"Chuściana matka"
Idzie i nie patrzy, gdzie i dokąd zmierza,
wzrok wbity w buty, w myślach czarna pustka.
Chodem swym powolnym drogę swą przemierza,
„wojna idzie” – szepcze, poprawiając chustkę.
Nie boi się śmierci, o wnuczki się boi,
w głowie ma mętlik od ludzkiej głupoty.
Ta wojna przeklęta u bram naszych stoi,
zagląda już do nas przez sąsiadów płoty.
Starsza pani błaga, nie klnie, lecz prosi:
„jestem ja prostą, biedną ze wsi kobietą,
która swój niepokój w sercu wiernie nosi.
Komu ta wojna ma być zaletą?”.
Nie rozumie, dłońmi za głowę się łapie,
w niebo spogląda: „Gdzieś Ty jest, o Panie?
Czemu pozwalasz na wojny tak głupie?
Po co to gwałtu i mordu przesłanie?”.
Bóg spogląda na nią i pyta w swym gniewie:
„pamiętasz, kobieto, modły wszystkie swoje,
w których prosiłaś w głębokiej potrzebie,
żeby dobre życie miały dzieci twoje?
Żeby kimś zostali, wysoko rządzili,
bym im stał pomocą, dał siłę i zdrowie,
by szkoły pokończyli, sukces osiągnęli,
żeby z nich się stali prawdziwi panowie!
Z wszystkiego się dobrze, Ja, Bóg, wywiązałem,
to ty, kobieto, w wojny ich wpędziłaś.
Kiedy o dyplomy twoich synów dbałem,
ty ich nienawiści – zamiast miłości – uczyłaś”.
Leszek Piotr Laskowski.