"Sufit, ściany i podłoga"
Zagadał sufit raz do podłogi:
„Doprawdy, los twój jest nader srogi!
Zdeptanaś cała, poharatana,
z meblami w stylu wiejska kabana”.
Z góry na dół spogląda nań drwiąco:
„Wyglądasz wręcz odpychająco.
Wszędzie łachmany, buty rzucone,
wielkie śmietnisko na każdą strone”.
Zerknęła z dołu w nerwach podłoga
skrzypnęła, w ripoście jak do wroga:
„Zamilcz, ty blada, pusta płaszczyzno,
niechaj twe słowa w gardle ci wyschną!.
Lampa u ciebie ledwo się trzyma,
lecz dumnie pierś swą szklaną nadyma.
Gdy się nadymać będzie przesadnie,
to wraz z kawałkiem ciebie odpadnie!
I wtedy pęknie to twoje ego,
gdy na pysk łupniesz, mój ty kolego.
A to co spadnie – oknem wywalę,
więc już nie mędrkuj, mój ty cymbale!”.
„Ha, ha!” – tu sufit ryknął ze śmiechem.
„Straszysz na wyrost, z pustym pośpiechem.
Ja trwam na ścianach dumnie oparty,
ściany z betonu – to nie są żarty!”.
Wtem odezwały się zgodne ściany:
„Obajście warci siebie, gałgany!
Bo gdy my tylko się wycofamy,
w gruz się zmienicie, durne pacany”.
Morał z bajeczki płynie nam jasny:
Nie wszczynaj zwady – choć świat jest ciasny –
z tym, z kim na co dzień los twój związany
przez wspólne życie i wspólne ściany.
– Leszek Piotr Laskowski