Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Maciej_Jackiewicz

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    1468
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

388

2 obserwujących

O Maciej_Jackiewicz

  • Tytuł
    Poeta weteran
  • Urodziny 31.08.1980

Ostatnie wizyty

3091 wyświetleń profilu
  1. Spotkanie nad morzem Siedzę sobie na pełnej ludzi plaży szum morza miesza się ze strasznym gwarem wszyscy ciągle walczą z lipcowym skwarem co też się tutaj dzisiaj coś wydarzy ? tak sobię marzę i leżę w grajdole wtem patrzę a tu idzie Wacek, w szkole do jednej chodziliśmy przecież klasy czyżby też przyjechał tutaj na wczasy ? brzuszek piwny mu urósł, także siwe pierwsze włosy a dziewczę urodziwe trzymał za rękę –co za cud blondynka pewnie córka, grunt to własna rodzinka tylko gdzie była ona wobec tego czy nieopodal grajdoła mojego gdy z tego głębokiego zamyślenia wyrywa głos : cześć Maciek a to Renia kopę lat kopę lat już chyba stary czy dasz temu mój przyjacielu wiary ? ile to będzie ? chyba ze czterdzieści w głowie doprawdy to się nie pomieści mówi coś teraz do swej pięknej Reni widzisz to Maciek, prawie się nie zmienił całe osiem lat z naszej podstawówki na wuefie podmieniał tenisówki a Renia patrzyła na mnie już bacznie cała wyglądała tak bardzo smacznie ten uśmiech delikatny kącikiem ust i nogi do ziemi oraz super biust ubrana w jasnoniebieskie bikini niejeden facet pewnie aż się ślini tak delikatnie trzymała pół ciastka idealna cudowna osiemnastka świetną masz córkę –Wacka pochwaliłem gdy na moment stanęła do mnie tyłem dobrze musi być zapewne chroniona no co ty ? rzekł kumpel -to piąta żona
  2. Do dziś plotkują w powiecie jak ongiś na wyspie Krecie dwaj panowie czuli się samotni --- Dedal więc poszybował w świat ale Ikar na ziemię spadł nie miał niestety też… paralotni Syzyf co toczył na górę głaz tak pomyślał o swej pracy raz że chociaż do niej się przykłada wielki kamień na dół wciąż spada --- Szybko wpadł mu pomysł do głowy: i zbudował… wyciąg linowy
  3. Poeta wiersz zamieścił raz kiedyś na portalu wnet pojawiły się głosy i komentarze podniesione niczym w obskurnym jakimś barze ale najczęściej w tonie fałszywego żalu -może i by się spodobał ale … -ja bym wyrzucił to i owo… -a to takie niepotrzebne słowo… -usunąć lepiej też to co dalej… poeta nawet nie pisał też komentarza pisanie wiersza ciągle jedynie powtarza a krytycznych uwag nie ubywało wcale -tak się nie pisze wiersza z sensem… -z tymi rymami to wygląda nieładnie… -ale o co tu chodzi kto to zgadnie... ktoś przy okazji rzucił mięsem poeta cierpliwie napisał po raz n-ty a wiersz się cały skurczył jak po wielkim praniu komentarze były często już w jednym zdaniu a on sam miał minę jakby był z krzyża zdjęty -po co te inwersje i znów ten rym… - zgłoski mi biegają jak mrówki… -tak piszą grafomani i półgłówki… -głupia pało nie zgodzę się z tym… poeta spokojnie zareagował na to chociaż nie mógł już napisać- słów brakowało albowiem z jego wiersza nic nie pozostało poza bardzo skrojonym tytułem i datą
  4. Samotny jak palec szukasz miłości wszędzie gdzie jej nigdy nie było i nie ma, wmawiając sobie, że to jest to, a Los się uśmiechając nawet ci nie podpowie, że znów jesteś w błędzie Chociaż dobrze wie od siostry Fatum, co będzie ty ranisz się zagubiony niby kochając bo nie można bardzo kochać serca nie znając gdy życie przemija jak w obłąkanym pędzie Szukasz swej miłości, kiedy się napatoczy byle jak i byle czym koisz stare smutki bo świat nie będzie zawsze piękny i uroczy Potem sen nie nadchodzi, albo jest zbyt krótki jak chorobę leczysz to, co ujrzały oczy w kosmosie marzeń nadziei skrawek malutki
  5. Jacek Wacek i Placek ze wsi Płoty po wiosce się tylko wciąż wałęsali nie mieli bowiem już nic do roboty o niczym przy tym ciągle rozmawiali Aż któregoś dnia Jacek pomysłowy wpadł na wielki pomysł nie byle jaki będziemy dziś na łące straszyć krowy potem z gniazd wypłoszymy młode ptaki Pieskom założymy sznurki na pyskach koty wrzucimy do wody gdzie stawy barany wypuścimy na pastwiskach gdzie kozy – ale będzie dziś zabawy Jak powiedział tak to wszystko zrobili spłoszone krowy w mig się pochowały ptaki odleciały w tej jednej chwili zasznurowane psy już nie szczekały Mokre koty miauczały tak żałośnie kozy i baran zaczęły się wadzić mecząc i becząc na zmianę donośnie kiedy chłopcy zaczęli znów coś radzić Co by jeszcze zrobić dla większej draki zebrały się w remizie ich rodziny niepotrzebni są nam takie głuptaki wnet przegonili całą trójkę z gminy I z miejsca gawiedź odżyła na nowo w gazetach pisali o ludziach z Płotów jak żyją teraz spokojnie i zdrowo bo nie ma już w tej wiosce trzech idiotów.
  6. FAKTYCZNIE JUSTYNKO LUBIĘ NIERAZ POFILOZOFOWAĆ SOBIE W POEZJI POZDRAWIAM
  7. Raz piękny motyl wpadł w pajęczynę bo nie zauważył nocą sieci nieborak już nigdzie nie poleci sobie przypisać może tę winę że w pętlę śmierci tak się zamotał a gdy pająk miał go już w przełyku na chwilę spoczął na dzbaneczniku* ... Różne przejawy miewa głupota ------------------------------------------------------------------- *dzbanecznik –roślina owadożerna
  8. pod bosymi stopami ziemia spalona słońcem jakiego dotąd nie było ostatnie źdźbło trawy obrócone w pył nie ma już tej roześmianej łąki jeszcze wczoraj była nadzieją zielona wyschnięte skonało życia źródełko wczoraj ptak wodę tam pił nade mną niebo prawie przejrzyste a pode mną niezmierzona głębia piekła zbudowana z zawiści i największych ludzkich grzechów Lucyper dławi się nimi ze śmiechu bogatemu diabeł dzieci kołysze próchnica świat dzisiaj okrutnie toczy już nie tylko od samego przyzębia palcem na chmurze list piszę nowe myśli łapię w czerwonym słońcu o tym co może się jutro nareszcie ziści albo przyjdzie tylko dobrym snem obojętności obawiam się bardziej od suszy nieznana oaza gdzieś tam może czeka kiedy karawana w drogę wyruszy ja wraz z nią nawet na samym jej końcu aby odnaleźć choć jednego człowieka
  9. bladym jeszcze świtem kiedy miasto śpi maluje piórem aby zarobić na chleb i zjeść go z apetytem od tylu dni miesięcy i lat po bochenku zostaną okruchy nakarmi nimi ptaki to jego przyjaciele niczym dobre duchy zanim ruszą na nieba szlaki podpowiedzą mu trudne słowa może i tobie szepną też jak całego siebie dać aby napisać choć jeden wiersz o rajskim ogrodzie z cudownym chórem gdzie ptaki rozmawiają z aniołami gdy serce wrażliwe przeraża bo nie jest z nim w zgodzie ten niespokojny ziemski świat
  10. Od farby na głowie prawie już łyse Zimą obnoszą się ze sztucznym lisem Kilo tynku na jeszcze młodej twarzy Miast pończoch cała seria tatuaży Usta od szminki tak krwistoczerwone Brwi nad oczami kredką poczernione W pięknym uśmiechu błyszczą już wstawione Z cyrkonu implanty zaś silikonem Nęcą na pokusę w stroju bikini Lub w zwiewnej wzorzystej spódniczce mini Plus torebką jak markową, prawdziwą Ale to derma lub inne tworzywo Długie przyklejone noszą pazury W solariach na brąz malują swe skóry Nasze drogie dziewczęta urokliwe … Dobrze że choć serca mają prawdziwe
  11. niezła interpretacja Natuskoo
  12. pozdrawiam również duszko twój pomysł z zakończeniem jest całkiem całkiem
  13. Co dzień ta sama huśtawka nastrojów świat kręci się wokół na karuzeli wychodzisz na miasto może właśnie dziś wreszcie coś trafisz piłeczką w kubki na strzelnicy może w prezencie od losu otrzymasz jedną sztuczną różę albo pluszową maskotkę pędząc w wagoniku kolejki górskiej odwiedzisz po drodze pałac strachów gdzie wiszą na sznurkach plastikowe szkielety i duchy z białych prześcieradeł w pracy jak zwykle diabelski młyn jeszcze tylko automat przy wyjściu wywróży ci przyszłość taką samą jak wszystkim nic ciekawego powrócisz do domu z balonem i cukrową watą na patyku uśmiechniesz się do słońca z pozoru było tak beztrosko ale cieszysz się niczym dziecko jeszcze muzyka w uszach ci gra tylko wyjątkowo dzisiaj wstęp był za darmo
  14. Codziennie się ze mnie śmieje choć ciągle pluję na nią obficie przecież ona dla mnie nie istnieje a może to jedynie moje odbicie Codziennie kleksy piórem wymazuję sny o krościatej się znów majaczą przecież ona mnie nie interesuje ból duszy miesza się z rozpaczą Codziennie powtarza się ta drama zawsze ta nieszczęsna dnia pora zamknięta dla niej prawdy brama bo nie wie jak bardzo jest chora Codziennie podnosi się kurtyna nowy akt na scenie się składa jej nie ma choć to niczyja wina a powraca zaleta to czy wada
  15. W dobrym humorze coraz większa nędza znów błazen przebrany w sutannę księdza fika koziołki na zakurzonej scenie gawiedź się bawi bardzo szalenie klaszcze w dłonie i gwiżdże z zachwytu poziom nienawiści sięgnął już szczytu nie patrzysz czy po prostu tak ci wypada W umysłach obrodziła klęska nieurodzaju zagubiony stoisz wśród obcych obyczajów bijesz brawa kuglarzom nowej ery bo lepsze to niż akrobaty numery dziś się już nie liczy żongler z cyrkową liną lepszy ten co wali na oślep w skeczu łaciną czy naprawdę rozśmiesza nas degrengolada Na naszych oczach ale jakby wyłupionych kto powstrzyma tych klaunów szalonych za biskupów przebrani jak chorzy w Koloseum śpią dziś gladiatorzy nowi sacrum nie widzą a weną antysztuka artyści i kochani niedawno celebryci idole dzisiaj są jak po innej życia nieznanej szkole Póki masz jeszcze czas zatrzymaj się człowieku świadku dwudziestego pierwszego wieku jaki przekaz zostawisz po sobie kiedy złożysz swe ciało w grobie dla swych dzieci a może i malutkiego wnuka
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności