziennymi zmartwieniami
    tak patrzysz na mnie dobroci oczami
    licząc czas co przędzie losu wrzeciono

    przytulam twoją rękę pomarszczoną
    którą chroni dzieci jak ptak skrzydłami
    dzieli bochenek i jada wraz z nami
    kryję się nieudolnie za zasłoną

    utkaną z mego zaniedbania grzechu
    bo wie twoje serce że miłość samo
    czyni dobro i kochasz bez pośpiechu

    by zło stało się niewidzialną plamą
    wezmę cię znów do krainy uśmiechu
    żeby przytulić tak mocno cię Mamo
     


  14. Czas przemija, szczęście było blisko
    wolnym krokiem także odchodzę
    samotny na krętej nowej drodze
    dziękując dziś za nic i za to wszystko

    zanim zginę jak patyk suchy w popiele
    serca po wygaszonym już ognisku
    jeszcze ciebie ujrzę w myśli błysku
    nim przepadnę jak zakochany pogorzelec

    tyle słów pozostało na kartach podartych
    a milczenie rani tak bezlitośnie
    ostatni kwiat zapomniał o wiośnie
    czy dobry sen pamięci będzie wciąż warty

    kiedy jak co dzień czeka na mnie posłanie
    pozdrowię pająka w nocnej ciszy
    chociaż pewnie tego nie usłyszy
    w swoim domu na suficie ze mną zostanie


  15. kiedyś przeminą te ziemskie światy
    i znów się wszyscy wtenczas spotkamy
    nie każdemu otwarte będą złote bramy
    palmy zwycięstwa oraz w bieli szaty

    ***

    codziennie liczą lecz nie własne czyny
    im sumienie niczego nie wyrzuca
    smog nienawiści drażni znów płuca
    lecz oni są przecież bez odrobiny winy

    czemu tak mało wokoło dobrych aniołów
    głos wiary dochodzi jak z zaświatów
    przybywa wciąż wszędzie tylu Piłatów
    brak coraz bardziej prawdziwych apostołów

    dobry pasterz cierpliwy nadal zaprasza
    lecz na niego nikt z nich nie czeka
    gdy przyjdzie jako więzień i kaleka
    odeślą go jak wtedy choćby do Kajfasza

    źdźbło trawy dobrze widzą u swych braci
    u siebie belki oczy ich nie dojrzały
    ślepi na ten dar wiecznej chwały
    kochają zabawę w zło niespełnieni kaci

    do ściśniętego gardła skaczą jak wesz
    na grzebieniu co dobro pogrzebie
    nie pamiętają o miłości w chlebie
    serca mają przecież takie czyste

    Ty też ?

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności