droga po krańce
nieczysty przetarg duszy
dalej za zwyczajne
by poczuć ciepło
przekrwienia
codzienny młot
alkoholiczne kowadło
już nie chcę się
sprzed ciebie
za rzeczywiście znanym
wieczny pocałunek
tu mogę odrzucić miecz
dłonie wsuniesz w jasną
miękkość
Gdy żyjesz, lecisz, chcesz
Pragniesz
A potem spadasz mół
Dwa metry w dół
Wiesz, że musisz sam
Ułożyć sobie życie
Bo jak nic nie zrobisz
Nic nie zmienisz
Świat jest jaki jest
Niezależnie co o nim myślisz
Nie ma Boga, ani diabła
A więcej zła